W 9. kolejce rozgrywek lubuskiej 4.ligi Promień Żary przegra z Odra Nietków 0:3. Bramki dla gości strzelili: Jakub Budziński, Mariusz Wolbaum i Mateusz Glapka.
To już drugie spotkanie podopiecznych Mateusza Reimanna bez niego jako trenera na ławce. Niestety to także kolejny mecz przegrany przez Promień. Do tego to kolejny bardzo słaby występ, tym gorszy, że zagrany przed własną publicznością.
Źle się dzieje w żarskiej drużynie. Wysokie porażki i brak strzelonych bramek idealnie oddają stan w jakim znajduje się zespół z Z38. Mecz z Odrą Nietków, czyli z zespołem, który nigdy Promieniowi nie leżał, zapowiadał się więc na pogrom. No i tak, niestety, było.
Czytaj też:Arbiter dał prawdziwy szoł! Promień gonił wynik całą połowę, ale sędzia czuwał…
Od pierwszej minuty było widać, że gospodarze nie są podłączeni pod prąd. Ba, nawet nie pod agregat na korbkę. Brakowało im energii, chęci walki i zwykłej radości gry. Akcje były schematyczne, przewidywalne i bardzo czytelne. Rywale nie mieli żadnych problemów, żeby wydedukować, kto w tej drużynie ma grać pierwsze skrzypce. Szybko wyłączyli Pruchniaka z gry, a reszta przypominała wycieczkę gimbazy w Bieszczady. Ewidentnie po boisku poruszali się bez mapy albo ktoś im celowo wyłączył GPS. Zero zasięgu. Zero akcji i zero ambicji. Promień nie istniał w żadnej formacji. Wszyscy poruszali się jak w slow motion, dlatego Odra nie miała żadnych problemów, żeby co rusz zagrażać bramce gospodarzy i tylko dobrej formie Jacka Fleszara, który jako jedyny trzymał poziom, należy zawdzięczać, że do przerwy było tylko 1:0 po trafieniu Jakuba Budzińskiego.
Dlaczego tak późno!
Po przerwie na boisku, w miejsce Jacka Hajdasza pojawił się Michał Łoziński. Łozi na tle niemrawych kompanów wyglądał jak wulkan energii. Zaczął coś tam szarpać, ale koledzy nie za bardzo kwapili się, do jakieś agresywniejszej gry. Nawiasem mówiąc wyglądali jakby wyszli na ścięcie. Pospuszczane głowy i smutne oblicza mówiły, że „motywująca” przemowa trenera w szatni nie pomogła, a wręcz przeciwnie. Nic się żaranom nie kleiło. Gdy w 57. Minucie wynik podwyższył Mariusz Wolbaum, wtedy w końcu, kierujący zespołem z trybun Mateusz Reimann wpuścił na boisko Kornela Szymańskiego. Kornel to chłop na schwał i na polu karnym co rusz dochodziło do spięć między napastnikiem, a obrońcami Odry, którzy musieli przemeblować trochę ustawienie, bo żaranin nie dał sobie dmuchać w kaszę. Gdy w 62. minucie goście zdobyli trzeciego gola do przodu ruszył Michał Łoziński, który z Kornelem zna się jeszcze z Delty i widać było, że obaj panowie rozumieją się bez słów, a gdy na boisku pojawił się Olaf Łotocki w końcu miejscowi zaczęli stwarzać zagrożenie. Co prawda Kornel trafił do bramki ze spalonego, co prawda dostał żółta kartkę, ale walczył ile fabryka dała. Pozostaje pytanie dlaczego trener tak długo zwlekał z wpuszczeniem na boisko rosłego napadziora, który nie pozwolił się przestawiać defensywie z Nietkowa i toczył z silnymi obrońcami pojedynki jak równy z równym. Być może udałoby się strzelić gospodarzom honorowego gola, ale nie oszukujmy się wynik );3 to najniższy wymiar kary jaka mógł w tym dniu dostać Promień od Odry.
-Kompletnie nie dojechaliśmy na ten mecz. Odra była dla nas za silna i skuteczna w swoich działaniach. Wiem, ze stać nas dobrą grę, ale to nie było nasze spotkanie. Teraz musimy wypracować dyspozycje i nastawienie do meczu w Witnicy. Potrzebujemy przełamania-stwierdził Karol Łyczko.
46



























































































Poprzedni artykuł