Strona główna » Nie ma sprawcy i odszkodowania

Nie ma sprawcy i odszkodowania

przez imperia

Trzy miesiące temu ktoś wjechał w toyotę Edwarda i uciekł. Auto wciąż czeka na naprawę, bo Edward nie może uzyskać odszkodowania, a policja ma problem z ustaleniem sprawcy.
Zdarzenie miało miejsce 28 maja przy ul. Piłsudskiego w Nowej Soli. Edward (69 l.) akurat dojeżdżał do ronda. Nagle poczuł uderzenie. Okazało się, że w tył jego auta wjechał kierowca audi.
– Wysiadł z samochodu i powiedział, że się dogadamy. Ale po chwili gdzieś zadzwonił. Patrzę co on robi, a on wsiadł do auta, wycofał i w długą. Dobrze, że zdążyłem zapisać tablice rejestracyjne – opowiada Edward.
Policjanci spisali protokół i obiecali, że znajdą sprawce. Edward w tym czasie oddał auto do serwisu. Mijały tygodnie i nie miał żadnej informacji z policji. Wsiadł na rower i pojechał na komendę.
– Musi pan być cierpliwy, sprawa jest w toku – powiedzieli. Udało mu się ustalić numer polisy auta, które w niego uderzyło.
– Zgłosiłem się tam ze szkodą, ale powiedziano mi, że procedura odszkodowawcza może ruszyć dopiero wtedy jak policja przyśle niezbędne informacje – opowiada Edward.
List do komendanta
– Mijały kolejne tygodnie i nic w sprawie się nie działo – mówi Edward. W połowie lipca stracił cierpliwość i napisał list do Grzegorza Karpińskiego, szefa nowosolskiej policji. [paywall]
„Firma ubezpieczeniowa Uniqa w Warszawie nie może przystąpić do wypłaty odszkodowania ponieważ nie ma protokołu zdarzenia z policji. Ja jestem uziemiony, samochód jest mi potrzebny do użytku własnego. Proszę o przyśpieszenie mojej sprawy” – napisał.
Przyszedł też do naszej redakcji. – Minęły dwa miesiące a policja nie może namierzyć sprawcy kolizji, chociaż podałem im numery rejestracyjne wozu. Na rondzie był też monitoring – denerwował się.
W komendzie dowiedzieliśmy się, że firma ubezpieczeniowa 14 czerwca przysłała zapytanie o zdarzenie z ul. Piłsudskiego.
– Wysłaliśmy wszystkie dokumenty niezbędne do wypłacenia odszkodowania – zapewnia Justyna Sęczkowska, rzecznik nowosolskiej policji.
Ubezpieczyciel otrzymał m.in. notatkę ze zdarzenia i informacje o samochodach. Pytał też o stan trzeźwości sprawcy, ale ten się oddalił, więc policja nie miała informacji na ten temat.
Wizyta u komendanta 
Do dziś nie wiadomo, kto wjechał w auto Edwarda. Po numerze rejestracyjnym policja szybko doszła kto jest właścicielem audi. Okazało się, że to kobieta. Wezwano ją na komendę, ale odmówiła wskazania sprawcy. Grozi za to mandat 8 tys. zł, ale funkcjonariusze postanowili wysłać sprawę do sądu. Tam grzywna może dojść do 30 tys. zł. Nagrania ze zdarzenia nie ma. Kiedy policjanci zgłosili się po nie do straży miejskiej okazało się, że kamera na rondzie nie działała.
Edward zadzwonił do ubezpieczalni. Potwierdzono mu, że policja przesłała komplet dokumentów, ale odszkodowania nie wypłacą dopóki nie zakończy się sprawa w sądzie. Wsiadł na rower i pojechał do sądu. Okazało się, że w ogóle jej tam nie ma. Pojechał więc do komendanta policji.
– Spytałem go, czy gdyby w jego auto ktoś uderzył i uciekł to też tak długo trwałoby ustalenie sprawcy. Tylko się zaśmiał. Obiecał mi, że w tym tygodniu do sądu pójdzie wniosek o ukaranie właścicielki – opowiada Edward.
Od zdarzenia minęły już trzy miesiące. – Jestem bezradny. Auto czeka na naprawę, a ja wszędzie muszę jeździć rowerem. A wszystko dlatego, że jakaś cwaniara nie chce powiedzieć kto jechał jej autem – denerwuje się Edward. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz