Kiedy latem jedzie się przez Polskę, widać pola uprawne, a na nich pszenicę, jęczmień, rzepak, kukurydzę. To inny krajobraz niż 30 lat temu – wtedy obok zbóż na polach królowały: ziemniaki, buraki, cebula, kapusta. Zniknęły pola ziemniaków. Jeszcze w 1990 r. mieliśmy nimi obsadzone 1,8 mln ha, w 2021 r. – już niecałe 200 tys. ha. Zniknęły też buraki.
Kukurydzy 30 lat temu w ogóle nie było, bo nie było odmian, które dało się uprawiać w naszym klimacie. Rzepak siano znacznie rzadziej niż obecnie, bo dopiero w 2005 r. wprowadzono dopłaty do jego produkcji na biopaliwa i zwiększono obowiązek dodawania tego komponentu w transporcie. Tylko zboża cały czas zajmują podobny obszar – ok. 75 proc. wszystkich zasiewów.
Zniknęły małe, wąskie zagony przydomowych upraw, gdzie każdy rolnik miał trochę tego i owego, bez potrzeby robienia zakupów w sklepie. Dziś po szerokich polach jeżdżą traktory w wersji mercedesa, czasem nawet sterowane elektronicznie, bez kierowcy.
Kiedy 30 lat temu przejeżdżało się przez byle wioskę, widać było przy każdym obejściu choć jedną krowę, kury chodzące po podwórku, świnie wyglądające z chlewika, czasem owce. Dziś w wielu wioskach nie ma ani jednego zwierzęcia hodowlanego. Są za to takie gospodarstwa, które mają po kilkaset krów lub po parę tysięcy świń czy kilkaset tysięcy kur. Krów mieliśmy 5 mln, teraz mamy 2,5 mln. Ale dają dziś więcej mleka, niż kiedy było ich dwa razy więcej, i to mleka wysokiej jakości, dobrze potem przetwarzanego. Polska stała się wielkim producentem masła, mleka w proszku, serów, twarogów, śmietany.
We wsiach, w których 30 lat temu mieszkało np. 50 rolników, dziś jest ich pięciu-siedmiu. Łatwo ich poznać, przed ich domami stoją maszyny rolnicze. Reszta domów należy do osób, które tylko biorą dopłaty, a niczego nie uprawiają. Na wsi pojawili się też nowi sąsiedzi, którzy przenieśli się tu z miasta – lekarze, przedsiębiorcy, artyści. Ci nowi są zwykle największymi przeciwnikami rolników, którzy chcą rozwijać swoje gospodarstwa – przeszkadzają im wiejskie zapachy: z obory, z chlewni, kurnika czy z pola, na które ktoś wywiózł obornik. Założenie nowej chlewni jest często skrajnie trudne, bo sąsiedzi skutecznie protestują.
Od wejścia do Unii zrobiliśmy milowy krok z wielkim przeskokiem. Nasze wysokotowarowe gospodarstwa są często znacznie lepiej wyposażone niż na zachodzie Europy. Mechanizacja, a nawet robotyzacja, jest na wyższym poziomie niż przeciętnie w Niemczech, Francji czy Belgii.
Wszystko to zawdzięczamy środkom Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich, czyli popularnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 – 2013 i 2014 – 2020. To właśnie te fundusze dały impuls epokowym zmianom, które dokonały się na lubuskiej wsi.
Przez 16 lat nadzorowałem te fundusze w naszym regionie. Dzięki dobrej współpracy z wójtami i burmistrzami lubuskich gmin – zakontraktowaliśmy prawie miliard złotych. Efekty tych inwestycji widzicie Państwo każdego dnia, jadąc do pracy drogami, zrealizowanymi w ramach funduszy PROW, korzystając ze świetlic, które powstały w ramach funduszy PROW czy też pijąc wodę z kranu, która leci w tym kranie dzięki funduszom PROW.
Aby być na bieżąco ze wszystkim aktualnościami, dotyczącymi Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014 – 2020 w Lubuskiem, zapraszam na stronę internetową www.prow.lubuskie.pl bądź też proszę o bezpośredni kontakt z Departamentem Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich: [email protected] tel.: 68 456 52 25.
26
Poprzedni artykuł