Strona główna » Nie bójmy się ratować

Nie bójmy się ratować

przez imperia

Dwie osoby zasłabły na Krakowskim Przedmieściu w Lubsku w odstępie kilku dni. Z pierwszą pomocą ruszyli świadkowie, potem strażacy i ratownicy medyczni.
Do nieprzytomnego mężczyzny leżącego na chodniku przy ul. Krakowskie Przedmieście w Lubsku wezwanie w sobotę, 15.03., otrzymali strażacy. Dochodziła godz. 13. Jak się okazało, nie było wolnej karetki pogotowia. 
Gdy strażacy dotarli na miejsce, pomocy 39-latkowi udzielali przechodnie. Jak się okazało, doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Strażacy natychmiast przejęli nieprzytomnego mężczyznę.
– Stwierdzili brak oznak życia. Przystąpili do udzielania pomocy z wykorzystaniem defibrylatora. Prowadzili resuscytację do czasu przybycia zespołu ratownictwa medycznego. Gdy karetka pojawiła się na miejscu, mężczyzna został przekazany jej załodze – informuje mł. asp. Dawid Lewandowski z żarskiej PSP. Mężczyzna został zabrany na SOR, udało mu się przywrócić funkcje życiowe.
Kilka dni wcześniej, 13.03., na tej samej ulicy zasłabł 72-latek.
– Świadkowie podjęli reanimację. Czynności życiowe udało się odzyskać podczas transportu do szpitala – informuje Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.
Jak tłumaczy, nie do przecenienia jest zawsze pomoc świadków. 
– Zawsze warto to robić. Nawet, jak nam się wydaje, że nie potrafimy. Wystarczy tylko uciskać klatkę piersiową. Wtedy jest szansa na przywrócenie życia. Niestety, często my, ratownicy, widzimy ludzi, którzy tylko stoją nad poszkodowanym. A nie wolno nam zostawiać umierającego człowieka. My potrzebujemy kilka, kilkanaście minut na dojazd. I jeżeli wtedy nikt nie prowadzi resuscytacji, to są najważniejsze minuty, stracone bezpowrotnie. Oczywiście taka pomoc nie gwarantuje, że człowiek przeżyje. Ale daje mu szansę – kończy R. Smyk.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz