Żaranie w tym sezonie zagrali 4 mecze. 3 w czwartoligowych rozgrywkach i jeden w Pucharze Polski. We wszystkich tych spotkaniach Promień stracił 18 bramek, natomiast do siatki zawodnicy trafili tylko siedmiokrotnie. Na marginesie Promień ma najwięcej straconych goli w czwartoligowej tabeli. Dlatego przed meczem z Pogonią Świebodzin ekipie z Z38 na pewno zależało na rehabilitacji. Jednak tylko na chceniu się skończyło.
Pierwsza połowa była tak bezbarwna jak upalne niebo nad głowami piłkarzy. Do strzelenia bramki przez gości trwała chaotyczna wymiana bezproduktywnych akcji. Gdy w 32. minucie po błędzie Bartka Madei i odprowadzeniu wzrokiem piłki przez żarską defensywę, do bramki trafił Nikita Melnyk gra się trochę ożywiła. Promień coś tam atakował, ale strzału Olka Sadowskiego nożycami nie można zaliczyć do udanej akcji, bo piłka przeszła w odległości 30 metrów od słupka bramki Pogoni. Co prawda Promień miał okazję do strzelenia bramki wyrównującej, ale spudłował Bartek Pruchniak, który skądinąd był wyróżniającym się zawodnikiem w szeregach miejscowych.
Otwierali przestrzenie
Po przerwie podopieczni Bartosza Siemińskiego próbowali pozbierać z murawy rozbite na milion kawałków ego i przycisnęli przeciwników. Niestety akcje były proste jak dzień dobry, bo obrońcy czytali wszystko pierwszorzędnie. Nie pomogły zmiany, o ile to można było nazwać zmianami, ani podpowiedzi z boku, w których przebijała się jedna rada Siemiona, „żeby otwierać przestrzenie”. Cokolwiek to znaczy. Odnosiło się jednak nieodparte wrażenie, że piłkarze nie za bardzo wiedzą o co kaman. Gdy w 52.minucie Kamil Pawlak pogalopował radośnie, niepilnowany przez NIKOGO, przed pole karne Promienia, dostał podaną na tacy futbolówkę i z dużego palca walnął bramkę z 16 metra, na usta cisnęło się pytanie: obrono gdzie jesteś?
Tak jak w przypadku pierwszego gola, widać było gołym okiem, że drużyna się nie rozumie, zawodnicy są źle ustawieni i nie ma zdecydowanego lidera, który wziąłby na swoje barki ciężar gry. Fakt, że po starcie drugiego gola Promień chciał strzelić bramkę, ale nominalni napastnicy, żeby dostać piłkę musieli się cofać aż na własną połowę. Po takiej właśnie „cofce” Bartek Pruchniak przeprowadził indywidualną akcję. Okiwał 3 przeciwników i uderzył mocno piłkę, niestety bramkarz obronił. Zaangażowanie zespołu w akcje ofensywne poskutkowało kontrą, po której Julian Kamiński strzelił 3 bramkę pieczętując wygraną Pogoni.
Kibice reagowali różnie na to co wyprawiało się boisku przy Z38. Ale nie da się ukryć, że dominowały słowa uważane powszechnie za obelżywe. Po drugiej bramce jeden bardzo młodych fanów szmacianki nie wytrzymał i obwieścił swoje niezadowolenie, krzycząc na całe gardło: Ja pie…. Większość zgromadzonych na stadionie chyba solidaryzowała się z rozżalonym kibicem.
Co do powiedzenia po meczu miał trener Siemiński?
– Jesteśmy zespołem, który ma tylko momenty, gdzie coś próbuje zrobić. Drużyna jest bardzo odmieniona i nie możemy wymagać od zawodników, którzy są juniorami, a mamy w kadrze meczowej na 20 zawodników 11 młodzieżowców, że będą nam ciągnąć grę -powiedział Bartosz Siemiński po meczu. -Tracimy bramkę po błędzie bramkarza na jeden zero, która podcina nam skrzydła. Idziemy odważnie do przodu i mamy szansę, której nie wykorzystujemy. Wtedy nasza gra siadła.
To prawda. Żaranie zwiesili głowy i nie wierzyli za bardzo, że uda im się coś jeszcze zrobić. Jednak trener Promienia twierdzi, że zwraca uwagę na mentalne przygotowanie.
-Pracujemy nad mentalnością, natomiast to nie przychodzi od razu, to jest proces, na to potrzeba czasu. Zawodnik, żeby złapał pewność, musi też grać. Musi łapać minuty, musi wiedzieć, co ma robić na boisku -twierdzi żarski szkoleniowiec.
Jak więc do jego słów ma zmiana Igora Kalemby, który w meczu zagrał tylko pechowe 13 min.
Młody zawodnik zmienił Tomka Kurpisza w drugiej połowie. Igor przy piłce był 3 razy, zanotował jedną stratę, wtedy Siemion go zdjął i wpuścił kolejnego juniora, Adama Durysa.
Dzisiaj zmiany były nietrafione. Niestety pierwszy skład też był nietrafiony. Ja wykonuję zmiany i ja puszczam zawodników, ja przygotowuję zawodników, więc pełna odpowiedzialność jest po mojej stronie i tyle.
-Jeżeli chodzi o Igora, miał dać zmianę energetyczną, ale u niego nie było widać energii, ja rozumiem, że zawodnikowi może coś nie wyjść, ale jeżeli mi nie wychodzi, a ja nie biegam, nie jestem aktywny, no to, nie jest to czego oczekuję -twierdzi Siemion.
Na pewno przydałby się w defensywie Jakub Jasiński, który podobno potrzebuje jeszcze 2 tygodni, żeby wrócić na boisko.
-Kuba już jest zdrowy, tylko musi się przygotować. Nie możemy wpuścić zawodnika, który nie będzie miał sił. Jednak największy problem jest taki, że jesteśmy średni w ataku, kolejny mecz przegrywamy przez środek pola. Po prostu potrzebujemy w środku pomocy zawodnika do rozegrania. Przed nami kolejny, bardzo trudny mecz w Żaganiu, na którym na pewno będziemy walczyć-podsumował Bartosz Siemiński, trener Promienia Żary.
25


































































