Na tegorocznym święcie w Kożuchowie nie było lepiej ubranego od burmistrza. Gdyby w tym stroju pojawił się w mieście 600 lat temu, wszyscy wiedzieliby, że to ktoś bardzo ważny i bogaty.
To, co jest największą siłą kożuchowskiej imprezy to mieszkańcy, którzy na ten jeden dzień pozwalają się porwać pozytywnemu szaleństwu i przebierają się w średniowieczne stroje. Czasami całe rodziny wyglądają, jakby zeszły z planu zdjęciowego „Gry o tron”. Jedni kupują stroje, drudzy sami szyją. Krawiecka manufaktura od lat mieści się w Szkole Podstawowej nr 2. Kostiumy powstają tam pod czujnym okiem Katarzyny Gaczyńskiej. Dyrektorka o średniowiecznej modzie może opowiadać godzinami i uchodzi w mieście za eksperta w tym temacie. Sama co roku występuje w sukni szlacheckiej stylizowanej na XV wiek i z sukcesem zachęca dzieci, żeby się też przebierały.
– Musimy dawać przykład. Jeśli sami nie będziemy chcieli uczestniczyć w tej zabawie, to jak możemy oczekiwać od dzieci, żeby za nami podążały – mówi.
Ponoć w wielu kożuchowskich domach w szafie jest osobne miejsce na średniowieczny kostium. Jest tez opcja, by wypożyczyć kostium z zamku. Tak zrobił radny Grzegorz Potęga, który regularnie pojawia się na świecie miasta. W strój wskoczył jednak dopiero pierwszy raz.
– Przebrałem się za ubogiego mieszczanina. Podobno kolory określały status społeczny. Niebieski oznacza, że ktoś nie był zbyt zamożny. Co innego czerwony – mówi i wskazuje na Zdzisława Szukiełowicza.
– Ubiór w tamtych czasach świadczył o majętności, ale też o funkcji jaką pełniło się w społeczeństwie – tłumaczy. Radnemu marzy się, żeby na przyszłym świecie do swojego kostiumu dołożyć jeszcze łańcuch z herbem miasta. 
Książę Jagasek
W tym roku wszystkich przebił burmistrz Paweł Jagasek, bo pokazał się w stroju bardzo bogatego mieszczanina. Miał na sobie żupan z materiału sprowadzanego z Indii, wyszywany złotymi nićmi, na którym było ponad 50 guzików. Zarzucił też na siebie futro z jasnobeżowego jenota.
– Sztuczne. Ale grzało jak prawdziwe, bo trafił się bardzo słoneczny dzień – mówi. Strój zamówił w pracowni artystycznej.
– Królów u nas nie było, ale tak prawdopodobnie chodził ubrany książę – mówi.
O ocenę poprosiliśmy ekspertkę.
– To była stylizacja pod XV wiek. Trzeba pamiętać, że w średniowieczu po stroju poznawało się warstwę społeczną danej osoby. Burmistrz ubrał się bardzo mądrze, bo adekwatnie do swojej obecnej pozycji w mieście, czyli osoby zarządzającej – mówi K. Gaczyńska. Tłumaczy, że kolory są tu bardzo ważne.
– Im barwy ciemniejsze i bardziej nasycone tym wyższa pozycja społeczna. Mój strój, czyli czerń i bordo, też miał o tym świadczyć. Władysława Jagiełłę niektórzy uważają za smutasa, który ubierał się na czarno, a prawda jest taka, że czarne tkaniny były bardzo drogie i tylko najbogatsi mogli sobie na nie pozwolić. A co dopiero futra… – mówi K. Gaczńska.
Scenariusz kożuchowskiego święta od lat się nie zmienia. Wszystko zaczyna się korowodem, później są pokazy średniowiecznych tańców i oczywiście turniej rycerski, na który zjeżdżają zawodnicy z całej Polski. To główna atrakcja tej imprezy. Goście mogą też w każdej chwili iść do wioski rycerskiej i tam postrzelać z łuku, ulepić garnek z gliny, albo po porostu zjeść kiełbasę z grilla.
Szkoda, że organizatorzy tak ustawiają atrakcje, żeby odciągnąć turystów od największego atutu miasta, czyli od zamku. Obiekt jest co prawda otwarty, ale piwnic i komnaty tortur nie zobaczysz. No chyba, że przyjdziesz o pełnej godzinie i zapłacisz 5 zł. Jedni czekali, inni odchodzili. Bo co mieliby w tym czasie zrobić, jak po zamku hula wiatr. A przecież można by tam zrobić jakąś parateatralną inscenizację. Pozwolić, aby na ten jeden dzień w zamku znów zamieszkali dworzanie. Skoro burmistrz i część radnych kostiumowo przenoszą się w czasie, to co stoi na przeszkodzie, żeby zainscenizować średniowieczne obrady. To, co jest siłą kożuchowskich ulic, które dzięki ludziom wyglądają jak sprzed setek lat, nie dociera niestety do zamkowych komnat. A szkoda, bo zwiedzanie kończy się zwykle na pamiątkowej fotce przy dybach.
21
Poprzedni artykuł