Choć żagański siłacz Edmund Lechowicz robi furorę w programie telewizyjnym „Sanatorium miłości”, to zakochał się nieszczęśliwie. Jego uczucia nie zostały odwzajemnione. U Anny, nauczycielki z Lubska, motyli w brzuchu nie było.
Od trzech tygodni kibicujemy w tym programie mieszkańcom naszego regionu: Annie Wojnarowskiej z Lubska i Edmundowi Lechowiczowi z Żagania. Ona jest emerytowaną matematyczką, on – wielokrotnym mistrzem Świata, Europy i Polski w wyciskaniu sztangi leżąc, rekordzistą Guinnessa.
Dwa małżeństwa Anny skończyły się rozwodami, ponieważ – jak przyznała w programie – partnerzy ją zdradzili. Edmund jest wdowcem, w kwietniu zeszłego roku pochował swoją trzecią żonę, Mirosławę, która zmarła na raka.
W „Sanatorium miłości” oboje postanowili znaleźć swoją drugą połówkę. Ania od pierwszego odcinka wpadła w oko Edmundowi. Jak podkreśla w rozmowie z „Regionalną” żagański siłacz, dla niego to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zauroczony Edi od razu zakomunikował, że znalazł już kobietę, z którą chce spędzić resztę swojego życia. Tyle że Ania, mimo deklarowanej przyjaźni, romantycznego uczucia nie odwzajemniła. Ich wątek budzi ogromne emocje wśród widzów.
Sorry Edi, ale ja tego nie widzę
W poprzednim odcinku, w niedzielę, 16.03.,4 podczas romantycznej kolacji przy świecach i szampanie w jednej z mazurskich restauracji, ubrany w elegancki garnitur Edmund oświadczył się Annie. Niestety, dostał kosza.
– „Nie spodziewałeś? Nie czułeś trochę, że nie wchodzę w tę relację?” – odpowiedziała mu Anna.
– „To wszystko jest jakby za szybko” – przyznał Edmund, mając łzy w oczach.
– „Dla mnie jest to bardzo za szybko. Nie polecę do pierwszego lepszego faceta, któremu się podobam” – zastrzegała Anna. – „Jestem za przyjaźnią, za znajomością, ale nie za tym, abyśmy byli parą. Sorry, Edi, ale ja tego nie widzę. Przepraszam cię, ja też tu przyjechałam po miłość, ale nie na siłę. Może wyglądam na taką s…, ale nie lubię ranić ludzi”.
Piękna przygoda trwa
Pan Edmund nie może zdradzić, co się wydarzy dalej w programie. Zapewnia jednak, że odmowę przyjął na klatę.
– A mam ją dużą, więc jakoś to zniosę – przyznaje z uśmiechem w rozmowie z „Regionalną”. I zastanawia się: – Może za szybko wystartowałem do Ani? Trudno. Byłem szczery, bo bardzo mi się spodobała. Nie czaiłem się, bo nie mam tego w naturze. Jak się okazuje, miłości w „Sanatorium” nie będzie, szukam jej dalej, ale już gdzie indziej. Życie pisze różne scenariusze. Z Anią zostaliśmy przyjaciółmi, mieszkamy niedaleko siebie, zawsze możemy się odwiedzić. A „Sanatorium” to dla mnie kolejna piękna przygoda w życiu – zapewnia. I zdradza: – Będzie bardzo ciekawie w kolejnych odcinkach. Jestem szczęśliwy, że poznałem wielu fajnych ludzi, że zdobyłem puchar w ujeżdżaniu byka, że miło spędziłem czas. W czasie programu zostałem zauważony przez producentów serialu telewizyjnego, którzy zaproponowali mi udział w swojej produkcji.
16
Poprzedni artykuł