Kąpielisko przy Leśnej popada w coraz większą ruinę. Młodzi pytają, co dalej, a burmistrz odpowiada: – Chcę to zrobić, ale nie będę niczego obiecywał, na razie zajmujemy się kanalizacją.
Zbliża się kolejne lato, podczas upalnych dni mieszkańcy Żar będą szukać ochłody nad wodą. Niestety, w tym roku nadal nie znajdą jej na kąpielisku przy ulicy Leśnej, które z miesiąca na miesiąc wygląda coraz gorzej. Popękany beton, błoto, pordzewiałe barierki, zarośnięte trawniki nie przypominają miejsca, gdzie jeszcze kilka lat temu całe rodziny spędzały letnie dni. Co będzie dalej?
Podczas kampanii przed wyborami samorządowymi w 2010 r. Wacław Maciuszonek obiecywał swoim wyborcom remont kąpieliska. Do dziś o remoncie nie ma mowy.
– Szlag mnie trafia, bo przecież głosowałem na niego między innymi dlatego, że mówił o remoncie kąpieliska. Myślałem, że będzie chciał zrobić coś dla młodych. Na Leśną chodziłem od dziecka, pamiętam, że moja mama nigdy się nie bała mnie tam puszczać, bo było bezpiecznie, z ratownikami. Teraz dzieciaki kąpią się w gliniankach, gdzieś w środku lasu albo muszą jeździć na Gryżyce i płacić tam nie wiadomo za co, a na Leśnej tylko chwasty i wielka kałuża. Czuję się oszukany, bo gdybym wiedział, że tak będzie, to w ogóle na wybory bym nie poszedł – mówi oburzony Mateusz Dzięcioł.
Kampania to co innego
Burmistrz przyznaje, że podczas kampanii obiecywał remont Leśnej, dziś nie pozostawia jednak żadnych złudzeń: – Kampania to co innego. Chcę to zrobić, na pewno w tej kadencji, ale na razie nie będę niczego obiecywał. Bez względu na to, czy ktoś będzie na mnie głosował, czy nie, ja nie będę bajerował – zastrzega W. Maciuszonek, podkreślając, że w tej chwili najważniejszą dla miasta sprawą jest budowa kanalizacji. Dlatego nie podaje żadnej daty ani kosztów związanych z ewentualnym odnowieniem jedynego w mieście odkrytego basenu.
Przypomnijmy, że w budżecie na rok 2012 r. wstępnie przewidziano 300 tys. zł na projekt modernizacji kąpieliska. Całość tej inwestycji miałaby kosztować ok. 7,5 mln zł. Okazuje się jednak, że w tym roku nie uda się zrobić nawet projektu, a zaplanowane na to pieniądze wypadną z budżetu.
– Na razie zajmujemy się kanalizacją. Musimy mieć na ten cel 18 milionów, skądś trzeba je wziąć. Potem okaże się, co dalej z kąpieliskiem i innymi inwestycjami – ucina burmistrz.
Zbigniew Zdzitowiecki, szef żarskiego WOPR, bez większego optymizmu podchodzi do obietnic burmistrza. – Od dwóch lat kąpielisko jest zamknięte i nie zanosi się na zmiany. Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie ruszył jakikolwiek remont. A z roku na rok będzie z tym coraz gorzej. Mówi się ciągle o kryzysie, o koniecznych oszczędnościach, ale nie można zapominać o potrzebach mieszkańców. Co z tego, że z basenu korzysta się przez dwa miesiące w roku? Na różne kluby sportowe daje się kasę, a przecież też nie grają non stop przez cały rok – uważa ratownik. – Mieliśmy dobry obiekt, co roku razem z ratownikami pilnowaliśmy, by nikomu nic się nie stało, a teraz ludzie jeżdżą na dzikie kąpieliska. Oby tylko nie było kolejnych utopień – mówi Zdzitowiecki.

