Mieszkańcy Przylasek (gm. Brzeźnica) od czterech miesięcy nie mogą się doprosić urzędników i wójta o usunięcie awarii oświetlenia. – Wieczorem strach gdziekolwiek wychodzić – żalą się „Regionalnej”.
Do redakcji zadzwoniła sołtyska wsi, Teresa Przygoda. Podkreśliła, że straciła wiarę na załatwienie sprawy w Urzędzie Gminy.
– Od czterech miesięcy część wsi tonie w egipskich ciemnościach – żali się. – Tak się dzieje, gdy silny wiatr pozrywa kable. Nie święcą dwie lampy, na poziomie numerów 45- 49. Próbowałam załatwić sprawę w urzędzie, ale bez skutku. Nastał wrzesień, szybko się robi szarówka, dzieci idą do szkoły, gdy jest jeszcze ciemno. A wieś bez chodnika, więc jest niebezpiecznie.
W podobnym tonie się wypowiada małżeństwo Zofia i Jan Lachoccy, którzy mieszkają w pobliżu niedziałających lamp. – Urzędnicy zbywają nas, że „jest już zgłoszone”. Tymczasem lampy nie działają od czterech miesięcy. Gdy zrobi się jesień, a potem zima, będzie problem dla pieszych.
Wójt Jerzy Adamowicz tłumaczy, że awarię jego urzędnicy zgłaszali spółce Enea Oświetlenie. – Nie wiem, z jakim skutkiem, ale zgłoszenie było. Z energetyką od zawsze są problemy, nie tylko w Przylaskach. Tam jest sześć liczników, a nie jeden, jak w innych wsiach gminy – mówi.
W imieniu mieszkańców awarię lamp w Przylaskach zgłosiliśmy poznańskiemu oddziałowi Enea Oświetlenie. Jego pracownicy usunęli awarię błyskawicznie.
– Po informacji od dziennikarza nasze służby dokonały oględzin w terenie i potwierdziły awarię sieci oświetleniowej, której właścicielem jest gmina. Awaria została usunięta. W najbliższym czasie, ze względu na powtarzające się awarie w tym rejonie, zaproponujemy kompleksowe rozwiązanie problemu – informuje Elżbieta Darol – Matuszewska, rzecznik prasowy spółki.
14
Poprzedni artykuł