Strona główna » Dzieci niemile widziane

Dzieci niemile widziane

przez imperia

Spółdzielnia mieszkaniowa „Włókniarz” przy blokach na ul. Białostockiej w Żarach powiesiła komunikat. To zakaz zabaw dla dzieci. – Podwórko należy do spółdzielni i nie jest od tego, żeby dzieci tam grały w piłkę – słyszymy w „Włókniarzu”.
Jedna kartka została przyklejona na słupie, druga przy trzepaku. Jest na nich wyraźny komunikat o zakazie gry w piłkę. W domyśle – chodzi o wszelkie zabawy dzieci pod blokami. Wydany został również nakaz zabrania bramki, która stała na trawniku przed blokiem.
Dlaczego? Jak mówi w rozmowie z „Regionalną” Helena Drapała z „Włókniarza”,  podwórko należy do spółdzielni i nie jest od tego, żeby dzieci tam się bawiły czy grały w piłkę.
– Wywiesiliśmy ten zakaz, ponieważ napływały do mnie skargi od starszych osób, które narzekały na zachowanie młodzieży przebywającej pod blokiem. Z ich relacji wynika, że dzieci im ubliżają. Do tego zachowują się głośno, a ci mieszkańcy potrzebują spokoju. Dzieci grały w piłkę na trawniku, a to nie jest miejsce do tego – tłumaczy H. Drapała. I dodaje: – Niech idą na orlik albo niech rodzice zapiszą je do Promienia, sport szybko nauczy je dyscypliny. Podwórko pod blokiem to nie jest miejsce do takich zabaw. Problem jest też taki, że przychodzą dzieci z innych bloków, a tak nie powinno być. Każdy ma swoje podwórko i tam powinien przebywać. Ja muszę dbać o właścicieli mieszkań mojej spółdzielni, a to, co się tam wyprawia, jest niedopuszczalne – kwituje H. Drapała.
Zadeptały krzaczek
Zdania w sprawie zabaw na osiedlu są podzielone. Niezadowolona z przebywania dzieci pod blokiem jest pani Władysława, mieszkanka spółdzielni.
– Wyrzucają kamyczki spod nasadzeń, doły robią. Teraz to sam żwir tutaj jest. Posadziłam taki kolczasty krzaczek, żeby tu nie chodziły, to zadeptały i już go nie ma. Zwracałam im uwagę, żeby się tutaj nie bawiły, tylko szły siedzieć na ławkę, ale oni nie słuchają – tłumaczy rozżalona. – Siedzą tutaj pod murem i tylko wierzgają nogami. Jak w piłkę grają, to ona im na chodnik wypada i może komuś jeszcze pod nogi wlecieć – żali się pani Władysława.
A które dziecko mówi szeptem?
Część dorosłych z młodszego pokolenia nie ma nic przeciwko temu, że słychać, jak dzieci się bawią czy malują kredą po chodniku. Twierdzą, że to normalne, każdy tak robił.
– Niemal wszystkie nasze place zabaw usunęli, żeby dzieci się nie bawiły! To absurd! Ja się tutaj całe życie bawiłam i nikomu nigdy nic nie przeszkadzało. Ten plac, który tutaj został, to ostatni – relacjonuje Joanna Antkiewicz, mieszkanka spółdzielni „Włókniarz”. – Przecież te dzieci muszą się gdzieś bawić. Moja córka chodzi do 2 klasy podstawówki, nie wyobrażam sobie puścić jej na inne osiedle na plac zabaw. Nie mam możliwości, żeby codziennie z nią chodzić, a wiadomo, że dziecko chce wyjść każdego dnia. Czasami dzieci z naszego osiedla chodzą na OSiR, ale tam muszą przechodzić przez dziurę w płocie, bo nie jest to cały czas otwarte – tłumaczy. I dodaje: – Nigdy nie słyszałam, żeby jakieś dzieci kogoś wyzywały. Między sobą, owszem, krzykną czasem głośniej, pokłócą się, ale nie do starszych.
– Uważam, że to bardzo dobrze, że dzieci bawią się na podwórku. O taką postawę bardzo ciężko dzisiaj. Dzieci teraz tylko grają na komputerze albo siedzą na komórkach. A tutaj jesteśmy wszyscy jak jedna rodzina, dzieci w takich warunkach lepiej się wychowują. A to, że krzyczą? A które dziecko mówi szeptem? Ci starsi ludzie, którzy zabraniają im zabawy, chyba zapomnieli, jak to jest być dzieckiem – mówi Agata Pałka, mieszkanka spółdzielni „Włókniarz”.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz