W ubiegłym roku, w Żarach upadło 577 małych firm, a w Żaganiu – 237. Ci, którzy przetrwali, boją się, że nie wytrzymają tegorocznego kryzysu. – Tak źle jeszcze nie było. Coraz częściej zdarzają się dni, kiedy nie mam w ogóle klientów – żali się zegarmistrz Ludwik Dłużniewski.
W zeszłym roku, w Żarach aż 577 osób zrezygnowało z działalności gospodarczej. Najwięcej firm padło w handlu i branży napraw samochodowych (242 firmy), w budownictwie (83), transporcie (45), przetwórstwie przemysłowym (34). W tym samym czasie na założenie firmy zdecydowało się zaledwie 368 osób. Najwięcej postawiło na handel (125) i budownictwo (60).
W Żaganiu upadło 237 firm. Najwięcej, bo aż 77 – w branży handlowej i usługowej (naprawa pojazdów). Aż 46 firm zakończyło swój żywot w branży budowlanej, 21 – w transporcie i gospodarce magazynowej, 19 – w przetwórstwie przemysłowym, 13 – w rozrywce i rekreacji, 12 – w gastronomii.
Nie udało się
– Moja firma istniała rok. Miesięcznie przynosiła od 800 do 1.000 zł strat. Niestety, bieda wokół oraz problemy z dogadaniem się z Narodowym Funduszem Zdrowia sprawiły, że musieliśmy zakończyć działalność. Nie zamierzam już zakładać po raz kolejny żadnej firmy, a na pewno nie w tym sektorze – żali się Marek Koziński, który jeszcze w zeszłym roku prowadził wraz z żoną Magdaleną firmę zajmującą się rehabilitacją i masażami leczniczymi.
Mateusz Lichwiańczyk też poniósł porażkę. Chciał wystartować w Żarach z młodą ekipą budowlaną, która potrafi w kilkanaście dni wyremontować całe mieszkanie. – Na początku mieliśmy kilka zleceń. W dwa miesiące wyremontowaliśmy całościowo 6 mieszkań. Pieniądze były niezłe, lecz tylko na początku. Ciężko było pozyskać kolejnych zleceniodawców. Jeśli już jacyś się pojawiali, to albo negocjowali, albo życzyli sobie remont tylko jednego pomieszczenia – opowiada M. Lichwiańczyk.
W tej samej branży radzi sobie za to Tomasz Rojek. Razem z kolegą założyli przedsiębiorstwo, które zajmuje się renowacją dachów. Wykorzystali fakt, że ludzie zlecający u nich prace niekoniecznie mogą zainwestować w kapitalny remont. – Niewiele osób stać na nowe pokrycia dachowe czy na całościową renowację. Jednak jak cieknie z sufitu, to nie mają wyboru. My daliśmy im alternatywę. Czasami wystarczy załatać jakąś szczelinę między dachówkami, naprawić niedużą część dachu albo zwyczajnie zakleić dziurę. Pomysł się sprawdził, choć wielkiego bumu nie ma. Dajemy sobie radę na tyle, aby firma przynosiła zyski – opowiada T. Rojek.
Ludwik Dłużniewski od ponad 10 lat prowadzi z synem zakład zegarmistrzowski. W samym centrum Żagania, na deptaku przy ul. Warszawskiej. Jego zakład słynie z precyzji i fachowości. Ale nawet taka marka już nie kusi. – Jak ludzie nie mają pieniędzy, to nie kupują zegarków. Nawet z naprawami coraz rzadziej przychodzą. Powiem szczerze, że mieliśmy już z synem moment zwątpienia, zastanawialiśmy się nad likwidacją zakładu – przyznaje pan Ludwik. – Są dni, że nie ma nikogo. Dzisiaj miałem trzech klientów, a sprzedałem zaledwie jeden zegareczek.
Agnieszka Cybulska na Osiedlu XXX-lecia w Żaganiu dwa lata temu otworzyła kawiarnię z pysznymi goframi i lodami. Ale interes padł. – Jeszcze w lecie jakoś dawałam radę, ale ostatnie miesiące były fatalne, więc musiałam zwinąć żagle – przyznaje. – Żaganian nie stać na takie przyjemności.
– Tak źle to jeszcze nie było – zaznacza Henryk Kulasza, współwłaściciel Zakładu Ogólnobudowlanego. – Zamówienia spadły o 50 procent. Robię w tej branży, bo co mam począć? Upadłość ogłosić? Liczę, że z nadejściem wiosny sytuacja się poprawi – mówi budowlaniec z Żagania.
Pomocy mogą szukać w PUP-ie
Problem z nową działalnością gospodarczą dotyczy często młodych i bezrobotnych zarazem osób. Nie ma dla nich ofert pracy, więc próbują szczęścia na własną rękę. Pomocy szukają w Powiatowym Urzędzie Pracy. Czy mogą liczyć na wsparcie?
W ubiegłym roku na dofinansowanie działalności gospodarczej żarski pośredniak wydał 1 mln 877 tys. zł. Bezzwrotne dotacje otrzymało 150 osób. Ile będzie do podziału w tym roku i ile osób będzie mogło z tego skorzystać, jeszcze nie wiadomo, ale – jak informuje Wojewódzki Urząd Pracy w Zielonej Górze – cały fundusz na aktywizację bezrobotnych w powiecie będzie, według wstępnych założeń, dwa razy większy niż w roku ubiegłym. W 2011 roku, przy pierwszych rozdaniu pieniędzy na aktywizację, powiat żarski otrzymał 2 mln 783 tys. 100 zł, w tym roku – aż 4 mln 243 tys. 700 zł. Jednak to nie koniec. – Podczas roku są jeszcze dzielone pieniądze na różne programy wsparcia, jest też rezerwa ministra. W 2011 roku powiat żarski zdobył dodatkowo ponad 3 mln 600 tys. zł Ile będzie w tym roku, tego nie powiem, bowiem te pieniądze są przyznawane na podstawie projektów konkursowych – przekazuje Małgorzata Kordoń z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze.
Dotacja to za mało
Jednak – jak ostrzegają doświadczeni przedsiębiorcy – wsparcie z pośredniaka to za mało.
– Sama dotacja z urzędu pracy czy Unii Europejskiej nie wystarcza. To istotna pomoc, ale trzeba mieć własne środki, pomysł – podkreśla Grażyna Bar, szefowa Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej w regionie żarsko-żagańskim. Nie ukrywa, że radę dają sobie jedynie najsilniejsi, o ustabilizowanej sytuacji na rynku. – W tej chwili w OPZL jest około 70 firm. Są to przedsiębiorstwa od 1-osobowych, aż do Kronopolu. Kryzys w tych firmach jest odczuwalny. Nie ma co ukrywać. Przedsiębiorcy czują spadek obrotów – nie ukrywa.


