Halina Kaśków (73 l.) mieszkanką Jasienia jest od lat. Bardzo choruje, córka wzięła ją do siebie, by nie była sama, dopóki nie trafi pod opiekę lekarzy.
Halina Kaśków (73 l.) przeszła udar, ma migotanie przedsionków, początki demencji i problemy z samodzielnym poruszaniem się.
– Kiedyś mama miała silny krwotok z nosa. Co by było, gdyby była wtedy sama w domu? – pyta retorycznie Elżbieta Kaśków-Żur, córka pani Haliny.
H. Kaśków choruje, nie jest już samodzielna. Dlatego mieszkająca w Zielonej Górze córka postanowiła wziąć ją do siebie na czas, którego potrzebuje, by załatwić całodobową opiekę w zakładzie opiekuńczo-leczniczym lub domu pomocy społecznej. Sama jest pracującą samotną matką małych dzieci. Z mamą mają tylko siebie.
Więc stara się, jak może, by zapewnić mamie opiekę.
H. Kaśków była w Szpitalu na Wyspie, później została przyjęta do Lubuskiego Centrum Ortopedii. W styczniu skorzystała z 2-tygodniowego pobytu w ramach opieki wytchnieniowej.
Córka od jakiegoś czasu stara się dla mamy o stałą opiekę w domu pomocy społecznej lub ZOL-u.
– Niezbędny wywiad przeprowadził MOPS w Zielonej Górze, dlatego że mama u mnie przebywa czasowo. Choć całe życie mieszka w Jasieniu, jest tam zameldowana – tłumaczy córka.
Przecież nie mieszka
Ale to najwyraźniej nie są wystarczające argumenty dla pracowników Miejsko-Gminnego Środka Pomocy Społecznej w Jasieniu.
– Otrzymałam odpowiedź, że sprawą umieszczenia mamy ma zająć się MOPS w Zielonej Górze. Ten oczywiście odmówił, bo mama nie jest mieszkanką miasta – opowiada pani Elżbieta.
W czym jest kłopot? Pobyt seniora w DPS-ie to koszt nawet 6 tys. zł miesięcznie. W części pokrywany z emerytury pensjonariusza, ale maksymalnie na ten cel można przeznaczyć 70 proc. jego uposażenia. Różnicę dopłaca rodzina, ale gdy jej sytuacja materialna nie wystarczy, kasę dołożyć musi gmina, z której pensjonariusz pochodzi. Pani Elżbieta podejrzewa, że właśnie w tym leży niechęć jasieńskich urzędników.
– Śpię z córką, mama zajmuje jej pokój. Mieszkanie jest ciasne, mama nie może poruszać się na wózku inwalidzkim, bo się po prostu nie mieści. Do toalety jeździ na krześle biurowym córki – opowiada pani Elżbieta.
Pani Elżbieta czuje się zbywana. Bo sama wie najlepiej, że nie robi tego z wygodnictwa.
„Może się odwlec”
– Mam złożonych 7 wniosków do ZOL-i. Bieganina, załatwianie opieki, rehabilitacji. Wiem, że gdyby miała fachową pomoc, to miałabym poczucie, że jest dobrze zaopiekowana i bezpieczna. Ja nie zaniedbuję dzieci ani pracy. Zaczyna mi już brakować sił. Ale nie słucham podpowiedzi, żebym mamę zawiozła do Jasienia i tam ją zostawiła – tłumaczy.
Próbowała interweniować w urzędzie, rozmawiała z Katarzyną Łuczyńską, zastępcą burmistrza. I nic. Sprawa wciąż stała w miejscu.
– Słyszałam ciągle, że to może się odwlec w czasie. Czy chcą, żeby przyjechała do Jasienia i umarła w domu? – pyta retorycznie.
Dlatego z prośbą o interwencję zwróciła się do gazety „Regionalnej”.
Z pytaniami zwróciliśmy się do Andrzeja Kamyszka, burmistrza. W ślad za tym otrzymujemy odpowiedź z M-GOPS-u.
– Informuję, że po otrzymaniu kompletu dokumentów wniosek pani H.K. został rozpatrzony pozytywnie – informuje dziennikarkę „Regionalnej” Agnieszka Tamulewicz-Garstka, kierownik M-GOPS-u w Jasieniu.
– Chciałabym bardzo podziękować gazecie. Cieszę się, że cała nasza trójka będzie spokojna o mamę i babcię. Będziemy ją odwiedzać. A moja historia niech będzie przykładem dla innych, że nie należy się poddawać, nawet jeżeli wiele razy usłyszymy „nie” – kończy pani Ela.
22