Jeżeli ktoś w Żarach miał jeszcze wątpliwości, kto rządzi w trzeciej lidze, to 10 stycznia mógł je definitywnie rozwiać. Górnik Kaltech Wałbrzych przyjechał, wskoczył w sportowe ubranka, rozłożył Wilki na czynniki pierwsze, a potem spokojnie wrócił do domu z wynikiem 94:71 i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Bez dramatów. Bez nerwów. Bez potrzeby sięgania po plan B.
Wilki Żary Basketball wyszły na parkiet z nadzieją. Górnik wyszedł z mocnym postanowieniem wdeptania rywali w parkiet. I to był pierwszy błąd gospodarzy.
Goście od początku pokazali, że nie zamierzają brać udziału w żadnym sportowym spektaklu pod tytułem „wyrównana walka”. Trener Górnika rotował składem jak barista mieszający latte – płynnie, bez wysiłku, z wyraźnym wyczuciem proporcji. Wilki tymczasem wyglądały jak drużyna, która nadal wierzy, że indywidualne rajdy przez trzech obrońców to taktyka, a nie akt desperacji.
Rzuty wolne? Lepszy Górnik.
Obrona? Górnik momentami budował mur grubszy niż fortyfikacje średniowiecznego miasta.
Organizacja gry? Ci z Wałbrzycha.
Spokój? To już zaczyna być nudne.
Wilki? Były.

Kibice? Jak zwykle na posterunku i w świetnej formie
Pierwsza kwarta ustawiła mecz i nikt już nie miał złudzeń, w jakim kierunku to zmierza. Przewaga rosła systematycznie, jak rachunek za ogrzewanie w styczniu – nieubłaganie i bez litości. Żaranie, zamiast wyciągnąć wnioski z wcześniejszej porażki w Siechnicach, postanowili zagrać dokładnie tak samo: każdy sobie i może coś z tego wyjdzie. Nie wyszło.
Górnik Wałbrzych lepszy od Wilków
Dopiero w czwartej kwarcie, kiedy losy meczu były już rozstrzygnięte, a trener Górnika wpuścił na parkiet bardzo młodych zawodników, Wilki odetchnęły. Obrona gości zrobiła się nieco bardziej symboliczna, więc gospodarze mogli wreszcie „odrobić trochę strat”, żeby wynik nie wyglądał jak oficjalny akt oskarżenia.
Ale nie oszukujmy się – 94:71 i tak nie kłamie.
Najgorsze jest to, że Górnik wcale nie przyjechał z armią weteranów. Trzech doświadczonych zawodników i reszta młodzieży z akademii. Młodzieży, która gra szybciej, mądrzej i dojrzalej niż niejedna drużyna „oparta na doświadczeniu”.
Jednym słowem?
To nie był mecz.
To była lekcja.
A Wilki – niestety – nie odrobiły pracy domowej.



































































