Czarni walczą o ligowy byt, GKS – o awans. W Tychach nie było widać różnicy klas.
GKS Tychy – Czarni Arena Żagań 1:1 (0:1)
bramki: Folc (70. min) – Horubała (3. min)
GKS: Struski -Odrobiński, Balul, Kopczyk, Lesik -Szczęsny, Kupczak, Czupryna, Małkowski (os 60. min Furczyk) – Bizacki, Sobczak (od 60. min Folc)
Czarni Arena: Syamin – Filipe (od 43. min Bulatowic), Dorobek, Galuś, Kłak – Wróbel, Flejterski, Horubała, Kononowicz (od 69. min Cisse), Szuszkiewicz – Burski
sędzia: Grzegorz Jabłoński (Kraków); żółte kartki: Bizacki, Lesik, Baliul – Burski, Horubała; widzów: 250, mecz rozegrany w Szczakowej; piłkarz meczu: Syamin
Pewnie ci, co byli na meczu powiedzą, że Czarni mieli wiele szczęścia, bo tyszanie nie wykorzystali rzutu karnego, a w innej sytuacji piłka po ich strzale trafiła w słupek. Remis z liderem, w dodatku na jego boisko jest wielkim sukcesem podopiecznych Romualda Szukiełowicza. Żagańscy piłkarze nie przegrali od 8 października, w czterech kolejnych spotkaniach notując trzy zwycięstwa i remis.
Przyjezdni już w 3. minucie objęli prowadzenie. Z lewej strony narożnika piłkę dośrodkował Michał Wróbel, a akcję, w podbramkowym zamieszaniu wykończył Grzegorz Horubała. Pomocnik Czarnych głową skierował piłkę do siatki, ta jeszcze, zmyliła bramkarza GKS-u, odbijając się od słupka.
Po stracie gola tyszanie rzucili się do odrabiania strat, ale ich akcje kończyły się z reguły na 11-15. metrze. Próbowali kolejno Mateusz Struski, Krystian Odrobiński oraz Damian Czupryna, ale piłka albo lądowała ponad bramką, albo obok słupka. W 41. minucie gospodarze mieli doskonałą sytuację na wyrównanie. Strzelec bramki, G. Horubała po zagraniu ręką w polu karnym został ukarany żółtą kartką i sędzia podyktował rzut karny. Piłkę po strzale Krzysztofa Bizackiego na aut wybił Wladimir Syamin. Po przerwie GKS dalej atakował. W 51. minucie kolejną świetną interwencją popisał się ukraiński bramkarz Czarnych, wybijając piłkę po strzale Pawla Lesika na aut. Siedem minut później strzał Łukasza Małkowskiego minimalnie minął lewy słupek bramki Czarnych. W 70. minucie tyszanie w końcu wyrównali, po strzale głową Marcina Folca. GKS poszedł za ciosem i pięć minut później mógł objąć prowadzenie, ale piłka po strzale Damiana Szczęsnego trafiła w słupek.
Po końcowym gwizdku niezadowoleni mogli być tylko tyszanie. Wprawdzie zdobyli tytuł mistrza jesieni, ale niedosyt pozostał. Z kolei Czarni mogli cieszyć się jednego, jakże cennego punktu, zdobytego w jaskini lwa.
Kontrowersyjny gol
Po meczu trener Czarnych, Romuald Szukiełowicz był umiarkowanie zadowolony.
– Z jednej strony powinienem się cieszyć, że wywalczyliśmy z liderem jeden punkt. Z drugiej strony, po szybko zdobytej bramce, wiedziałem, że mamy szanse na jakiś punkciki. GKS wyrównał w bardzo kontrowersyjnej sytuacji, gdy nasz zawodnik był faulowany w szesnastce, i doszło do zagrania ręką przez jednego z tyszan – uważa szkoleniowiec żaganian. – Oprócz niewykorzystanego karnego, tyszanie mieli jeszcze dwie okazje do zdobycia gola. Uważam remis za sprawiedliwy, bo Tychy to lider tabeli, który zanotował serię 10. spotkań bez porażki.
Niezadowolony był za to Piotr Mandrysz, trener GKS-u. – Kolejny raz tracimy gola po rzucie z autu, aż cisną się na język niecenzuralne słowa. Przestrzegałem moich podopiecznych, że to będzie trudny mecz, bo Czarni zanotowali trzy kolejne zwycięstwa, w których nie stracili gola. Pod wodzą Romka Szukiełowicza zdobyli w pięciu spotkaniach aż 10 punktów. To dobry wynik.
18
Poprzedni artykuł