Strona główna » Oszpecili Kubusia

Oszpecili Kubusia

przez imperia

Podczas cesarski, lekarz tak niefortunnie ciął, że zranił dziecko.
To była pierwsza ciąża Eweliny Mazurkiewicz z Iłowej. Gdy zaczął się poród, trafiła do szpitala. Pojawiły się jednak komplikacje i trzeba było szybko działać. Pani Ewelina wylądowała na stole operacyjnym, bo potrzebne było cesarskie cięcie. Problem w tym, że lekarz naciął brzuch w taki sposób, że zranił dziecko.
– Tuż po porodzie, nikt z personelu nie miał odwagi powiedzieć mi, że Kubuś ma ranę przy uszku i założono mu trzy szwy. To skandal, co wyprawia się w żagańskim szpitalu! – uważa zrozpaczona mama. – Mamy XXI wiek, są jakieś procedury, badania. Można było sprawdzić, jak układa się płód, gdzie ciąć. Tymczasem nie dość, że lekarz nie poinformował mnie, że ranił moje dziecko, to jeszcze nawet mnie nie przeprosił. Dopiero po jakimś czasie położona powiedziała tylko, że go drasnęli – opowiada.
Pani Ewelinie przyniesiono Kubusia z plastrem przy uchu. – Byłam w szoku, bo to wcale nie było jakieś tam draśnięcie. Kubuś miał trzy szwy, a lekarz pediatra powiedział, że blizna zostanie mu już na całe życie – irytuje się kobieta.
 – To w ogóle nie powinno się zdarzyć! Po to jest cały ten sprzęt i aparatura, aby nie uszkodzić dziecka. A jakby skalpel trafił w tętnicę albo oko? – pyta zdenerwowana pani Maria, babcia Kubusia.
Kubuś to pierwsze dziecko Eweliny i Marka Mazurkiewiczów. Młodzi zapewniają, że na kolejny poród wybiorą inny szpital.
 
A za co ma przepraszać?
Andrzej Cieślak, ordynator oddziału położniczo-noworodkowego żagańskiej filii 105. Szpitala Wojskowego, był oburzony, że mieszkanka Iłowej poskarżyła się „GR”.
– Przepraszam, to ma być interwencja czy co? – zapytał zdziwiony. – Jeśli ta pani ma jakieś żale, powinna osobiście zgłosić się do szpitala, a nie załatwiać to przez gazetę.
Gdy zapytaliśmy ordynatora, dlaczego lekarz od razu nie przyznał się pacjentce do okaleczenia jej dziecka i nie przeprosił za oszpecenie Kubusia, ordynator odpowiedział: – A za co ma przepraszać?
Trudno się dziwić zdenerwowaniu matki, której w szpitalu ranią dziecko i bagatelizują sprawę. A wystarczyłoby magiczne słowo „przepraszam”, co jest kwestią kultury, i propozycja pomocy medycznej, która mogłaby zmniejszyć bliznę, co jest kwestią etyki lekarskiej.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz