Panie Marszałku, czym różni się „produkt tradycyjny” od „produktu regionalnego?
Każdy kraj posiada własne specyficzne produkty rolne i artykuły spożywcze, które charakteryzują
dany region i stanowią cząstkę tradycji i kultury kulinarnej mieszkającej tam ludności. W związku z
tym, na podstawie odpowiednich przepisów, określono definicję produktu tradycyjnego. Produkt
tradycyjny to produkt, wytwarzany z tradycyjnych surowców, posiadający tradycyjny skład lub
sposób produkcji i znajdujący się na liście produktów tradycyjnych, którą od 17 grudnia 2004 roku
prowadzi Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Przykładem produktu tradycyjnego jest np.
oscypek. Natomiast produkt regionalny, inaczej określany jako produkt „znanego pochodzenia” to
wyrób, którego jakość jest zdecydowanie wyższa od przeciętnej a proces wytwarzania,
przetwarzania i prezentacji odbywa się w regionie powiązanym z danym produktem. Produktem
regionalnym może być np. zwykły sok malinowy, z owoców zebranych w naszym województwie,
wytwarzany w domowy sposób.
Jakie są początki produktu tradycyjnego i regionalnego w naszym województwie?
Pierwsze tradycyjne produkty zostały zarejestrowane w województwie lubuskim w 2006 roku i
były to „Wino gronowe” i „Bochen chleba starowiejskiego”. Obecnie mamy ponad 80
zarejestrowanych produktów na ministerialnej liście produktów tradycyjnych a najbardziej
dynamiczny wzrost obserwowaliśmy w latach 2013-2018, kiedy zarejestrowaliśmy aż 65
produktów. W tym samym czasie, wiele osób zaczęło produkować także produkty regionalne, czyli
wysokiej klasy wędliny, sery, soki, miody, nalewki czy też pieczywo. Efekty tej pracy widzimy np.
w każdą niedzielę w Muzeum Etnograficznym w Ochli, gdzie odbywa się bardzo popularny zielony
targ, na którym w zakresie produktów spożywczych i warzyw – można kupić właściwie wszystko.
W naszym województwie pojawiło się także wiele sklepów ze zdrową żywnością, w których
możemy zakupić produkty najwyższej klasy od naszych rodzimych producentów. Należy
wspomnieć, że Zarząd Województwa Lubuskiego utworzył także Lubuskie Centrum Produktu
Regionalnego, które kompleksowo szkoli i wpiera naszych producentów.
Skąd u pana taka fascynacja tymi produktami?
Jak widać na zdjęciu, lubię zjeść (śmiech). Ale lubię zjeść zdrowo i smacznie. Od ponad 16 lat
nadzoruję sektor rolniczy w naszym województwie i dofinansowania unijne na obszary wiejskie.
Częścią mojej pracy są także produkty. Przejechałem Lubuskie wzdłuż i wszerz. Poznałem wielu
interesujących ludzi, którzy nie tylko wytwarzają smaczne rzeczy, ale robią to z ogromną pasją.
Nigdy nie sądziłem, że w naszym województwie zjem najlepszy w Polsce paprykarz, który
powstaje w Rybackiej Chacie w Wojnowie, którą prowadzą niezwykle sympatyczni Małgorzata i
Grzegorz Koza. Nigdy nie sądziłem, że mój były uczeń Arek Anters, będzie w przyszłości robił
takie chleby i takie wypieki, którymi zajadają się Lubuszanie od południa po północ województwa.
Dzięki Mirkowi Decowi poznałem na nowo smaki dziczyzny, a jego zrazy z jelenia to uczta dla
podniebienia. Warto wspomnieć o pysznych serach od Marcina Wojnowskiego z QZKO, o sokach,
nie tylko jabłkowych, od Ireny Szron czy też wędlinach Rafała Sikory, znanych dużej grupie
Zielonogórzan. Ta fascynacja powstała nie tylko ze względu na smaki, ale przede wszystkim ze
względu na ludzi.
Pana ulubione miejsce na mapie produktów regionalnych i ulubiony produkt?
Jest ich wiele, ale jedno miejsce jest szczególne. To żagańska Kaktusiarnia Zdzisia Kondratowicza a
ulubiony produkt, to pewien napój winogronowy, który pan Zdzisiu przechowuje w dębowych
beczkach w swojej piwniczce (śmiech). Kaktusiarnia to obiekt nietuzinkowy. Dlaczego? Otóż
Zdzisiu zagospodarował cały dostępny teren przy swoim domu a także zaadaptował niektóre
pomieszczenia swojego domu na system szklarni i pomieszczeń, w których ma kilkadziesiąt tysięcy
kaktusów. Jedni podają, że jest ich około 200 tysięcy, inni że 400 tysięcy. Na pewno jest to
niesamowity widok to raz, a dwa – za każdym razem jak odwiedzam Zdzisia, znajduję zawsze taki
okaz, którego wcześniej nie widziałem.
24
Poprzedni artykuł