Strona główna » To był mecz czy taplanie się w błocie? Promień przegrał ze Stalą po bardzo wyrównanym pojedynku

To był mecz czy taplanie się w błocie? Promień przegrał ze Stalą po bardzo wyrównanym pojedynku

przez Małgorzata Fudali-Hakman

To miał być hit. Na spotkanie Stali Felgenhauer Jasień z Promieniem Żary, zaplanowane w terminarzu pod koniec rozgrywek, czekali wszyscy. I ci którzy kibicują obu drużynom i ci, którzy nie życzą im najlepiej. Grupy kibicowskie Stali I Promienia mają zgodę, więc nie spodziewano się żadnych ekscesów, nie mniej jednak policji na stadionie przy Żarskiej nie brakowało. Wszystko na pierwszy rzut oka zapowiadało konsumpcję torciku weselnego ze sporą dozą bitej śmietany. Niestety boisko zweryfikowało wszystko. I to dosłownie. Ale do brzegu
Stan murawy, albo tego co z murawy pozostało był katastrofalny. I choć próbowano wcześniej doprowadzić płytę do jakiegoś cywilizowanego stanu, to zabiegi na nic się zdały, bo było to po prostu pudrowanie agonii. Piłkarze obu drużyn, mający w swoich szeregach naprawdę markowych grajków, nie potrafili na tym grzęzawisku rozegrać choć jednej składnej akcji. Gra była eufemistycznie mówiąc, taka sobie, a poziom ocierał się o A-klasę. Jednym słowem z boiska wiało nudą przeplataną kartkami sędziego Kizymy, który nie doczytał chyba do końca w regulaminie, że za faul Arona Athenstadta na Bartku Pruchniaku należy się kartka koloru czerwonego. Brutalne wejście pomocnika gospodarzy, spowodowało uraz czołowego zawodnika gości, po którym był już cieniem samego siebie i w końcu musiał opuścić boisko. Podyktowania mocno dyskusyjnego karnego dla miejscowych też nie może sobie zapisać po stronie plusów. Gdy Albert Cipior wykorzystał jedenastkę nikt nie przypuszczał, że będzie to jedyna bramka w tym meczu. Zwłaszcza, że Promień w poprzednim meczu nastukał przeciwnikowi aż 9 goli. Niestety takim wynikiem skończył się ten pojedynek.
I wtedy wchodzi on, cały na biało…
Jedynym jaśniejszym epizodem w czasie tego kuriozalnego spotkania było zamieszanie przy linii bocznej boiska, w którym główną rolę odegrał prezes Stali, Mariusz Sierko. Włodarz klubu znany jest z kibicowania swojej drużynie tuż przy linii bocznej.  Każdy mecz przeżywa i żywiołowo reaguje na wydarzenia na boisku. Mimo że w meczu było tyle ognia ile emocji na wycieczce emerytów na Giewont, musiał zaznaczyć swoją obecność i wdał się w słowną przepychankę z zawodnikami Promienia. Gdy zaczepieni piłkarze nie pozostali mu dłużni, ruszył energicznie w kierunku boiska z wyraźnym zamiarem wymierzenia sprawiedliwości obu adwersarzom. Wtedy sędzia asystent, Krzysztof Sadowski sprintem wypruł do potężnej postaci pana prezesa i stanął pomiędzy rywalami. Co prawda głową sięgał prezesowi pod brodę, ale dzielnie nie odpuścił i Mariusz Sierko musiał udać się pod daszek budynku, pogoniony przez arbitra głównego.

Mariusz Sierko musiał udać się pod daszek budynku, pogoniony przez arbitra głównego.
-Mecz przede wszystkim bardzo wyrównany i walki, bo  były naprawdę ciężkie warunki do grania. My troszkę zmieniliśmy swoje ustawienie i taktykę względem tego pucharowego meczu, bo wiedzieliśmy, że Promień przyjedzie w innym ustawieniu taktycznym, żeśmy się do tego cały tydzień przygotowali. Zadowoleni jesteśmy przede wszystkim z wyniku, bo cały czas chcemy powalczyć o tę czołówkę tabeli my się cieszymy z 3 punktów i jedziemy po 6 punktów w 2 ostatnich meczach-powiedział Łukasz Czyżyk, szkoleniowiec Stali Jasień.
 
-Powinniśmy być dumni z naszej drużyny, bo fakt-przegrany mecz, natomiast nie byliśmy drużyną w ogóle odstępującą poziomem w żadnej fazie gry i stworzyliśmy sobie dzisiaj też sytuacje, żeby strzelić bramkę. Szkoda, że nie zdobyliśmy bramki, bo myślę, że jeszcze byśmy więcej wiatru w żagle złapali i pokusili się może nawet o 3 punkty. Nasze granie się zmieniło od ostatniego spotkania ze Stalą Jasień a ich wcale, ale to nie jest nasz problem. My od 8-9 spotkań jesteśmy coraz lepsi, coraz mocniejsi, gramy z meczu na mecz coraz lepiej i nie możemy się w żaden sposób podłamać tą porażką, bo jesteśmy w dobrej dyspozycji. Dzisiaj niestety byliśmy nieskuteczni, bo nie wykorzystaliśmy swoich szans. Wracamy z podniesioną głową do domu-podsumował Bartosz Siemiński, trener Promienia Żary.
                                                                                                                                                                                                          

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz