Strona główna » Czeka na katastrofę

Czeka na katastrofę

przez imperia

Ireneusz Piszewski (61 l.) boi się, że jego dom pewnego dnia spadnie ze skarpy. Mieszkaniec Kiełcza twierdzi, że odkąd zamontowano mu spowalniacz pod domem ziemia niebezpiecznie szybko zaczęła się osuwać.
Ireneusz za płotem ma kilkumetrową skarpę i teren zalewowy Odry. To, co wydarzyło się w tym roku mocno go przestraszyło. – Skarpa tak znacząco się obsunęła, że zapadł mi się ogródek. Ziemia obniżyła się o 30 centymetrów. Zmiany postępują z miesiąca na miesiąc – mówi. Na zbocze dosypał gruz, ale to nic nie pomogło. – Wydaje mi się, że skarpa trzyma się tylko dlatego, że porastają ją bzy. Jak one puszczą, to wszystko się zsunie – mówi.
Ireneusz podejrzewa, że wszystkiemu winny jest próg zwalniający, który ustawiono przy jego domu. – Podskakują na nim ciężkie auta, które wiozą drewno z lasu. Ale także samochody osobowe. Widocznie drgania mocno oddziałują na ten teren – mówi mieszkaniec Kiełcza. 

W maju wysłał pismo do nadzoru budowlanego i gminy Nowa Sól. „Tempo zmian zachodzących na działce jest coraz wyższe, wyraźnie osiada grunt i niebezpiecznie zbliża się do domu. Na domu występują już pęknięcia” – napisał. [paywall]
– Byli ludzie z nadzoru, ale powiedzieli, że oni nie zajmują się skarpami – opowiada Ireneusz. Gmina nic nie odpisała.
Ireneusz jest na rencie. Mieszka z 84-letnią matką, która nie może chodzić.
– Nic tylko czekać na katastrofę. Aż dom zleci mi ze skarpy – mówi.
 
Odbijanie piłeczki
  Temat na ostatniej sesji poruszył Zbigniew Ogrodniczuk, radny z Kiełcza.
– Jeżeli nikt nie pomoże tym ludziom, to za jakiś czas może dojść do katastrofy. Na kolejnej posesji rozebrano budynek gospodarczy i gruzem zabezpieczono zbocze, żeby się nie osuwało. Ale ten pan sobie sam nie poradzi. On jest na rencie. Opiekuje się schorowaną mamą. Oni się boją tam mieszkać, bo za chwilę ich dom się zawali – ostrzegał radny.  
– Problem jest mi znany. Interweniował w tej sprawie były radny powiatowy Mirosław Olejniczak. Organem właściwym do rozwiązania tego problemu jest starostwo i nadzór budowlany. Mam nadzieję, że starosta pomoże temu panu – stwierdziła Izabela Bojko, wójt gminy Nowa Sól. Nam poradziła, żebyśmy napisali do Wód Polskich.
Jarosław Garbacz, rzecznik prasowy wrocławskiego oddziału Wód Polskich poinformował nas, że w Kiełczu byli już specjaliści z nadzoru wodnego w Nowej Soli. Stwierdzili, że nie mogą pomóc Ireneuszowi, bo skarpa znajduje się na prywatnej działce.
„Sąsiadujący z nią w odpowiedniej odległości naturalny teren zalewowy, na którym średnio raz na dekadę pojawia się woda, według oceny naszych fachowców, nie ma żadnego wpływu na stan skarpy. Podobnie jak zakończona w 2019 roku inwestycja przeciwpowodziowa chroniąca prawie 1000 mieszkańców Kiełcza i powiatu nowosolskiego, prowadzona przez Wody Polskie, której zasięg realizacji obejmował teren oddalony od przedmiotowej posesji o ponad 100 metrów” – napisał nam J. Garbacz. 
Usuną garb?
„Właściciel posesji sam twierdzi, że kłopotem są przejeżdżające w pobliżu pojazdy, wywołujące drgania na jego nieruchomości oraz zamontowany tam próg spowalniający. Wobec tego rozwiązaniem sprawy powinny zająć się powołane do takich celów miejscowe organy” – radzi rzecznik.
M. Olejniczak w sprawie spowalniacza był już w starostwie. – Cały problem zaczął się od momentu, gdy zamontowano garb. Nie powinno go tam być, bo tą drogą jeżdżą autobusy. Czekamy teraz na odpowiedź nadzoru budowlanego, który być może każe usunąć spowalniacz – mówi były radny.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz