Czterech mężczyzn twierdzi, że napadła ich zgraja pijanych policjantów.
W nocy z piątku na sobotę (23/24.03), w sąsiedztwie odbywały się dwie imprezy. Przy ognisku, za pizzerią koło stadionu Syrena w Żarach, wieczór spędzali mieszkańcy pobliskiego osiedla, którzy świętowali zdany egzamin na prawo jazdy i wyjazd kolegi do Anglii.
Konkurencyjna impreza odbywała się w pizzerii, gdzie balowała żarska policja.
– Była to uroczystości prywatna, po służbie – zapewnia Kamila Zgolak-Suszka, rzecznik żarskiej policji. – Nic więcej nie mogę powiedzieć – zastrzega tajemniczo.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pijani funkcjonariusze wtargnęli nieproszeni na ognisko.
Zrobimy z wami porządek!
– Siedzieliśmy spokojnie, smażyliśmy kiełbaski, popijaliśmy piwo – opowiada mieszkaniec ul. Modrzewiowej. Chcieliśmy uczcić nasze sukcesy. Nasza radość jednak zniknęła – kwituje. – Kolega odszedł kawałek od ogniska i za chwilę usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk „pomocy” – opowiada. – Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, szybko poderwaliśmy się na nogi. Zobaczyliśmy kilku bardzo agresywnych mężczyzn, którzy rzucili się na Roberta. Chciałem mu pomóc. Zostałem zatrzymany, zaczęła się szarpanina.
– Raz dostałem pięścią w twarz, a raz w brzuch. Okładali mnie brutalnie, aż upadłem na ziemię. Zaczęli mnie kopać – relacjonuje Robert (30 l.). – Krzyczałem „pomocy, oni mnie zabiją”. Jeden z policjantów był bardzo agresywny, zerwał z siebie koszulę i rzucił się na mnie – opowiada. – Z każdą chwilą było ich coraz więcej, krzyczeli: „Zrobimy z wami porządek! Co wy sobie myślicie. My tutaj rządzimy!”. Rzucili się na mojego kolegę Grzegorza Janczaka. Byliśmy przerażeni, bo byli bardzo agresywni. – dodaje.
– Zadzwoniliśmy na policję, chcieliśmy zgłosić pobicie, ale dyżurny powiedział: „A co ja w takim razie mogę zrobić?” – opowiada mieszkaniec Modrzewiowej. – Zapytałem dyżurnego, czy mam zadzwonić na straż pożarną albo pogotowie.
Grzegorz nagle upadł
– Po bójce byliśmy przerażeni, szybko pozabieraliśmy się do domów – dodaje nasz informator. – Każdy z nas był posiniaczony, podrapany i zalany krwią – opowiada. – Przed domem kolegi zaczął się koszmar. Grzegorz nagle upadł. Pochyliliśmy się nad nim. Nie wyczuliśmy oddechu, zamarliśmy. Zaczęliśmy go reanimować. Grzesiek złapał oddech, ale dostał jakiegoś ataku, drgawek. Gdy przyjechało pogotowie, ratownicy ponownie zaczęli go reanimować i dzięki Bogu się udało. Grzesiek trafił do szpitala w Żaganiu.
Pęknięta czaszka i wstrząśnienie mózgu – takie obrażenia miał pobity Grzegorz Janczak (34 l.) z Żar. – Nawet nie wiem, kiedy to się stało, siedziałem przy ognisku, gdy ktoś zaatakował mnie od tyłu – Obudziłem się w szpitalu. Z tragicznej nocy pamiętam tylko mocne uderzenie w tył głowy – relacjonuje. – To był taki okropny ból, zrobiło mi się ciemno.
Napastnik odwiedził go w żagańskim szpitalu w niedzielę, 25.03. – Chyba ruszyło go sumienie lub zrozumiał, jakie mogą go czekać konsekwencje. To był policjant, który w piątek mnie zaatakował. – mówi G. Janczak. – Chciał mnie przeprosić i załatwić wszystko pieniędzmi. Określił, że miałoby to być takie zadośćuczynienie – twierdzi poszkodowany. Nie przystał na propozycję. Ma na to świadków.
– Lekarz na początku oznajmił mi, że w szpitalu będę leżał siedem dni – opowiada pan Grzegorz. – Mam zawroty głowy, jest mi słabo, nie mogę chodzić, a mimo to po czterech dniach, w środę, pielęgniarka kazała mi wstać, ubierać się i iść do domu – mówi. – To jest absurdalne, zwłaszcza że jeszcze dzień wcześniej kazali mojemu ojcu przywieźć dokumenty poprzedniego leczenia. – zastrzega.
Wiedzą, ale nie boją się powiedzieć
Jak mówi nasz informator, pijani mężczyźni, którzy na nich napadli, to żarscy policjanci. – Nie chcemy jednak podać ich nazwisk, bo boimy się, że zrobią nam krzywdę. Oni są do wszystkiego zdolni – opowiada świadek.
– To była impreza policyjna, co chwilę pod pizzerię podjeżdżał radiowóz – potwierdza inny świadek, który nie brał udziału w żadnej z imprez. – Raz ktoś wsiadał, raz wysiadał z samochodu policyjnego. Kręciło ich się tu chyba z czterdziestu.
– Dostaliśmy zgłoszenie o popełnionym przestępstwie, czynności sprawdzające są w toku – zastrzega Grzegorz Szklarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej. – Musimy przesłuchać wszystkich świadków i poszkodowanych.
– Komendant policji nie brał udziału w tej uroczystości, ja również – zastrzega Kamila Zgolak-Suszka, rzecznik żarskiej policji. – Nic więcej nie mogę powiedzieć. Sprawę prowadzi również Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – informuje.
– Grzegorz to dobry i spokojny chłopak. Co on mógł przeskrobać?! – dziwi się sąsiadka pana Grzegorza.


