Strona główna » Sensacja! Granica Żarki Wielkie nie zagra w okręgówce. Co wydarzyło się w klubie z nad Nysy Łużyckiej?

Sensacja! Granica Żarki Wielkie nie zagra w okręgówce. Co wydarzyło się w klubie z nad Nysy Łużyckiej?

przez Adam Sommerfeld

W piłkarskim światku zielonogórskiej A-klasy krążyło przez lata jedno niepisane prawo: „Nie możesz trenować regularnie? Jedź do Żarek.” Granica Żarki Wielkie była jak schronisko dla piłkarzy z życiowym zamętem – tu nikt nie pytał, dlaczego nie byłeś na ostatnich trzech treningach, ważne, że umiesz przyjąć piłkę i nie boisz się wślizgów. Słowem: piłkarska poczekalnia z ambicjami.
Jednak te ambicje przez lata kończyły się na dobrze przyprawionej karkówce z grilla po meczu i gromkim „następny sezon będzie nasz!”. I tak się nie składało. Do czasu…
I wtedy wchodzi on, cały biało…
W ubiegłym sezonie w Granicy pojawił się Michał Błoński. Trener, który miał plan. I co ważniejsze – miał pałera, który nawet z najbardziej opornych zawodników wyciskał pot, łzy i awans. Porozmawiał z zarządem, z chłopakami w szatni i padło hasło, które zmieniło bieg historii: „Panowie, walczymy o okręgówkę.” Plan był prosty – wygrać wszystko. I tak się właśnie stało. Jesienią: komplet punktów, zero straconych złudzeń. Wiosną zaczęło się nieco pod górkę, ale końcówka? Petarda. Granica awansowała jak burza, a w Żarkach zapanowała piłkarska ekstaza. Kibice wiwatowali, zarząd przytulał trybuny (które zresztą sam postawił), a zawodnicy już widzieli siebie w składach FIFY 2026.

A potem coś pękło
Kiedy kurz po świętowaniu jeszcze nie opadł, zaczęły dziać się rzeczy… trudne do racjonalnego wytłumaczenia. Zaczęło się całkiem normalnie. Michał Błoński rozpisał plan przygotowań, sparingi, wzmocnienia. Na papierze wyglądało to lepiej niż CV do Mc Donalda. W piątek, 18 lipca, zespół spotkał się na pierwszym, po wakacyjnej przerwie, treningu, a dzień później rozegrali sparing z Czarnymi Rudno, który wygrali 5:2. A potem – bum. Z dnia na dzień szkoleniowiec zrezygnował z prowadzenia zespołu. – Po roku ciężkiej i intensywnej pracy oraz wykonaniu założeń jakimi był awans do klasy okręgowej postanowiłem z przyczyn osobistych zrezygnować z funkcji grającego trenera  Granicy Żarki Wielkie -oświadczył Michał Błoński. To wersja oficjalna. Jak było naprawdę? Zarząd nabrał wody w usta, jakby sami nie wiedzieli co się stało. A jak nikt nic nie wie, to pewnie poszło o pieniądze. Czy tak rzeczywiście było?

Sam szkoleniowiec utrzymuje, że zrezygnował z prowadzenia drużyny po niedzielnej rozmowie z Kordianem Grzeszczukiem, który poinformował go, że nie zamierza dalej wspomagać zespołu. Błoński wtedy podjął trudną decyzję, że kończy przygodę nad Nysą Łużycką. Na odchodne K. Grzeszczuk wydał dyspozycje na temat odwołania zaplanowanych sparingów, co Błoński uczynił. To była ostatnia rzecz jaką zrobił w klubie.

Jak domek z kart
W poniedziałek 21 lipca Błoński oficjalnie pożegnał się z drużyną. Dzień później zespół zaczął się sypać szybciej niż ciasto na mące bezglutenowej. Zawodnicy zaczęli odchodzić jak po wyprzedaży w sklepie sportowym. Najpierw bracia Glanc, Strugaru(najlepszy strzelec) i Perdek do Czarnych Drągowina, potem klan Wójcików i Rybaczek do Łęknicy, Derkach do Świętoszowa, Napieraj do Nysy Trzebiel… a to pewnie nie koniec. W Żarkach został tylko zarząd i piłki przywiezione przez wiceprezesa LZPN jako nagroda za awans.

A Błoński?
Michał Błoński bezrobotnym był przez… dobę. I to tylko dlatego, że potrzebował chwili, by odebrać wszystkie telefony z propozycjami. – Od nowego sezonu dołączam do MKS Czarni Żagań. Zagram w IV lidze i poprowadzę grupę młodzieżową. Kacper, mój syn, był pierwszy, który powiedział: „Tata, chodź do Żagania” – mówi z uśmiechem Błoński. I trudno się nie uśmiechnąć razem z nim. Historia z Żarek miała wszystko: wzlot, sukces, dramat, nagłe zwroty akcji i bohatera, który jak w „M jak Miłość”, znalazł nowy cel i nowe miejsce. Michał Błoński nie boi się wyzwań dlatego z optymizmem patrzy w przyszłość.
-Czeka mnie nowa ciężka droga, ale wszystko, czego nauczyłem się w dotychczas, zabieram ze sobą. Dziękuję każdemu z osobna: zawodnikom, kibicom i wszystkim, którzy byli częścią tej historii. Dziękuję za zaufanie i wspomnienia, które zostaną na zawsze.

Co dalej na … granicy
A zarząd klubu? Prezes Tomasz Nowicki, który jest włodarzem klubu tylko na papierze, wiceprezes Tadeusz Armatowski oraz Roman Bugajak nie chcą się wypowiadać. Nieoficjalnie w klubie rządzi Kordian Grzeszczuk, który wspomaga Granicę finansowo. Przez cały tydzień trwały gorączkowe ruchy, które miały na celu uratowanie czegokolwiek po tornadzie, które przeszło przez klub. Szukano na gwałt trenera. Zwrócono się do… Łukasza Czyżyka. Jednak szkoleniowiec stwierdził, że chce zobaczyć zespół w akcji, najlepiej na najbliższym meczu kontrolnym. Problemem było jednak, że nawet jakby znalazł się sparingpartner, to nie było drużyny, która mogłaby z nim zagrać, bo deklarację do gry wyraziło 6 zawodników.  Cóż… granica między sukcesem a chaosem okazała się bardzo cienka.

Jak poinformował nas Kordian Grzeszczuk drużyna, a raczej jej szczątki nie przystąpi do rozgrywek w klasie okręgowej. To oznacza karę, którą nałoży na nich Lubuskie Związek Piłki Nożnej. – Za nieprzystąpienie klubu do rozgrywek kara wynosi 800 złotych-informuje Kamil Żeberski, rzecznik LZPN.
To oznacza reorganizację rozgrywek. Do Okręgówki awansuje Bóbr Bobrowice, a z powrotem do A klasy powróci Tupliczanka Tuplice.
Klub z Żarek planuje zgłosić zespół do rozgrywek B-klasy. Niestety może to zrobić dopiero za rok.

 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz