W ostatniej kolejce rundy jesiennej rozgrywek zielonogórskiej klasy okręgowej Unia Kunice zremisowała na własnym stadionie z MKS Nowe Miasteczko 2:2. Bramki dla gości strzelił Tomasz Bieleń, a dla gospodarzy Yaroslav Chopyk i Konrad Pluta.
Widać już po zawodnikach trudy zakończonej w ubiegły weekend rundy jesiennej. Jeszcze w ekipach walczących o każdy cenny punkt, widać było jakąś mobilizację, reszta miała raczej wywalone i czekała na zimową przerwę.
Unia stanowczo należała do tych, dla których każdy uciułany w pocie punkt jest na wagę złota, dlatego w szeregach kuniczan nastąpiła prawdziwa mobilizacja, ponieważ przeciwnik nie należał do tych z górnej półki i istniało realne prawdopodobieństwo wywalczenia kompletu punktów. Ale życie pisze swoje scenariusze, niekoniecznie korzystne dla zainteresowanych.
Nie było źle
Zaczęło się bardzo dobrze dla podopiecznych Jarka Gada, który tradycyjnie pierwszą połowę prowadził zespół z ławki. Unia wykazywał ochotę do gry i co rusz stwarzała groźne sytuacje pod bramką przyjezdnych. Niestety brakowało tej kropki nad i, czyli strzelonych bramek. Dwie kapitalne sytuacje miał Konrad Pluta, który najpierw świetnie wyszedł do prostopadłego podania i uderzył spod dużego palca niestety bramkarz instynktownie wyciągnął rękę i końcami palców wybił piłkę nad poprzeczką, 5 minut później ponownie świetnym strzałem zza pola karnego popisał się Pluta, który ewidentnie miał ciąg na bramkę. Niestety znowu piłka o milimetry minęła słupek. Po 10 minutach gry Unia mogła prowadzić już 2:0, ale przegrywała 0:1 po nieodpowiedzialnej zabawie piłka we własnym polu karnym defensywy Unii. Po wprowadzeniu do gry piłki po rzucie sędziowskim, obrońca wycofał piłkę do Szymona Słodkiego, a ten zamiast wybić futbolówkę jak najdalej od własnej bramki, zaczął kiwać się z zawodnikiem gości i pośliznął się na mokrej murawie, otwierając rywalom drogę do pustej bramki, z czego oczywiście ochoczo skorzystali. Gospodarze nie opuścili głów i nadal nie oddawali inicjatywy, atakowali z każdej strony, a obaj skrzydłowi: Ilhan Zivali i Olek Pogorzelec mieli pełne ręce, a raczej nogi, roboty. Unia cisnęła do ostatnich minut pierwszej części i w końcu tuz przed przerwą gola kontaktowego zdobył Yaroslav Chopyk.
Tylko remis
W drugiej połowie na boisku pojawił się „Gadziu”, który wniósł odrobinę ożywienia w szeregi Unii. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo kuniczanie błyskawicznie wyrównali, a zrobił to Konrad Pluta, który w myśl powiedzenia do trzech razy sztuka, trafił w końcu do bramki rywali. Niestety była to ostatnia bramka strzelona w tym spotkaniu. Ani Unii, ani przeciwnikom nie udało się już zmienić wyniku i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
-Ostatnia kolejka w rundzie jesiennej miała nam dostarczyć pewne 3 pkt, ale jak to zawsze bywa pewne jest tylko, że wzejdzie słońce. Po bardzo dobrym meczu wyjazdowym w Kargowej, liczyliśmy na komplet punktów, lecz rzeczywistość okazała się brutalna. Znów popełniliśmy proste juniorskie błędy, które kosztowały nas utratę dwóch bramek. Zamiast prowadzić i kontrolować wynik, przegrywaliśmy 0-2 i trzeba było mocno się napracować, żeby doprowadzić do wyrównania, na więcej niż remis nie starczyło ani szczęścia, ani czasu -stwierdził Jarosław Gad, trener Unii Kunice.
36














































































Poprzedni artykuł