W deszczowe sobotnie popołudnie(3.05) Promień Żary podejmował na własnym stadionie outsidera czwartoligowych rozgrywek. Po bardzo dramatycznym meczu żaranie zremisowali z Czarnymi Witnica 2:2, strzelając bramki wyrównujące w ostatnich 4 minutach spotkania. Gole dla gości strzelili Łukasz Antkowiak(56′) i Dominik Nowakowski(78′) a dla gospodarzy Jaimes Antony Galindo(87′) i Kamil Dados (90+1′).
To nie był zwykły mecz. W ubiegłym tygodniu czwartoligowcy rozegrali w ciągu 3 dni dwie kolejki i gdy wszyscy grillowali kiełbaski albo siebie na plaży, piłkarze musieli kopać piłkę w ekstremalnych warunkach.
W środę, 30 kwietnia Promień Żary pokonał Odrę Nietków 2:1. To było bardzo cenne zwycięstwo, niestety okupione ogromnym wysiłkiem i kontuzjami 2 podstawowych graczy. Michała Łozińskiego i Marcina Mościckiego, których prawdopodobnie nie zobaczymy już na boisku do końca tegorocznych rozgrywek. W sobotę, 3 maja żaran czekał teoretycznie łatwiejszy pojedynek. Ich rywal zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i w tym roku opuści 4. Ligę. Jednak rywale podopiecznych Piotra Makowskiego nie mieli nic do stracenia, dlatego to meczu podeszli niemalże na luzie. Od początku imponowali dyscypliną taktyczną i przygotowaniem fizycznym. Na tle podmęczonych gospodarzy wyglądali jak z innego filmu. Horroru. I taki właśnie scenariusz zgotowali Promieniowi. Pierwsza połowa była w miarę wyrównana. Goście czekali. Cierpliwie. Miejscowi mieli ogromny problem z przedostaniem się na pole karne rywali. Brak „Cinka” i osamotniony Pruchniak, dziury w defensywie (brak Łoziego, a w czasie rozgrzewki kontuzji doznał Hubert Sieradzki. Defensor Promienia skręcił nogę, wpadając do dziury od zraszacza) spowodowały, że powoli przewagę zdobywali przyjezdni. Jednak to była dopiero przygrywka do tego, co nastąpiło w drugiej połowie.
Po zmianie stron Czarni coraz śmielej zapuszczali się pod pole karne Promienia. Stwarzali groźne sytuacje, w których obrońcy musieli ratować się faulami. Po jednej z takich akcji sędzia zarządził rzut wolny. Piłkę ustawił Łukasz Antkowiak i z 20 metrów trafił w samo okienko bramki gospodarzy. To był zimny prysznic dla ekipy Makusia. Chociaż w tym dniu zimnej wody z nie brakowało, bo padający deszcz skutecznie uniemożliwiał jakiekolwiek fajerwerki techniczne, że o stanie murawy nie wspomnę. Choć Promień podjął rękawicę i próbował zmienić niekorzystny rezultat, rzucając do walki wszystkie siły, to okupił to kolejną stratą gola. Po jednej z kontr, w zamieszaniu pod bramką Kuba Femlak niefortunnie wybił piłkę wprost pod nogi Dominika Nowakowskiego, a ten bez problemu umieścił futbolówkę w bramce Promienia.
To już był lodowaty tusz.
Już byli w ogródku i witali się z gąską
Wtedy do walki Piotr Makowski posłał świeże siły. Choć miał ograniczone pole manewru to widać było, że gospodarze nie odpuszczą. Jednak czas leciał, a bramka kontaktowa paść nie chciała. Przez ostatnie 20 minut goście ani razu nie wyszli z własnej połowy. Trwało prawdziwe oblężenie, a obrona Częstochowy przy tym, co działo się przy Z38, to mały pikuś. Gdy już Czarni myśleli, że wywiozą z Żar 3 punkty, do piłki dopadł zupełnie niewidoczny do tego momentu Antony Galindo i strzałem rozpaczy posłał piłkę w róg bramki rywali. To był 87’ minuta meczu. Wtedy jakieś nadludzkie siły wstąpiły w żaran, którzy zamknęli przeciwników już nawet nie na własnej połowie, tylko na polu karnym i z uporem maniaka próbowali wyrównać. Czas biegł nieubłaganie. Piłka jak bumerang po każdym strzale wracała do zawodników z Żar. Napięcie na stadionie było wyczuwalne w promieniu 5 km od epicentrum. Wyrównają czy nie? Zdążą czy nie? Zdążyli. A zrobił to Kamil Dados. Kapitan żarskiej drużyny ostatkiem sił pięknym strzałem z woleja posłał futbolówkę w kierunku bramki. Piłka minęła rozpaczliwie interweniującego bramkarza gości i zatrzepotała w siatce. Radość kibiców i samych zawodników była ogromna. A goście nie mogli uwierzyć, że to się dzieje. Choć arbiter doliczył jeszcze 5 minut nikomu już nie udało się zmienić wyniku. Po końcowym gwizdku zawodnicy obu zespołów padli jak rażeni piorunem na murawę. I długo się z niej nie podnosili. To było meczycho jak się patrzy, bramki, emocje i walka do końca. Szacun panowie.
-Mierzyliśmy się z drużyną z ostatniego miejsca w tabeli i większość kibiców pewnie dopisała nam już trzy pkt. przed meczem, szczególnie po dwóch zwycięstwach z wyżej notowanymi rywalami. Ale już w Nietkowie po meczu powiedzieliśmy sobie, że sobotni mecz jest bardzo ważny(jak każdy z reszta) i musimy podejść do niego maksymalnie skoncentrowani, bo Czarni nie oddadzą punktów bez walki-relacjonuje Piotr Makowski, trener Promienia Żary. -Rywal bardzo dobrze zorganizowany w defensywie i mam wrażenie, że do pewnego momentu wyglądali lepiej fizycznie. My popełniamy indywidualne błędy, po których niestety tracimy dwa gole. Jeżeli chodzi o naszą grę to nie mogę powiedzieć, że zlekceważyliśmy przeciwnika czy nie daliśmy z siebie wszystkiego, bo to my cały mecz próbowaliśmy wykreować sytuacje bramkowe, ale przeciwnik zawsze był tam gdzie powinien. Około 20 wykonanych rzutów rożnych też świadczy o tym, że naciskaliśmy rywala. Niestety taka jest piłka. Należą się jednak słowa uznania dla zawodników, że walczyli do końca i zdołaliśmy dogonić wynik, bo ten punkt jest dla nas bardzo ważny.
Zapraszamy do galerii zdjęć z meczu.
36



































































































Poprzedni artykuł