Czy to koniec blisko 10-letniej batalii w sądzie w sprawie byłego burmistrza Lubska, oskarżonego o przestępstwa urzędnicze? Na ostatniej wokandzie (20.01.) sędzia przesłuchała biegłego z zakresu szacowania nieruchomości. Wyrok ogłosi 27 lutego.
Trwający od lat proces dotyczy czasów, w których obecny radny powiatu żarskiego, Lech J,. był burmistrzem Lubska. Podpisał on wtedy akt notarialny na sprzedaż gminnej działki swojej ciotce. Zrobił to kilka miesięcy po tym, jak w 2014 r. objął stanowisko. Z jednej strony działka przylega do terenu pod budowę garaży, z drugiej – do posesji ciotki ex-burmistrza. Część terenu pod garaże 10 lat temu od Urzędu Miasta kupił Franciszek Makarewicz. Gdy zaczął stawiać garaż, zaprotestowała owa ciotka, która obok zrobiła sobie ogród. W 2011 r. w przetargu kobieta próbowała kupić działkę, ale Bogdan Bakalarz, ówczesny burmistrz, postawił warunek, że najpierw podpisze oświadczenie, iż nie będzie kwestionowała praw właścicieli sąsiadującej działki. Tego zrobić nie chciała, więc akt nie został podpisany. Po wygranych wyborach Lech J. podpisał go własnoręcznie. Jego ciotka stała się właścicielką działki i wystąpiła o unieważnienie prawomocnej decyzji zezwalającej F. Makarewiczowi na budowę garażu. Jego syn zaalarmował prokuraturę.
Na powiększenie ogródka?
Prokurator przedstawił byłemu burmistrzowi zarzut przestępstwa urzędniczego, za co grozi kara pozbawienia wolności do 5 lat. Podczas procesu zarówno sam oskarżony, jak i jego prawnicy zapewniali, że sporna działka ma tylko poprawić zagospodarowanie tej, którą ciotka już ma. I że starsza pani przez lata ciężko pracowała i dbała o ogródek. Cztery lata temu, Lech J. został uniewinniony przez żagański Sąd Rejonowy w sprawie zarzucanego mu przestępstwa urzędniczego. Od tego wyroku odwołał się zarówno prokurator, jak i F. Makarewicz, który był oskarżycielem posiłkowym. Sąd Okręgowy w Zielonej Górze zdecydował o ponownym procesie. Sprawa wróciła na wokandę do żagańskiego sądu w październiku ubiegłego roku, ale z falstartem, bo biegła wyceniająca wartość wspomnianej działki nie miała przy sobie dokumentacji dotyczącej i nie potrafiła odpowiedzieć na szczegółowe pytania. W tej sytuacji sędzia Monika Ochocka-Łydka wyznaczyła nowy termin. Na poniedziałkowej wokandzie (20.01.) biegła odpowiedziała na wszystkie pytania.
– Czy na tej działce były jakieś fundamenty budynków? – dociekał obrońca Lecha J., Robert Kornalewicz.
– Ta działka była tak zarośnięta, że nie wiem. Ja założyłam, że wycena jest robiona na podstawie art. 70 rozporządzenia Ministra Rozwoju i Technologii w sprawie wyceny nieruchomości – odparła biegła. – Jeśli tam były jakieś fundamenty, to nie miały znaczenia dla wyceny.
Sprzeczne decyzje
Biegła dodała, że działka nr 59/20 nadawała się wyłącznie na zagospodarowanie działki sąsiedniej nr 58 lub na drogę dojazdową. Kornalewicz podkreślił, że w dwóch opiniach biegłej oszacowana wartość nieruchomości mocno się różni. Wyliczył, że wedle tej wyższej, 1 metr kw. kosztował ponad 50 zł.
– Czy ten szacunek nie wypacza sprawy? To znacznie drożej, niż wszystkie inne działki wokół – skwitował pełnomocnik Lecha J.
– Moja opinia dotyczyła poprawy zagospodarowania sąsiedniej działki. Decyzja podziałowa tych nieruchomości została wydana w 1997 roku – odparła biegła. – Podział został wykonany po to, aby poprawić funkcjonalność sąsiedniej działki – nr 58. Z kolei decyzje o zabudowie pod garaże zostały wydane w 2010 roku, co było sprzeczne z decyzją podziałową z 1997 roku. Tu powinna wypowiedzieć się osoba od planowania przestrzennego.
Na tym sędzia zamknęła przewód. Na ostatniej wokandzie, 27 lutego, obie strony wygłoszoną mowy końcowe i zapadnie wyrok. Do tematu wrócimy.
14
Poprzedni artykuł