W wieku 91 lat zmarł Józef Łosyk. W okresie PRL przewodniczył Radzie Narodowej Otynia, Nowej Soli i powiatu nowosolskiego.
W Nowej Soli mówiono o nim „ojciec miasta”. Od 1961 do 1970 pełnił funkcję przewodniczącego prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Do 1973 przewodniczył Powiatowej Radzie Narodowej. Rok później zaczął pracę w urzędzie wojewódzkim jako dyrektor wydziału zatrudnienia i spraw socjalnych. Z tego stanowiska awansował na wicewojewodę, którym był do roku 1991, gdy przeszedł na emeryturę.
– Pan Józef Łosyk to wizjoner, człowiek czynu i szlachetnego serca – wspomina Tadeusz Gabryelczyk, były prezydent Nowej Soli i były starosta nowosolski. – To był człowiek ciepły, o dużych horyzontach. Na pewne sprawy patrzył bardzo szeroko – mówi. I przypomina: – Za wielkie zasługi dla naszej lokalnej społeczności, na wniosek zarządu miasta, który miałem przyjemność kierować, 14 września 2001 rada miasta nadała panu Józefowi Łosykowi tytuł Honorowego Obywatela Miasta Nowej Soli.
Gabryelczyk podkreśla też, że duży wpływ na rozwój Nowej Soli w latach 70. i 80. miał duet Ziętek – Łosyk.
Ożywczy trend na ulicach
Ten pierwszy, Zygmunt Ziętek, m.in. były naczelnik miasta, tak wspomina kolegę po fachu. – Przede wszystkim kiedy tylko trafił do prezydium miejskiej rady narodowej w Nowej Soli, od razu zabrał się ostro do roboty. Zaczął robić porządki w mieście. Na czym one polegały? Ot np. na wyburzeniu wszelkich szpecących ogrodzeń na osiedlach, przy ulicach – opowiada. -Taki ożywczy trend można było w tej Nowej Soli zauważyć, ponieważ był, można powiedzieć, samorządowym aktywistą – dodaje.
Ziętek opisuje Łosyka takimi słowami jak życzliwy, twórczy, aktywny, koleżeński.
Gdy pytamy, czy pan Józef wyróżniał się swoją postawą w tamtych latach, pan Zygmunt bez zastanowienia przytakuje: – Tak, tak, tak…
– Można też o nim powiedzieć, że był duszą towarzystwa. Trzymały się go często rubaszne dowcipy, które może nie wszystkim podobały, ale bawiły towarzystwo – dodaje pan Zygmunt.
Zarówno Ziętek jak i Gabryelczyk podkreślają, że Łosyk brał udział w wielu ważnych inwestycyjne przedsięwzięciach. Przykład? Ot, choćby wiadukt w ciągu ul. Staszica. – Sam wiadukt był budowany w 1980, za moich czasów, ale w fazie projektowej przyczynił się do tego Łosyk – mówi Ziętek. – Swój palec dołożył też na pewno do tego, że została podjęta decyzja o budowie szpitala – dodaje.
Nawet dziś imponujące wydają się plany, jakie Łosyk miał względem Kaczej Górki. Amfiteatr, basen, a nawet wyciąg krzesełkowy na Harcerską Górkę. To wszystko było już na papierze. Zabrakło niestety pieniędzy.
Ojcowskie podejście
Warto też dodać, że przed okresem nowosolskim, Józef Łosyk związany był z Otyniem. Od 1959 do 1961 był tam przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej. Mimo, że to czasu odległe aż o sześć dekad, burmistrz Barbara Wróblewska podkreśla, że pan Józef żył sprawami gminy aż do swoich ostatnich dni.
– Stąd się wywodził, tutaj nabierał doświadczenia w zarządzaniu, to myśl o rozwoju tego miejsca zawsze zaprzątała mu głowę, o czym zdążyłam się przekonać od początku mojej pracy na stanowisku wójta i burmistrza – mówi. – Nie przypominam sobie drugiej tak żywo zainteresowanej życiem naszego samorządu osoby. To właśnie pan Józef interesował się podejmowanymi decyzjami, zachodzącymi zmianami, inwestycjami. Dzwonił, dopytywał, zapraszał na rozmowy, podczas których prosił, aby mu wiele wyjaśniać i w szczegółach opowiadać. Chcąc być na bieżąco, mniej więcej raz na kwartał razem z kolegą objeżdżał całą gminę. Wiem, że czytał naszą gminną gazetkę, a w lokalnej prasie wyszukiwał tekstów o Otyniu i sąsiednich sołectwach. Mimo wieku potrafił wzburzyć się, gdy trafił na słowa krytyki, które poruszały go, jakby dotyczyły jego samego – opowiada. – Nie zapomnę go. Jego ciepła, troskliwości i takiego… ojcowskiego podejścia – kwituje pani burmistrz.