W 25. kolejce rozgrywek lubuskiej 4. ligi Promień Żary zremisował na własnym stadionie z Pogonią Skwierzyna 0:0. Tym samym obie drużyny zachowały w tabeli status quo.
Powiedzieć o meczu Promienia z Pogonią, że było to spotkanie słabe, to nic nie powiedzieć. Obie drużyny okupują dolne rejony w tabeli i obie nie są do końca pewne czwartoligowego bytu.
CZYTAJ TEŻ: RELACJA Z MECZU KADO GÓRZYN-ISKRA MAŁOMICE
Promień Żary od początku rundy wiosennej nie wygrał ani jednego spotkania na własnym stadionie. Wprost odwrotnie do wypowiedzi trenera Bartosza Siemińskiego, który po przegranym meczu w Zbąszynku stwierdził, że jego drużyna stanowczo lepiej sobie radzi u siebie, a na wyjeździe nie idzie jej już tak dobrze. Otóż od początku tego sezonu zespół jest cieniem samego siebie, a mecz z Pogonią dopełnił tylko czary goryczy. Rywale Promienia nie byli zbyt wymagający i ich taktykę przejrzałby nawet pięciolatek. Skwierzynianie do Żar przyjechali po cokolwiek i najlepiej, żeby to nie była przegrana. Całkowicie wycofani, rzadko zapuszczali się na pole karne żaran. Tobiasz Włodarczyk mógłby sobie na polu karnym rozpalić ognisko i piec kiełbaski, bo nudził się między słupkami okrutnie. Ciężko się gra z tak zamurowaną drużyną zwłaszcza, że miejscowi nie mieli kompletnie żadnego pomysłu, żeby przebić się przez zasieki postawione przez przyjezdnych. Bezbarwna i pozbawiona emocji pierwsza połowa upłynęła wszystkim na nicnierobieniu.
CZYTAJ TEŻ: RELCJA Z MECZU UNIA KUNICE-DOZAMET NOWA SÓL
Emocje jak na grzybach
Druga odsłona zaczęła się od śmielszych ataków gości, którzy postanowili wykorzystać zerową inicjatywę gospodarzy, którzy tradycyjnie kulali piłkę na własnej połowie, czekając nie wiadomo na co. Przez pierwsze 20 minut okupowali pole karne żaran stwarzając kilka okazji do umieszczenie futbolówki w siatce Promienia, ale na szczęście Tobi czuwał między słupkami. Obronił 2 bardzo groźne strzały i uchronił swój zespół od straty gola. Jednak gra podopiecznych Bartosza Siemińskiego nie zmieniła się jakoś radykalnie. Ciągła rotacja na pozycjach, zwłaszcza w pierwszej linii, znów wprowadziła większy zamęt w szeregach Promienia, niż u jego rywali. Nikt nie potrafił odwrócić losów spotkania, a czas nieubłaganie płynął, zawodników zaczęły łapać skurcze, a bezbramkowy remis nadal widniał na tablicy wyników. Co prawda tuż przed końcem, przed szansą na zmianę wyniku, stanął Olek Sadowski. Niestety, będąc w sytuacji sam na sam, trafił prosto w bramkarza. Promień zremisował 0:0 z Pogonią Skwierzyna.
-Mecz z Pogonią Skwierzyna nie potoczył się po naszej myśli. Nie wykonaliśmy zadania jakie sobie zaplanowaliśmy. Celem była wygrana co dało by nam lepszą pozycje w tabeli. Nasza gra była za wolna i brakowało dokładności. Byliśmy ociężali. Kolejny mecz zagramy już w środę z Lechią ZG więc musimy poprawić naszą dyspozycję. Potem chcemy wygrać u siebie z Dębem Przybyszów-stwierdził Karol Łyczko, stoper Promienia Żary.
22































































































Poprzedni artykuł