Kapitalna seria Czarnych trwa. Trzecie zwycięstwo z rzędu nie przyszło Czarnym łatwo, bo gdynianie wysoko postawili poprzeczkę.
Czarni Arena Żagań – Bałtyk Gdynia 1:0 (0:0)
bramkę zdobył Flejterski (53. min)
Czarni Arena: Syamin – Filipe, Dorobek, Kłak, Galuś – Kononowicz (od 65. min Bulatovic), Wrobel, Flejterski, Katerla (od 46. min Horubała) , Szuszkiewicz – Burski (od 90. min Okuniewicz)
Bałtyk: Matysiak – Król, Matyniuk, Misuła, Byczkowski – Kudyba, Lemanek, Loda (od 57. min Noga), Detcliff, – Ziemak, Benkowski (od 66. min Manelski)
Sędzia: Remigiusz Lewandowski (Poznań); widzów: 400; żółte kartki: Matysiak; piłkarz meczu: Burski
Od początku spotkania Czarni rzucili się do ataku na bramkę Bałtyku. Już w 9. Minucie doskonałą okazję do zdobycia gola miał Piotr Burski, który po minięciu gdyńskich obrońców znalazł się sam na sam z Łukaszem Matysiakiem. Jego silny strzał sparował jednak golkiper Bałtyku. Dwie minuty później bramkarza gdynian starał się zaskoczyć Grzegorz Dorobek, ale i tym razem Matysiak nie dał się zaskoczyć. W 23. Minucie Czarni mieli kolejną dogodną okazję do zdobycia gola. Na 25 metrze sędzia odgwizdał zagranie ręką zawodnika gości. Piłka z rzutu wolnego szybko powędrowała do Piotra Burskiego. Ten dośrodkował ją, ale nikt nie potrafił jej skierować do siatki. Akcję, bardzo niecelnym strzałem zakończył Maciej Kononowicz. W 31. Minucie goście mieli dużo szczęścia, bo piłka po strzale Burskiego wylądowała na poprzeczce. Czarni nadal atakowali, wykonywali rzuty rożne z prawej i lewej strony, ale piłka, jak zaczarowana nie chciała wpaść do siatki. Tak było m.in. w 37. Minucie, kiedy piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego starał się skierować do siatki Piotr Galuś. Niestety, i tym razem o centymetry minęło światło bramki.
Rozstrzygnął karny
Po przerwie, w 51. minucie kapitalną okazję zmarnował Michał Wróbel, który nie trafił głową w piłkę, po dośrodkowaniu Horubały. Trzy minuty później padła w końcu upragniona bramka. W polu karnym powalony przez bramkarza Bałtyku został niezmordowany tego dnia Burski i sędziemu nie pozostawało nic innego, jak podyktować rzut karny dla Czarnych. Pewnym egzekutorem jedenastki był Radosław Flejterski, etatowy już wykonawca rzutów karnych.
W 75. minucie bramkarza miejscowych starał się zaskoczyć strzałem z dystansu Piotr Kudyba, ale Wladimir Syamin nie dał się zaskoczyć. Dwie minuty później ładną akcją popisał się Grzegorz Horubała. Młodzieżowiec Czarnych najpierw ograł gdyńskich obrońców, a potem uderzył na bramkę Matysiaka. Piłka o centymetry minęła słupek.
W ostatnim kwadransie gry do głosu doszli przyjezdni, ale podopieczni Romualda Szukiełowicza mądrze się bronili. W 89. minucie Syamin wybronił strzał Kudyby, który najwyżej wyskoczył do piłki.
Nerwy Topolskiego
Zaraz po końcowym gwizdku schodzących do szatni sędziów wyzwał Adam Topolski, trener Bałtyku. – Totalne skurwysyństwo, co wy zrobiliście dzisiaj – krzyczał szkoleniowiec gdynian, który miał pretensje o to, że nie podyktowali rzutu karnego za rzekomy faul na jego zawodniku.
W zupełnie innym nastroju był trener Czarnych. – Cieszy mnie trzecie zwycięstwo z rzędu, w dodatku bez straty gola. Zawodnicy zrealizowali przedmeczowe założenia, zaczynają tworzyć zgrany kolektyw, który, co mnie jeszcze bardziej cieszy – potrafi się radować po spotkaniu – przyznał na konferencji prasowej Romuald Szukiełowicz.

