Dwa gigantyczne pożary 22 ciężarówek w Osiecznicy koło Świętoszowa gasiło kilkudziesięciu strażaków. Czy było to podpalenie z zemsty, czy dzieło seryjnego piromana? To obecnie ustala prokuratura.
Najpierw, w nocy z 11 na 12 kwietnia, spłonęło 6 aut ciężarowych z naczepami, zaparkowanych obok siebie na terenie przy wylocie na wieś Parowa. Kolejnych 15 samochodów strażakom udało się uratować, jeden został nadpalony.
Jednak cztery dni później, również w nocy, 16 kwietnia, podpalaczowi skutecznie udało się spalić 16 kolejnych ciężarówek. Znajdowały się na zamkniętym terenie, należącym do prywatnej firmy transportowej. Do pożaru zadysponowano aż 10 zastępów straży pożarnej z okolicznych jednostek. Działania gaśnicze utrudniały pełne zbiorniki z ropą, poza tym, pod wpływem temperatury wystrzeliwały opony. Widok ogromnych kłębów dymu przerażał nawet samych strażaków.
– W momencie przyjazdu pierwszego zastępu, strażacy zastali w pełni rozwinięty pożar 16 pojazdów ciężarowych, zaparkowanych obok siebie. Udało się obronić sześć samochodów ciężarowych i dwa samochody osobowe – informuje mł. asp. Sławomir Kowalik z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Bolesławcu.
Wszystko wskazuje na to, że doszło do podpalenia. Mieszkańcy Osiecznicy mówią nie tylko o konflikcie między pracodawcą a niektórymi pracownikami, żądającymi podwyżek, ale i seryjnym podpalaczu, jaki miałby grasować w okolicy.
– Wyjaśniamy okoliczności obu pożarów, które wybuchły w tym samym miejscu. W obu przypadkach było telefoniczne zgłoszenie na numer alarmowy o palących się pojazdach ciężarowych. Naczepy były bez towaru – wyjaśnia asp. szt. Anna Kublik-Rościszewska z policji w Bolesławcu. – Zabezpieczyliśmy ślady, mamy zapisy monitoringu, relacje świadków. Sprawę ewentualnego podpalenia zbada biegły z zakresu pożarnictwa.
Nie udało się nam skontaktować z właścicielem firmy transportowej, przebywa obecnie za granicą.

