Beata Kulczycka dostała podwyżkę, ale okupiła to łzami. Dyskusja o pieniądzach wzbudziła wielkie emocje.
Nikt chyba nie spodziewał się, że sprawa podwyżki dla Beaty Kulczyckiej spowoduje tyle emocji. Radni z klubu Jacka Milewskiego zgodnie z przewidywaniami zapowiedzieli, że będą przeciwni. Podwyżkę pensji zestawili z tym, że Rada Miasta na tej samej sesji podniosła także podatki i wzięła 25 mln zł kredytu. Nazwali to „skokiem na kasę”.
– Z jednej strony na każdym kroku, przy każdej okazji słyszymy od pani prezydent o trudnej sytuacji miasta, konieczności oszczędzania i o katastrofie budżetowej. Z drugiej, widzimy propozycję podniesienia wynagrodzenia prezydent miasta do maksymalnego dopuszczalnego poziomu 21 tys. 710 zł – Piotr Szyszko odczytał wcześniej przygotowane wystąpienie. W imieniu klubu stwierdził, że podwyżka jest „moralnie i społecznie nie do zaakceptowania”. – Apelujemy o umiar i zdrowy rozsądek. Zwykła ludzka przyzwoitość wymaga, żeby zrezygnować z tej podwyżki. Szacunek dla mieszkańców i troska o miejskie finanse powinny być ważniejsze niż interes osobisty – czytał P. Szyszko.

Ile wpadnie do kieszeni?
Podwyżka wyniesie 1.070 zł brutto, więc radny Jarosław Sieracki (PSL) poprosił skarbnik Annę Rudnicką, żeby podała, jaka dodatkowa kwota wpadnie prezydent do portfela. Odpowiedziała, że ok. 400 zł. Nikt nie dociekał, jak to zostało obliczone. Skarbnik powiedziała 400 zł i tym się już do końca sesji posługiwano.
– Nic tak nie przemawia do ludzi jak kwota netto. Tyle wpłynie więcej na konto prezydent trzeciego miasta województwa – powiedział J. Sieracki.
Wojciech Olszewski (KO) zwrócił uwagę, że z powodu niskich zarobków w samorządzie jest problem z pracownikami.
– Każdy mieszkaniec słysząc, jaka to jest kwota netto, może ocenić, czy to jest skok na kasę – mówił. Apelował do „Milewskich”, żeby skończyli z populizmem.

– Miesiąc temu krzyczał pan do radnego Biesiady „kasa, kasa, kasa” – odpowiedział P. Szyszko. Przypomniał, że na początku kadencji proponował, żeby nie dawać prezydent maksa, żeby się bardziej starała. – Wielkich wyników nie ma – stwierdził.
– Za każdą prace należy się uczciwa zapłata, a pan swoim myśleniem chce sprowokować sytuację, że szlachetnym będzie, jak wszyscy będą pracować za miskę ryżu, tylko dziwne, że pan tego nie robi – odpowiedział W. Olszewski.
Łukasz Hendel (FNW) wyliczył, że pensja B. Kulczyckiej jest na poziomie wynagrodzenia nie dyrektora, a kierownika w korporacjach w pobliżu Nowej Soli i na nowosolskiej strefie.
Skromny jak Milewski
– Praca prezydenta nie polega na przyjściu o 7.00 i wyjściu o 15.00. To są soboty, niedziele, a nawet święta. Nasze władze mają obstrukcyjnie niskie wynagrodzenia w stosunku do odpowiedzialności. Wstyd mi, że prezydent w Polsce zarabia dwadzieścia parę tysięcy, to jest dramat. Minister polskiego rządu dostaje na rękę 9 tys. 800 zł. Znajdź mi na rynku pracownika, który ma wyższe wykształcenie, duże doświadczenie za kwotę 5 tys. zł brutto – powiedział J. Sieracki.

Temat zszedł na poprzedniego prezydenta Jacka Milewskiego, któremu Rada Miasta w poprzedniej kadencji ustaliła pensję na poziomie 16 tys. 512 zł.
– Rozumiem, że daliście mu mniej, bo sobie nie radził. Szacunek, że potrafiliście dokonać solidnej oceny swojego prezydenta, dając mu niższe wynagrodzenie – powiedział J. Sieracki.
J. Milewskiego bronił Zbigniew Szczeciński (nowy radny, który został zaprzysiężony w miejsce Ryszarda Biesiady, który zrezygnował z mandatu).

– Prezydenty Milewski nie był nieudolny. Był na tyle skromny, że powiedział: „Jak ja będę wyglądał wśród mieszkańców, że wziąłem taką podwyżkę?”. Przekonywaliśmy go, żeby wziął więcej, bo miał duże doświadczenie, 15 lat na stołku wiceprezydenta, powiem kolokwialnie, to by małpę można było nauczyć. Nie chciał więcej, bo chciał z twarzą wyjść do ludzi. A czy te 400 zł tak bardzo poprawi budżet domowy pani prezydent? – mówił radny.
Jak pani to wytrzymuje?
Na koniec głos zabrała Alicja Szymańska (PiS), która opowiedziała, że rozmawia z nowosolankami.
– Wiecie, co one mi mówią o prezydent? Że one ją podziwiają za zaangażowanie, za te wszystkie dodatkowe dni, popołudnia, że ona wszędzie jest i zabiera głos – mówiła radna.
Słysząc to, coś pękło w B. Kulczyckiej i się rozpłakała. Na kilka minut przerwano sesję, żeby prezydent mogła dojść do siebie. Po przerwie przegłosowano uchwałę w sprawie podwyżki. 17 radnych było „za”. Wstrzymała się Mirosława Głowacka (PiS), a Jan Hanusz, Z. Szczeciński i P. Szyszko byli przeciwni. Po głosowaniu głos zabrała B. Kulczycka. Opowiedziała, że mieszkaniec zapytał ją: „Pani prezydent, jak pani to wytrzymuje?”. Wyjaśniła, że chodziło mu o to, co w mediach społecznościowych piszą o niej radni Milewskiego i prawdopodobnie także były prezydent.
– Mogę się popłakać, podnieść ton, wykazać kawał emocji, ale Jacka Milewskiego i jego sposób działania znam od 20 lat i mnie nie wystraszy. Wasze wpisy mnie tylko hartują. Nie czytam już tych głupot. Jestem twarda dzięki wam – powiedziała.
P. Szyszko odpowiedział jej, że też nie dadzą się zastraszyć sprawami na policji i w prokuraturze.