W pierwszej kolejce rozgrywek Lubuskiej 4. ligi Promień Żary pokonał Lechię II Zielona Góra 5:4. Bramki dla Promienia strzelili: 27′, 47′, 90′ Bartek Pruchniak, 57′ Karol Scandola i 86′ Kamil Dados, a dla Lechii: 44′ Bartosz Malinowski oraz 63′ 74′ 76′ Michał Pilarczyk.
W pierwszej kolejce rozgrywek Lubuskiej 4. ligi Promień Żary pokonał Lechię II Zielona Góra 5:4, To był bardzo emocjonujący mecz obfitujący w piękne akcje i wspaniałe bramki, którymi można by obdzielić kilka ligowych meczów. Ale do brzegu.
CZYTAJ TEŻ: Relacja z meczu Stal Jasień Warta II Gorzów Wielkopolski
To miał być mecz dający nadzieję żarskim kibicom na lepszy sezony w wykonaniu Promienia. To miał być mecz otwierający nowy rozdział w historii klubu. To miał być mecz zmazujący niesmak po fatalnych pojedynkach klubu z Z38. To miał być po prostu inny mecz. Lepszy. Przemeblowany zespół i nowy trener stanęli przed bardzo trudnym zadaniem. Chcieli dobrze wejść w ligę i powalczyć o punkty z Lechią, która do Żar przyjechała po wygraną.
Pierwsze minuty były bardzo nerwowe w wykonaniu gospodarzy, ale od początku taktyka podopiecznych Mateusza Reimanna był czytelna. Wysoki pressing i walka o odbiór piłki już na połowie przeciwnika, to był pomysł trenera, który obserwowaliśmy na sparingach. Przez 25 minut żaranie się natyrali, ambitnie biegając za przeciwnikami. Efektem tego była bramka Bartka Pruchniaka, który jako pierwszy wpisał się listę strzelców w tym pojedynku. Potem miejscowych trochę przytkało i zapłacili za to stratą bramki w końcówce pierwszej polowy, gdy wyrównującego gola zdobył Bartosz Malinowski.
Po przerwie lepiej w mecz weszli miejscowi, którzy już w 47 minucie wyszli na prowadzenie za sprawą oczywiście Bartka Pruchniaka. „Pruchi” postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i biegał po boisku jak maszyna. Był wszędzie i robił wszystko co powinien. Jego koledzy także się nie oszczędzali i widać było, że ten mecz bardzo chcą wygrać. Dla kibiców, Dla trenera, a przede wszystkim dla siebie. Ta ogromna ambicja i chęć sprawiły, że 10 minut później zaranie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. I znów do bramki strzelonej przez Karola Scandolę swoje trzy grosze dołożył Bartłomiej Pruchniak, bo to po jego akcji i strzale bramkarz gości minął się z piłką, którą napastnik gospodarzy wpakował do siatki. Po tym golu w szeregach Promienia zapanowała prawdziwa euforia. Do radości ze strzelonej bramki dołączyła się cała ławka, a na trybunach trwała fiesta. Niestety chyba świętowanie trochę osłabiło czujność miejscowych, bo 5 minut później bramkę kontaktową zdobył Michał Pilarczyk. Wtedy szkoleniowiec Promienia postanowił zrobić zmiany, dając odsapnąć piłkarzom, którzy nabiegali się solidnie i posłał do boju nowe siły. To wprowadziło lekkie zamieszanie w szeregach żaran, co skrzętnie wykorzystali Lechici, którzy najpierw wyrównali, a następnie wyszli na prowadzenie i z wyniku 3:1 dla Promienia zrobiło się 4:3 dla zielonogórzan. Do końca meczu
Co prawda do końca spotkania zostało 15 minut, ale goście zamurowali bramkę gotowi bić się o 3 punkty do ostatniego gwizdka Waldemara Sochy. Gospodarze atakowali i atakowali, ale wyrównująca bramka paść nie chciała. Na zegarze stadionowym widniała już 90 minuta, kiedy fantastyczną akcją popisał się Kamil Dados, który jak na kapitana przystało, postanowił wziąć sprawy z swoje ręce, a raczej nogi i doprowadził do remisu. Po tej akcji arbiter pokazał, że do regulaminowego czasu dolicza 4 minuty, dając równe szanse obu zespołom na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść. Z tej furtki skorzystał, nie kto inny, jak Bartek Pruchniak, który w środkowej strefie odebrał piłkę przeciwnikowi i co sił pogalopował lewą stroną w kierunku pola karnego Lechii, bez trudu okiwał bramkarza i wpakował piłkę do siatki, dając Promieniowi upragnione zwycięstwo. Stadion dosłownie oszalał, bo Promień pokonał w dramatycznym meczu Lechię II Zielona Góra 5:4.
– Zawodnicy wykonali bardzo dobrą robotę i duże gratulacje dla nich, że się nie poddali. My tak chcemy grać, tylko nie możemy tyle bramek tracić.. Mogliśmy zamknąć ten mecz, bo mieliśmy sytuację na 4 2. A tak może chcieli zrobić mi takie przetarcie, żebym prawie zawału dostał- żartował po meczu szkoleniowiec Promienia. -Najważniejsze, że rezultat końcowy jest pozytywny dla nas. -Uważam, że mecz był też kapitalny dla kibiców – dużo bramek i emocje niesamowite. Jestem trenerem, który wie jak chce grać i nie cofnę się przed tym co zamierzyłem. W tym spotkaniu jednak nie do końca zrealizowaliśmy tego, co sobie zakładaliśmy w szatni- twierdzi Mateusz Reimann, jednocześnie jest dumny ze swojego zespołu, że po stracie bramek drużyna się nie załamała i potrafiła wyjść z opresji.
-Wielki szacunek dla zawodników, że oni podnieśli się i wygraliśmy mecz, bo to jest ich największa zasługa. Mojej jest tam może z 10%.
Trener żaran wytłumaczył także dlaczego kapitan zespołu, Kamil Dados grał w tym meczu na prawej obronnie.
– Kamil zaproponował to na jednym z treningów. I tak wczoraj siedziałem, myślałem i stwierdziłem, że to dobry pomysł.
Okazało się, że miał rację. Kolejny mecz żaranie zagrają na wyjeździe z Ilanką Rzepin.
Skład Promienia Żary: Kamil Dados (C), Jacek Fleszar (B), Bartosz Suski, Jacek Hajdasz, Karol Łyczko, Bartłomiej Pruchniak, Kacper Michalczuk (Tomasz Kosiński 74’), Dennis Rynkiewicz (M), Adam Durys (Bartosz Wawrzyniak 87’), Karol Scandola, Szymon Popko (Michał Łoziński 74’).
39










































































































































Poprzedni artykuł