Władze województwa zapisały 200 tys. zł na walkę z szopem praczem. Ten szkodnik wdarł się nawet na sejmik wojewódzki, gdzie był obiektem żartów, ale leśniczy i myśliwi przestrzegają, że nie ma się z czego śmiać.
Marek Halasz, radny PSL, mówiąc o zaletach budżetu województwa na 2026 rok, przywołał kwotę 200 tys. zł, którą zapisano na walkę z szopem praczem. Nie spodziewał się chyba, jakie poruszenie tym wywoła.
– Naprawdę liczycie na to, że w tym województwie ludzie wstrzymali oddech dlatego, że wydajemy na szopa pracza? – pytał Zbigniew Kościk (PiS), który krytykował budżet mówiąc, że jest byle jaki.
Jacek Kurzępa, były poseł, a dziś radny wojewódzki wtórował mu. Mówiąc o depopulacji lubuskiego stwierdził, że PSL (czyli koalicjant KO) stawia „populacje szopa pracza i jego dobrostan” ponad „dobrostanem Lubuszan”.
Wyjaśnię sytuację z szopem
W dyskusję włączyła się przewodnicząca Anna Synowiec (KO): – Wyjaśnię tę sytuacje z szopem praczem. Poproszę, żeby nam przedstawiono analizę, bo już kilka razy był przywoływany na sejmiku. Jest dzisiaj bohaterem sesji budżetowej. – powiedziała.
Z wyjaśnieniem śpieszył Grzegorz Potęga, wicemarszałek, który stwierdził, że kwestia szopa pracza jest niezwykle istotna. – Poruszaliśmy tę kwestę na spotkaniu z rządem Brandenburgii. Oni mają dużo większe doświadczenia i przestrzegają nas przed licznymi niebezpieczeństwami wynikającymi z tego agresywnego gryzonia. Prosiłbym, żeby podchodzić do tej kwestii poważnie – apelował G. Potęga.

Tu zobaczycie dyskusję o szopie praczu na sejmiku: https://www.youtube.com/watch?v=jAYktT8T8Ns
Inwazyjne zwierzątko z Niemiec
Anna Polak (radna PSL) tłumaczyła, że radni, którzy krytykują pieniądze na szopa pracza powinni zapoznać się z materiałem dotyczącym jego „agresywnej i niezapowiedzianej działalności”. – Te 200 tys. zł może uratować życie i zdrowie Lubuszan. On nie tylko odwiedza łowiska, siedliska ptaków, ale również odwiedza domostwa i zostawia inwazyjne bakterie i groźne dla zdrowia. Na tę walkę powinniśmy przeznaczyć więcej środków – mówiła.
Bogusław Motowidełko (PiS) przypomniał, że to „inwazyjne zwierzątko przybyło z Niemiec” i w ten sposób został szybko wmieszany w politykę PiS-KO.
– Przecież mieliście osiem lat. Osiem lat, żeby zmienić polską rzeczywistość. Łącznie z tym nieszczęsnym szopem, który z Niemiec do nas przyszedł. Też przecież mogliście tę opcję Niemiecką zlikwidować i zupełnie zamknąć szopa, czy szopa pracza jakkolwiek ona się tam nazywa – mówił do radnych PiS Waldemar Sługocki, poseł i szef KO w lubuskiem.
Mają u nas idealne warunki
Artur Tararuj, Nadleśniczy z Nowej Soli tłumaczy: – To nie jest gatunek rodzimy europejski, ale inwazyjny gatunek obcy, który przybył tu prawdopodobnie wraz z wojskiem amerykańskim. Dla niego idealnym biotopem są tereny gdzie występują naturalne zbiorniki wodne. Wzdłuż Odry ma świetne warunki do życia. Są tam stare dęby, a dziuple to dla niego doskonałe schronienie. Dobrze się wspina na drzewa i bardzo dobrze pływa, więc stwarza ogromne zagrożenie dla wszystkich naszych rodzimych ptaków. On jest niewybredny w jedzeniu – mówi A. Tararuj. Potrafi z łatwością wspiąć się na drzewo i zjeść jajka, czy wyjeść pisklęta.
Dodatkowo nie ma żadnych naturalnych wrogów. – Inne drapieżniki wolą się trzymać od szopa z daleka ponieważ jest mocno obciążony różnymi czynnikami chorobotwórczymi. Ma wysoki poziom przeciwciał, przez co roznosi wirusy i drobnoustroje, które dla innych drapieżników są śmiertelne – tłumaczy nadleśniczy. W jednym miocie szopa może być aż pięć młodych. Skoro nie ma wrogów, to mnoży się na potęgę.
Nadleśniczy dodaje, że szopy nie boją się wchodzić do gospodarstw domowych i wyjadać kotom z miski, a przy okazji przynoszą zarazki do siedlisk ludzkich.
Nadleśnictwo Nowa Sól już od kilku lat wspólnie z kołem łowieckim w Niecieczy, prowadzi akcję zwalczania szopów. Kiedyś była ona wymierzona przeciwko lisom, ale teraz okazało się, że szopy zaczynają wypychać lisy z ich terytoriów. Po takich polowaniach Uniwersytet Zielonogórski wysyła swoich pracowników, żeby pobierali próbki do badań, żeby na bieżąco sprawdzić jakie zarazki przenoszą szopy i czy są zagrożeniem dla ludzi.
Co będzie, jak zbraknie dzięcioła?
A. Tararuj na prostym przykładzie pokazuje, jak szopy mogą negatywnie wpływać na nasze lasy. W walce ze szkodnikami, które niszczą drzewa, leśnikom bardzo pomagają ptaki.
– Dzięcioł szukając larw takiego owada, który się nazywa opiętek dwuplamkowy, pokazuje nam, które drzewo jest zainfekowane. Żeby zwalczyć szkodnika zanim się rozniesie, musimy ściąć drzewo, a korę spalić, a najlepiej wywieźć z lasu. Jeśli na skutek działalności szopów zmniejszy się populacja dzięcioła, to tych sygnalizatorów nam zabraknie – mówi nadleśniczy.