Strona główna » Ropa w wodzie, a prezydent rozdaje cukierki

Ropa w wodzie, a prezydent rozdaje cukierki

przez imperia

Wycieki ropopochodnych substancji z terenu terminalu Orlenu w Nowej Soli do kanału portowego przy Odrze pojawiają się od lat. Nasiliły się w marcu. Wtorkowy wyciek był największy. Dlaczego od 2017 roku nikt nie zawiadamiał w tej sprawie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska?
Coś się dzieje nad Odrą – alarmuje nas we wtorek (6.12) przed południem czytelnik z Nowej Soli. Biegniemy do portu. Na moście czujemy swąd ropy. Na kanale pod mostem dostrzegamy wielką plamę. Z minuty na minutę rośnie…
Po chwili przyjeżdżają strażacy nowosolskiej PSP z komendantem Tomaszem Duberem na czele. Przyjeżdżają też policjanci. Na miejscu pojawia się Mirosław Ganecki, czyli Lubuski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. I przedstawiciel Wód Polskich.
Służby postawił na nogi wędkarz z nowosolskiego koła numer 2. To on jako pierwszy zauważył plamę. – Od rana ciągnęła się do tamtych słupków – wskazuje na oddaloną o 200 metrów przystań. – Pan tu wędkuje i je te ryby? – pytamy. – Jeść? Nigdy w życiu!
Strażacy bronią Odry
Między brzegami kanału strażacy [paywall] rozciągają specjalny rękaw, żeby toksyczne substancje nie przedostały się do rzeki. – Plama jest na tyle duża, że istnieje takie zagrożenie – potwierdza nam komendant Duber.
Wśród strażaków słychać głosy, że to nie jest pierwszy taki przypadek w tym kanale, że ropa wycieka od wielu lat. Strażacy w przeszłości interweniowali w kanale przynajmniej kilkukrotnie.
– Przed laty naszych interwencji było tam rzeczywiście więcej – potwierdza Sebastian Olczyk, oficer prasowy PSP.
Gleba nasączona od dawna
Plama i smród ropy prowadzą nas na teren nowosolskiego terminalu Orlenu. Dostrzegamy tam Dawida Latosiego, szefa terminalu, jak pochyla się nad kanałem. – To plama historyczna, poniemiecka – broni się.
Paliwa w tym miejscu składowane są podobno od XIX wieku. Ziemię nasączoną od dziesięcioleci ropą odgradza od kanału tama przeżarta rdzą, która pęka. Coraz częściej pojawiają się nieszczelności.
– Na terenie zakładu gleba jest zanieczyszczona odpadami ropopochodnymi – potwierdza Joanna Pietraszak, rzeczniczka WIOŚ. – Są to zanieczyszczenia historyczne. Bazę paliw oddano tam do użytku w 1945 roku i te zanieczyszczenia gromadziły się latami. Nikt tego wówczas nie kontrolował.
Poprzednie zgłoszenie 5 lat temu
Od urzędników i strażaków, którzy przybyli na miejsce, dowiadujemy się, że ropa wycieka od wielu lat. – I jest o tym cicho, tak jakby sprawa była tuszowana – komentują ludzie.
Grudniowe zgłoszenie do WIOŚ było pierwszym od kilku lat.
– Poprzednie zgłoszenie mieliśmy w 2017 roku, od straży miejskiej – informuje nas Pietraszak. – Inspektorzy WIOŚ pobrali dwie próby do badań – kontynuuje Pietraszak. – Wtedy nie stwierdzono przekroczeń badanych parametrów.
Zdaniem Pietraszak, działania są podejmowane. – W 2017 roku wysłaliśmy zapytanie do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, co w związku z wysiękami, które mają podłoże historyczne. Dostaliśmy informacje, że prowadzone są działania zmierzające do usunięcia zanieczyszczeń.
RDOŚ dał Orlenowi czas do końca 2023 roku. Podkreślają, że proces jest długofalowy, że skomplikowany…
Półtora roku temu przy zardzewiałej tamie pracowali nurkowie. Fragment tamy ogrodzili wtedy specjalnymi rękawami. To jednak prowizoryczne zabezpieczenie.
Szykują kolejną katastrofę?
Tymczasem jeden z urzędników informuje nas, że ropa z różnym natężeniem cieknie od 25 lat. Kolejny informuje, że od marca ropa cieknie niemal bez przerwy. Urzędnicy proszą o anonimowość.
– Nie rozumiem, dlaczego Orlen, miejskie władze i urzędnicy różnych instytucji nie potrafią tego zatrzymać – denerwuje się jeden z rozmówców. – Niby tłumaczą to brakiem zgód, porozumień, dokumentacji, pieniędzy… Jasne, na projekt i uzgodnienia można czekać na przykład trzy miesiące. Ale nie latami! To przecież ropa, toksyczna substancja! Mieliśmy już w tym roku katastrofę na Odrze. Szykują nam kolejną!?
Zdaniem wędkarza, który wszczął alarm, poprzednie wycieki nie były tak duże, jak ten wtorkowy. Ale były. Wtedy nikt nie zakładał rękawów oddzielających kanał od Odry. Możliwe, że toksyczne substancje wpływały do rzeki. I nikt nie reagował. Nawet władze miasta. Z pęknięć w zardzewiałej tamie wyciekały do portu ropopochodne substancje, a miasto nic z tym nie robiło, od 2017 roku nie wysyłało alarmów do WIOŚ.
We wtorek, gdy zagrożenie skażeniem było w kanale największe od lat, rozglądaliśmy się po całej okolicy, szukając prezydenta Jacka Milewskiego. Nie znaleźliśmy prezydenta w porcie. W tym czasie dbał o swój piar i propagandę. Spacerował ulicami miasta w towarzystwie najwierniejszych radnych, w czapce Mikołaja, z workiem cukierków, którymi częstował mieszkańców. A Ewa Batko robiła Milewskiemu fotki.
To przecież bogata firma
– Jestem w kontakcie z prezydentem, żeby jakieś koncepcje opracować dla nabrzeża – w tym momencie Latosi zaznacza, że rozmawiali o tym już jakiś czas temu. Podkreśla też, że nabrzeże, owszem, podlega Orlenowi, ale o kanał portowy, do którego wycieka ropa, powinno zadbać miasto.
– Orlen, to bogata firma! Nie stać was na zamontowanie skutecznych zabezpieczeń? – pytamy Latosiego.
– Działam z tym od półtora roku, a pracuję tu trzy lata – odpowiada. – Zrobiłem tyle, ile mogłem. Chcę współpracować z urzędem miasta, bo, póki co, mamy tu trochę dziki teren.
Kontrola w toku
We wtorek strażacy rozłożyli przy przeciekającej, zardzewiałej tamie zapory płaszczowe.
Inspektorzy WIOŚ pobrali trzy próby. Są badane pod kątem substancji ropopochodnych.- Kontrolę rozszerzymy o gospodarkę wodno-ściekową – zapowiada Pietraszak z WIOŚ.- Kierownictwo zakładu zobligowaliśmy do zastosowania w trybie pilnym środków neutralizujących. Wiemy, że zakład zawarł już umowę z firmą, która przy pomocy płetwonurków do końca grudnia 2022 roku zaślepi najbardziej newralgiczne miejsca wysięku – kwituje Pietraszak. To jednak wciąż tylko działania doraźne. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz