W województwie lubuskim przybywa spraw sądowych dotyczących cyberprzemocy, w których głównymi „bohaterami” są nieletni. O tym, że dzieci często nie wiedzą, że stają się sprawcami przestępstw, rozmawiamy z Natalią Jasińską, adwokatką i koordynatorką akcji „Adwokatura przeciw przemocy”.
Czy w naszym województwie w sądach odbywają się sprawy nieletnich związanych z hejtem?
Oczywiście. To są zarówno sprawy karne jak i cywilne. Nieletni są w nich albo pokrzywdzonymi, albo sprawcami. Sztuczna inteligencja mocno zmieniła poziom hejtu i otworzyła nowe możliwości dla sprawców. Dziś, żeby kogoś upokorzyć w Internecie, można z łatwością wkleić czyjąś twarz zwierzęciu albo innej osobie. Buzię dziewczynki dokleić dorosłej kobiecie. W łatwy sposób można komuś wyrządzić krzywdę, a później tłumaczyć, że to był żart.
Łatwo zostać takim sprawcą przestępstw?
Czasami dzieciom czy nastolatkom wydaje się, że to niewinny żart. Mówią: „Przecież wszyscy tak robią, cała grupa brała w tym udział”. Po czym okazuje się, że ten żart niesie za sobą konsekwencje w postaci tego, że mamy ofiarę, która czuje się skrzywdzona i nie wie, jak sobie z tym poradzić, czasami podejmuje nawet próby samobójcze. I nagle żartowniś dowiaduje się, że może ponieść konsekwencje i to nie tylko takie, że będzie się tłumaczył przed wychowawcą czy dyrektorem, ale również są to konsekwencje prawne.
Ile lat mają najmłodsi sprawcy?
To są już 10-latkowie. Ale pamiętajmy, że nie każda sprawa kończy się w sądzie. Czasem wystarczy interwencja w szkole. Dyrektorzy sami często szukają pomocy u prawników. Natomiast sporo spraw dotyczących 14-16-latków ma swój finał w sądzie. Takim przykładem jest sprawa 18-latka, który wykorzystał zdjęcia koleżanki, które przysłała mu w zaufaniu i rozesłał je do kolegów. Poniósł za to konsekwencje karne. Upublicznił jej wizerunek w sytuacji, gdy mu zaufała. Niestety takich spraw jest sporo, a obawiam się, że będzie jeszcze więcej.
Co grozi nastolatkowi za hejt w internecie? Jest przecież nieletni.
Pamiętajmy, że za dziecko odpowiadają rodzice. Sprawa może się skończyć postępowaniem w sądzie rodzinnym. Nieletniemu może być przyznany np. nadzór kuratora. To jest też rodzaj przestrogi, bo taki młody człowiek musi stawić się w sądzie, wytłumaczyć się za obraźliwą publikację. Może być wydalony ze szkoły, przeniesiony do innej klasy, kiedy ukończy 18-lat może nawet otrzymać wpis do kartoteki, który zaszkodzi mu w dalszej nauce, czy otrzymaniu wymarzonej pracy. Taki wybryk może zaważyć na całym życiu. Najpoważniejsze konsekwencje, z jakimi się dotychczas spotkałam wobec nieletniego, to było umieszczenie dziecka w ośrodku wychowawczym, ale to była kara dla sprawców, którzy wykazują ogólną demoralizację.
Zdarzają się sprawy, że za obraźliwe wpisy dzieci rodzice zakładają sobie sprawy cywilne?
Oczywiście. Prowadziłam nawet taką sprawę, ale skończyło się na piśmie przedsądowym wzywającym do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych. To bywa skuteczne, bo często rodzice zdają sobie sprawę, że żarty się skończyły i za czyny ich dziecka ktoś może wnieść sprawę do sądu i żądać zadośćuczynienia.
Ofiary hejtu wiedzą, jakie mają prawa i że stały się ofiarami przestępstw?
Rzadko. Stąd nasza akcja „Adwokatura przeciwko przemocy” i lekcje w szkołach, które mają uświadomić młodych ludzi, kiedy stają się ofiarami przemocy w internecie i jakie im przysługują prawa. Ale to też przestroga dla sprawców, że to, co robią i uważają za żart, jest często przestępstwem, za które mogą ponieść konsekwencje. Wiele z tych osób, dopiero na lekcjach dowiaduje się, że było ofiarą cyberprzemocy albo sprawcą. Dane pokazują, że spada w Polsce przemoc domowa, ale rośnie niestety przemoc rówieśnicza i to niekoniecznie ta na szkolnym korytarzu, ale w internecie. Na tych spotkaniach z dziećmi często mam do czynienia z ich zdziwieniem, że nieświadomie przekraczały barierę, za która mogą ponieść konsekwencje prawne. Ale też wiele ofiar nie wiedziało, do kogo się zgłosić, bądź bało się, że ich prośba zostanie zbagatelizowana. Zdarza ssie, że zgłoszenie trafia do nauczyciela, on nie wie, co z tym zrobić, albo nie chce rozdmuchiwać sytuacji, a problem nie znika. Dziecko już drugi raz się nie zgłosi, bo wie, że za pierwszym razem sprawa została zbagatelizowana. Takim dzieciom uświadamiamy, że nie są z problemem same. Ale też mamy nadzieję, że ta wiedza na temat przemocy zostanie z nimi na całe życie. Przecież kiedyś też będą rodzicami.
O akcji:
Akcja „Adwokatura przeciwko przemocy” trwa od wielu lat. Tegoroczna edycja została objęta patronatem Rzecznika Praw Dziecka Moniki Horna-Cieślak . Adwokaci w formie bezpłatnej pomocy przeprowadzają w szkołach lekcje z dziećmi. W tym roku szczególnie położono nacisk na szeroko rozumianą „cyberprzemoc”. Akcja jest prowadzona przez Naczelną Radę Adwokacką, a jej koordynatorem na Województwo lubuskie jest mecenas Natalia Jasińka. Lekcje odbyły się w 10 zielonogórskich szkołach. Do tegorocznej edycji, która odbyła się między 25 listopada i 10 grudnia, włączyło się 12 adwokatów z zielonogórskiej izby.