Mecze Promienia przypominają moment tuż przed wzięciem ibubromu max z powodu napierdzielania górnej ósemki. Pojedynek żaran z Meprozetem Stare Kurowo powinien być formalnością. Ten mecz trzeba było wygrać, zainkasować 3 punkty i cieszyć się z poprawienia pozycji w tabeli. A najlepiej, żeby to zrobić w dobrym stylu. Pierwsza cześć tego zdania na szczęście się sprawdziła, niestety z drugą było już gorzej.
Męczenie buły
Zaczęło się fatalnie dla gospodarzy, bo w 25. minucie z powodu urazu musiał zejść z boiska Bartek Pruchniak, który dotąd był motorem napędowym Promienia. Jego brak odbił się w poczynaniach miejscowych, którzy powinni dzielić i rządzić, bo nie oszukujmy się rywale nie zawiesili zbyt wysoko poprzeczki. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że była na wysokości ziemi. Jednak niemoc jaka panuje ostatnio w poczynaniach żaran jest wszechobecna. Kulanie piłki od jednego do drugiego w nieskończoność i czekanie na trzęsienie ziemi to taktyka, od której mogą rozboleć zęby. Przeprowadzanie piłki od swojego pola karnego do szesnastki rywali zajmuje podopiecznym Bartosza Siemińskiego 7 i pół minuty, podania w bok i do tyłu piłkarze z Żar mają opanowane do perfekcji. Niestety brakuje kogoś kto zagrałby szybką prostopadłą piłkę do błąkającego się bez celu po polu karnym przeciwnika, Olka Sadowskiego. Niezrozumiałe jest marnowanie takiej strzelby. Pierwsza połowa przeszła do historii pod nazwą: Kto więcej razy kopnie piłkę do tyłu, bo przeciwnicy też preferowali akurat taką taktykę. Kiedy sędzia zagwizdał przerwę wszyscy odetchnęli z ulgą.
Na kłopoty Sadowski
Na szczęście w drugiej odsłonie coś tam zaczęło się dziać, na tyle, żeby strzelić tego jedynego gola i wygrać spotkanie. Miejscowi zaczęli atakować i ewidentnie byli stroną przeważającą. Niestety gol nie chciał wpaść. Dopiero w 68. minucie futbolówkę do bramki wpakował Olek Sadowski. Co prawda piłka znalazła się wcześniej w siatce po dośrodkowaniu Krzysztofa Wolińskiego z rzutu rożnego i bramkarz wybił piłkę już zza linii bramkowej, ale sędzia o dziwo tego nie zauważył. O ile można wybaczyć głównemu taką pomyłkę, to asystent musi koniecznie zainwestować w okulary. Nie mniej jednak Sadziu był tam gdzie powinien być napastnik i dobił futbolówkę przy samym słupku. Mimo kliku(2) prób podwyższenia wyniku mecz zakończył się wynikiem 1:0. Oczywiście w międzyczasie niezawodny Bartek Madeja uratował dwukrotnie gospodarzom skórę i Promień mógł sobie dopisać 3 punkty.
-Średni mecz w naszym wykonaniu, mimo to kontrolowaliśmy jego przebieg. Brakowało konkretów pod bramką rywala, czy też ostatniego podania, ale najważniejsze, że udało się wygrać. Przeciwnik stwarzał sobie sytuację głównie po naszych błędach indywidualnych lub po stałych fragmentach gry, ale cieszy fakt, że zagraliśmy na zero z tyłu, pomimo naszej nie najlepszej postawy. Kolejna bramka na pewno cieszy, bo tym razem okazała się na wagę zwycięstwa. Natomiast szkoda też jednej sytuacji, w której mogłem zamknąć mecz-powiedział Olek Sadowski, strzelec bramki dla Promienia.
-Myślę, że przyzwoity mecz w naszym wykonaniu. Może gra nie była porywająca, ale najważniejsze są 3 punkty, które uważam, że zdobyliśmy zasłużenie. Cieszy kolejne czyste konto. I ciągle pracujemy, by było jeszcze lepiej-stwierdził Bartek Madeja, który dwukrotnie uchronił swój zespół przed utratą gola.
-Wykonaliśmy zadanie, to znaczy zdobyliśmy trzy punkty. Nasza gra nie byłam zbytnio efektywna, ale ustrzegliśmy się błędów, co dało nam zero z tyłu. Było kilka dobrych momentów, na których możemy bazować w kolejnych meczach. Za tydzień czekają nas ciężkie spotkanie z Odrą Nietków, do którego musimy się solidnie przygotować-powiedział Karol Łyczko, filar żarskiej defensywy.
Zapraszamy do galerii zdjęć. Zobacz też: Jeden punkt lepszy niż zero. Unia Kunice wyrwała Piastowi zwycięstwo w końcówce meczu
14












































Poprzedni artykuł