W środę (3.07.) Sąd Rejonowy skazał Grzegorza K. odpowiedzialnego za przywożenie do Nowej Soli odpadów ropopochodnych. Wyrok to cztery lata w zawieszeniu, 20 tys. zł nawiązki i 5 lat zakazu prowadzenia firmy.
Ta sprawa w Sądzie ciągnęła się przez pięć lat od stycznia 2008 roku. Okazuje się, że niewiele osób w starostwie o tym wiedziało, bowiem starosta Józef Suszyński w tym roku złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez właścicieli firmy. Prokuratorzy odmówili jednak wszczęcia śledztwa, bowiem odkryli, że już oskarżyli odpowiedzialnego za zwożenie toksycznych odpadów do Nowej Soli. Stało się to w listopadzie 2007 roku po tym jak doniesienie do prokuratury w tej sprawie zrobił prezydent Wadim Tyszkiewicz.
Oskarżony to Grzegorz K., dyrektor firmy Pol-Eko-Tech i mąż właścicielki. Prokuratura oskarżyła go o to, że od 2003 roku do października 2007 roku składował i przechowywał na terenie Dozametu odpady niezgodnie z przepisami.
– Biegły, którego powołaliśmy w tej sprawie po przeprowadzeniu analiz stwierdził jednoznacznie, że taka ilość substancji niebezpiecznych, ich rodzaj i sposób przechowania, stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, a także przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska. Tak poważny stopień zagrożenia wynika z kilkusetkrotnego przekroczenia niebezpiecznych związków ropopochodnych w odpadach – mówi Łukasz Wojtasik, szef nowosolskiej prokuratury.
Biegły określił także, że zgromadzonych odpadów jest 30 tys. ton co powoduje wielką ilość zanieczyszczeń jaka wpływa do środowiska. Podważył także twierdzenia przedstawicieli firmy, że hałda zawiera odpady już przerobione, które nie zaliczają się do grupy odpadów niebezpiecznych. Badania wykazały, że na hałdzie znajduje się niezwykle niebezpieczny odpad ropopochodny. Szczególnym zagrożeniem jest migracja zanieczyszczeń do Odry i Czarnej Strugi.

Jest wyrok ale hałda sobie poleży
Grzegorzowi K. groziło od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Do winy się nie przyznał. W trakcie procesu próbował udowodnić, że jego technologia składowania odpadów funkcjonuje, była bowiem opracowywana w Instytucie Górnictwa w Katowicach dlatego uważa, że nie ponosi winy. Twierdził także, że właściciel Dozametu po wypowiedzeniu umowy dzierżawy nie wpuszczał go na teren składowania odpadów. Mówił, że utrudniał mu tym pracę.
Na ogłoszenie wyroku w środę (3.07.) nie stawił się ani on, ani jego adwokat. Sędzia Katarzyna Gajgiel odczytała wyrok, w którym uznała winę oskarżonego. Sędzia skazała go na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, ale z racji, że nie był wcześniej karany wyrok jest zawieszony na cztery lata próby. Ma także wpłacić nawiązkę w wysokości 20 tys. zł na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i został ukarany grzywną w wysokości 2,5 tys. zł, przypomnijmy, że utylizacja odpadów może kosztować nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Oskarżony ma także pokryć koszty procesu ponad 6,8 tys. zł, a także dostał pięcioletni zakaz prowadzenia firmy, która zajmowałby się gospodarką odpadami.
Sędzia uzasadniając wyrok przypomniała, że na początku przy pomocy różnych metod chemicznych była przeprowadzana utylizacja odpadów zgodnie z przepisami. – Od 2003 roku ilość odpadów jakie oskarżony zwoził na działkę, przekraczała znacznie jej powierzchnię dlatego też składował je na działkach przylegających. Były składowane niezgodnie z przepisami, bez zadaszenia, nieizolowane od gleby, dlatego oskarżony zdawał sobie sprawę, że ich ilość nie pozwala na ich przetworzenie więc stanowią zagrożenie dla ludzi jak i środowiska – uzasadniała. Wyrok nie rozwiązał problemów starostwa, bowiem nie ma w nim mowy o nakazie utylizacji odpadów, co więcej nie jest prawomocny, co oznacza, że Grzegorz K. może się odwołać do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

O trującym problemie w centrum miasta pisaliśmy wielokrotnie w artykułach „Bomba ekologiczna w centrum Nowej Soli”, „Starosta robi swoje, a hałda leży” czy „Hałda jednak trująca”. Przypomnijmy, że firma Pol-Eko-Tech odpady z rafinerii zaczęła przywozić do Nowej Soli w 2001 roku. W 2005 roku urząd wojewódzki cofnął pozwolenie na ich przywożenie na teren Dozametu. Mija więc już 8 rok jak hałda leży nietknięta. Od początku wszyscy starali się od niej umyć ręce, zdając sobie sprawę, że poradzenie sobie z tym problemem będzie wymagało dużych nakładów finansowych. Przepychanki między wojewodą, marszałkiem i starostą skończyły się w sądzie, który ostatecznie w 2011 roku zrzucił wszystko na starostwo. Starosta musi dopilnować, żeby czarną bryłę o objętości 36 tys. m sześc. usunęli ci sami ludzie, którzy ją do Nowej Soli przywieźli. Starostwo jest jednak w tej kwestii bezradne, bowiem właścicielka firmy nie odpowiada na żadne nakazy czy powiadomienia, nie stawia się na wizjach lokalnych, a nawet nie otwiera drzwi pracownikom wydziału ochrony środowiska. Starostwo wystawia więc grzywny po 10 tys. zł, których nie potrafi ściągnąć urząd skarbowy. Dziś czarna bryła przypomina wypływającą spod ziemi lawę. Latem, kiedy temperatury wzrastają, smoła nagrzewa się do 50-60 st. C i zaczyna robić się płynna. Dotychczas nie zdarzyło się jeszcze, żeby się zapaliła, ale w ciepłe dni czuć ją w okolicy. Kolejne ekspertyzy dowodzą, że odpady zagrażają środowisku i powinny być jak najszybciej usunięte, problem jednak w tym, że koszt utylizacji hałdy może wynieść nawet kilkadziesiąt milionów złotych i starostwa na to nie stać.