Strona główna » Wystarczyło wyłączyć Gada i Czyżyka

Wystarczyło wyłączyć Gada i Czyżyka

przez imperia

Promień po słabym meczu przegrał derbowy pojedynek z Lechią. Podopieczni Roberta Czepińskiego nie poradzili sobie z agresywną grą zielonogórzan.
 Lechia Zielona Góra – Promień Żary 4:1 (2:0)
 Bramki: Małecki 2 (30. min i 78. min), Rakociński (45. min), Kojder (67. min) – Arkuszewski (89. min)
 
Lechia: Dłoniak – Tyktor, Sucharek, Haraś (77. min Skrzyński), Małecki, Cipior, Kojder (82. min Niewiadomski), Humiński, Rakociński, Figiel
Promień: Kowalczyk – Świdkiewicz (83. min Góra), Hanclich, Żyża, Pańko, Kosman, Gad, Piskuła (68. min Adamczyk), Arkuszewski, Jeremicz (74. min Grochalski) – Czyżyk
Sędziował:
Żółte kartki: Haraś, Kojder – Żyża, Pańko, Kosman, Arkuszewski, Świdkiewicz
Widzów: 200
Piłkarz meczu: Małecki (Lechia)
 
 
– Zastanawialiśmy się nad zmianą trenera, bo wiemy, ze drużyna ma potencjał, a wyników nie było. Przed sezonem założyliśmy, że zespół na koniec rundy musi być w pierwszej trójce. Po meczu z Promieniem jestem lekko uspokojony, ale zobaczymy co będzie dalej. Drużyna musi w każdym meczu prezentować się tak jak w sobotę. Nas interesują tylko zwycięstwa – stwierdził po derbowym meczu Jerzy Materna, prezes Lechii.
Zielonogórzanie chyba za wszelką cenę chcieli uratować swojego szkoleniowca, bo z wiceliderem rozgrywek rozegrali najlepszy mecz w tym sezonie. Do tego po raz pierwszy w tych rozgrywkach strzelili więcej niż dwie bramki. – Taktyka na ten mecz była prosta. Mieliśmy wyłączyć z gry dwóch najgroźniejszych piłkarzy Promienia, czyli Jarosława Gada i Łukasza Czyżyka i to nam się udało. Wiedzieliśmy, że jeśli wyeliminuje się tych zawodników, to zespół rywala traci dużo na wartości – zdradzał tajniki taktyki T. Trybułowicz, trener Lechii. Pierwsze 20. minut jednak należało do gości. To oni prowadzili grę i stworzyli kilka groźnych sytuacji. Gdyby w Łukasz Czyżyk w pierwszych minutach meczu trafił w światło bramki, a nie w poprzeczkę, to ten mecz mógłby się zupełnie inaczej ułożyć. Dodatkowo sędzia nie uznał przyjezdnym dwóch goli. W pierwszej sytuacji odgwizdał faul na bramkarzu, a później dostrzegł, że podanie Adriana Jeremicza, otwierające drogę do siatki, było już zza linii końcowej. – Daliśmy się im wyszumieć, a później konsekwentnie graliśmy swoje – dodał Trybułowicz. I miał rację. W 30.min Michał Kojder przy biernej postawie obrońców Promienia, wjechał w szesnastkę, oddał groźny strzał. Tomasz Kowalczyk zdołał jeszcze sparować uderzenie, ale przy dobitce Artura Małeckiego był już bezradny. W doliczonym czasie gry pierwszej części spotkania po raz drugi błysnął Małecki. Zawodnik Lechii dokładnym podaniem obsłużył Radosława Rakocińskiego, a ten podwyższył na 2:0. – Wygrała defensywna piłka. Próbowaliśmy zagrać, tak jak zawsze, czyli ofensywnie. Rozbijaliśmy się jednak o skomasowaną obronę Lechii. Stracona bramka w końcówce pierwszej połowy zupełnie podcięła nam skrzydła – powiedział Robert Czepiński, szkoleniowiec Promienia.
Drugie 45. minut to już popis jednej drużyny. W 67. min Kojder potwierdził, że jest najlepszym napastnikiem Lechii i było 3:0. W 78. min Promień przyjął kolejny cios. Cios od Małeckiego. Przyjezdni za sprawą Gracjana Arkuszewskiego zdobyli jeszcze honorową bramkę, ale tego dnia na tyle było tylko ich stać.  – Trzeba obiektywnie przyznać, że rywal był tego dnia lepszy, a my nie mogliśmy znaleźć recepty na agresywną grę Lechii. Każdy zawodnik, który był przy piłce był podwajany, nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Dostaliśmy małą lekcję futbolu – ocenił Czepiński – To pierwszy mecz w lidze, kiedy to strzeliliśmy więcej niż dwie bramki. Oby był to dobry prognostyk na przyszłość –  zakończył Trybułowicz.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz