Strona główna » Zagrali dla Miśki! Ekstraklasowy doping, ale piłkarze „nie dojechali” [RELACJA Z MECZU]

Zagrali dla Miśki! Ekstraklasowy doping, ale piłkarze „nie dojechali” [RELACJA Z MECZU]

przez Adam Sommerfeld

To miał być piękny mecz. To miało być sportowe święto. Derbowy pojedynek miedzy Promieniem Żary a Czarnymi Żagań, to zazwyczaj wielkie wydarzenie w regionie. Jeszcze najstarsi pamiętają emocje jakie towarzyszyły każdemu spotkaniu tych dwóch zespołów. Na boisku zawsze iskrzyło, a wyładowania na trybunach mogły zasilić niejedną elektrownię atomową.
Rewanżowe spotkanie w rundzie wiosennej lubuskiej 4.ligi przyciągnęło w sobotę, 30 marca, tłumy kibiców. Dawno stadion przy Z38 nie miał takiej frekwencji. Trybuny były zapełnione prawie po brzegi, a w sektorze C zasiadło 200 fanów Promienia. Tych rzeszy widzów nie przyciągnęły tylko emocje sportowe, ale także akcja charytatywna zorganizowana przez KS Promień Żary. W czasie meczu zbierano fundusze na leczenie i rehabilitację Michaliny Tomków, chorej na nowotwór mieszkanki Żar.

Na pewno organizacyjnie wszystko było zapięte na ostatni guzik. Sprzedaż ciasta i gadżetów przyniosła niebagatelną kwotę 22 945.44 zł. Kibice dopisali i chętnie uczestniczyli w całej imprezie. Szkoda tylko, że piłkarze nie dostroili się poziomem do atmosfery panującej na trybunach.
Mecz zaczął się niemrawo. Czarni Żagań mimo całkiem niezłej postawy jesienią, źle weszli w rundę wiosenną. 2 porażki i remis sprawiły, że na podopiecznych Grzegorza Tychowskiego ciążyła presja. Goście za wszelką cenę nie chcieli przegrać tego pojedynku, dokładnie tak jak gospodarze, którym wiedzie się fatalnie i z kolejki na kolejkę zbliżają się niebezpiecznie do strefy spadkowej. Dlatego od pierwszego gwizdka na boisku zaczęły się prawdziwe piłkarskie szachy. Czarni dosłownie stanęli murem na swoim polu karnym, broniąc czym i kim się dało, dostępu do własnej bramki. Miejscowi także zaczęli ostrożnie, ale to oni w pierwszych 20 minutach meczu chętniej atakowali. Niestety świetnie ustawiona defensywa przyjezdnych, nie pozwalała rozwinąć skrzydeł napastnikom Promienia. Całkowicie odcięty od podań Bartek Pruchniak i błądzący bez celu na polu karnym Olek Sadowski, raczej nie gwarantowali worka bramek. Jednak w końcu, po kilkunastu minutach prawdziwych męczarni i odbijania się od żagańskiego muru(w końcu kto jak kto, ale Tychu potrafi ustawić przed bramką prawdziwe zasieki) zawodnicy Promienia wykreowali groźną akcję, która mogła zakończyć się bramką. W sytuacji sam na sam z Łukaszem Jeżakiem stanął Bartek Pruchniak. Niestety nie udało mu się pokonać  z najbliższej odległości golkipera gości. I w zasadzie na tym można by zakończyć opis pierwszej połowy, bo nic wartego uwagi się nie wydarzyło.

Druga część to niemal wierna kopia pierwszej. Niemal, bo goście  w końcu postanowili wyściubić nos poza własną połowę i odważnej zaatakowali. Trzeba przyznać, że defensywa Promienia świetnie dawała sobie radę z tymi atakami, wybijając przyjezdnych z rytmu albo wyprzedając podania. Kiedy wydawało się, że to „widowisko” zakończy się bezbramkowym remisem, co chyba satysfakcjonowało obie drużyny, trener gospodarzy Bartosz Siemiński zaczął robić zmiany, czym kompletnie zdezorganizował poczynania żarskiego zespołu. Najpierw do groźnej sytuacji na polu karnym doszedł Krystian Chruścicki, który świetnie uderzył głową i skierował piłkę do siatki. Jednak sędzia dopatrzył się spalonego i bramki nie uznał. Nie zraziło to szkoleniowca żaran, który nadal zmieniał zawodników jak rękawiczki. To zupełnie dobiło drużynę, na murawie zapanował chaos i w wyniku nieporozumienia, grający bezbłędnie do tego momentu, Karol Łyczko musiał ratować sytuację i sfaulował na polu karnym zawodnika gości. Sędzia Waldemar Socha bez wahania wskazał na wapno. Do karnego podszedł Maciek Ryng, którego strzał obronił Bartek Madeja, niestety do odbitej piłki pierwszy dopadł Kacper Kuleczka i bez problemu umieścił ją w siatce gospodarzy. Promień, chcąc wyrównać, rzucił się do rozpaczliwych ataków i w 89. minucie przed szansą na zdobycie gola stanął Kacper Dawcewicz, ale  w sytuacji sam na sam uderzył prosto w bramkarza. Miejscowi mieli jeszcze okazję do wyrównania w doliczonym czasie, ale żadne z 3 dośrodkowań nie doszło do zawodnika Promienia na tyle dokładnie, żeby stworzyć z tego groźną sytuację. Po bezbarwnym i mało widowiskowym meczu Promień przegrał z Czarnymi 0:1. Wysoki poziom trzymały tylko trybuny i kibice, którzy dopingowali piłkarzy od pierwszego do ostatniego gwizdka.

-To dla nas ważne punkty. Na pewno Promień potrzebuje punktów, ale my także, bo ta tabela w środku już jest tak ciasna, że wystarczą 2 porażki i już jest się na dole, dlatego trzeba być czujnym. Dzisiaj nasz styl był bardzo, może nie bardzo, ale średni. Tydzień temu zagraliśmy bardzo dobry mecz, stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, ale przegraliśmy. A dzisiaj może było ciężko dla oka, ale mamy 3 punkty-skomentował trener Czarnych, Grzegorz Tychowski.

– Jestem rozczarowany, bo drużyna nie wykorzystała atutu własnego boiska i nie pokazała takiej gry ofensywnej, jak w poprzednim meczu. Zespół nie zrealizował założeń przedmeczowych. Byliśmy dobrze dysponowani w defensywie, tylko niedokładni w ataku. Byliśmy zespołem, który nie wie jak rozegrać swoją sytuację. Mieliśmy budować swoje ataki w innych sektorach, a budowaliśmy w innych. Nie robiliśmy tego, co mieliśmy zrobić. Nie wykorzystaliśmy swojego potencjału-stwierdził Bartosz Siemiński.
                                                                                                                            

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz