Zwykłego obywatela instytucje są w stanie rozliczyć z każdej złotówki. Posłowie do tej grupy nie należą. A już na pewno nie Łukasz Mejza z PiS.
Przeglądając sprawozdania posłów z tego, jak wydawali pieniądze przyznane im na prowadzenie biur, zauważyliśmy, że jeden z nich złożył niepełne. Chodzi o najbardziej niechlujnie wypełniającego oświadczenia majątkowe posła, czyli Łukasza Mejzę z PiS.
Posłowie co miesiąc otrzymują ryczałt w wysokości 23 tys. 310 zł. W skali roku to blisko 280 tys. zł. Za te pieniądze mogą wynająć pomieszczenie na biura, zatrudnić pracowników, zamawiać ekspertyzy, tankować, płacić za taksówki, itp. Mogą też kupować wyposażenie do biur. Tu ograniczeń nie ma. Np. Władysław Dajczak (PiS) sprawił sobie gimbal za 799 zł, mikrofon za 629 zł i lampę ze statywem za 149 zł. Bywa, że na liście zakupów są telefony komórkowe, lodówki, ekspresy do kawy.
Przypadek Ł. Mejzy jest specyficzny, bo poseł napisał, że na „zakup środków trwałych o charakterze wyposażenia” wydał 13 tys. 247 zł, ale do sprawozdania dołączył pustą tabelkę. [paywall] Nie wiadomo więc, co za te publiczne pieniądze kupił. Kancelaria Sejmu opublikowała tę pustą tabelkę, więc spytaliśmy, czy ktoś w Sejmie w ogóle zauważył te braki i będzie dociekał, na co poszły te pieniądze. Odpisano nam, że zgodnie z obowiązującymi przepisami, poseł po zakupieniu ze środków kancelarii Sejmu „składników majątkowych podlegających ewidencji”, zobowiązany jest przekazać do kancelarii kopie dokumentów finansowych potwierdzających dokonanie zakupu.
– „Do momentu udzielania odpowiedzi obowiązek ten nie został przez pana posła Łukasza Mejzę zrealizowany” – odpisano nam z Sejmu.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że sprawozdanie Ł. Mejzy zostało przyjęte pod koniec lutego br. Kancelaria zapewnia jednak, że wymusi na pośle dopełnienie tej formalności.