Strona główna » Stary numer: Zrzekamy się podwyżki

Stary numer: Zrzekamy się podwyżki

przez PS

Radni byłego prezydenta zrzekają się podwyżki diet. To stary numer, który przed laty stosował też Jacek Milewski. Problem w tym, że urzędnicy i tak muszą wypłacić całą dietę, ale podwyżkę zawsze można przekazać na szczytny cel.

Oświadczenie w tej sprawie przeczytał Jan Hanusz

– Chcemy poinformować, że radni naszego klubu rezygnują z pobierania podwyższonych diet i od 1 stycznia będą pobierać dietę wyłącznie w dotychczasowej wysokości. Nie chcemy obciążać budżetu dodatkowymi kosztami, które powinny zostać przeznaczone na realne potrzeby mieszkańców, między innymi na oświatę, kulturę, sport, stowarzyszenia, zdrowie, inwestycje i bezpieczeństwo – odczytał. – Zawsze uważaliśmy, że mandat radnego to przede wszystkim służba publiczna, a nie bezprecedensowy sposób na zwiększanie własnych dochodów. W czasie gdy koszty życia mieszkańców lawinowo rosną, a miasto stoi przed ważnymi finansowymi wyzwaniami, radni powinni dawać przykład odpowiedzialności, skromności i solidarności – kontynuował J. Hanusz. Na koniec zaś dodał: – Nie tylko głosowaliśmy przeciwko tej uchwale, ale nie skorzystamy także z jej efektów. 

Usatysfakcjonowany z takiej deklaracji jest Jarosław Sieracki, radny Koalicji dla Nowej Soli, który był za podwyżką i mówił, że ci, którzy głosowali przeciw, powinni z niej zrezygnować.   

Dieta radnego po podwyżce ma wynieść 2.479 zł miesięcznie. To wzrost o 901 zł. Radnych, którzy zadeklarowali, że rezygnują z podwyżki, jest trzech, więc teoretycznie w budżecie co miesiąc powinno zostać 2.700 zł. W skali roku to już 32 tys. zł. A do końca kadencji – prawie 100 tys. zł. 

Milewski też nie chciał diety 

Rezygnacja z diety to stary chwyt, który stosował już nie kto inny, jak Jacek Milewski. Było to w 2014 roku, kiedy był radnym powiatowym. Wystartował wtedy do powiatu z list Wadima Tyszkiewicza. Był wstawiony na sztukę, żeby zdobyć mandat, a później zrezygnować. Na kilku sesjach jednak był i na jednej z nich złożył oświadczenie, że rezygnuje z diety. Wtedy dieta radnego w powiecie wynosiła 1.058 zł. Szybko okazało się, że przepisy nie zezwalają na to, żeby zrzekł się diety. Musiała być wypłacona, a później radny mógł ja gdzieś przekazać. 

(W 2014 roku Jacek Milewski też był radnym, tyle że powiatowym. Też chciał się zrzec diety. Po kilku miesiącach zrzekł się też mandatu i wrócił do pracy na stanowisku wiceprezydenta. Jego miejsce w radzie zajęła… Sylwia Wojtasik.)

Tak prawdopodobnie będzie także w przypadku trio – J. Hanusz, Piotr Szyszko i Zbigniew Szczeciński. 

– Uchwała przewiduje dietę w określonej wysokości, po stronie gminy powstaje zobowiązanie do jej zapłaty. Jeśli by tego nie zrobiła, to mogłoby to skutkować naruszeniem dyscypliny finansów publicznych. Wyłącznie sam radny może podjąć decyzję w sprawie rozporządzania dietą, może ją przekazać na jakiś cel, przelać na konto gminy, spalić w piecu, co chce – mówi Wojciech Olszewski, radny Koalicji dla Nowej Soli. 

Może to jest najlepsze wyjście z sytuacji, żeby radni sami te 2,7 tys. zł przekazali jakiemuś stowarzyszeniu albo ufundowali jakieś stypendium, prezent lub nagrodę. Mogliby np. zafundować 225 dzieciom darmowe wejście na lodowisko, które ma ruszyć 6 grudnia. 

Czytaj także: Z dietami poszli na maksa https://regionalna24.pl/z-dietami-poszli-ma-maksa/

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz