– Ksiądz biskup z naszej wsi pochodzi, był u nas książę Portugalii, a teraz mamy Marcina – cieszą się mieszkańcy Ługów w gminie Otyń. Marcin Oleksy, ich sąsiad, ampfutbolista, jest pierwszym Polakiem w historii, który odebrał nagrodę FIFA The Best za bramkę roku!
Powiedzieć, że miniony tydzień był dla Marcina szalony, to jak nic nie powiedzieć. W poniedziałek z rąk Alessandro Del Piero odebrał w Paryżu, na gali FIFA, nagrodę za najpiękniejszą bramkę roku, którą strzelił w meczu PZU Amp Futbol Ekstraklasy ze Stalą Rzeszów. Zwycięstwo dał Marcinowi, zawodnikowi Warty Poznań, piękny strzał z przewrotki. Podparty na jednej kuli, w listopadzie 2022 roku pokonał bramkarza rywali, a w poniedziałek, w trakcie paryskiej gali, w pokonanym polu zostawił takie tuzy, jak Richarlison i Dimitrii Payet. Brazylijczyk jest napastnikiem w angielskim klubie Tottenham Hotspur (kupili go za 73 miliony euro), a Francuz jest pomocnikiem w klubie Olympique Marsylia. Oklaskiwali Marcina. Brawo bili też między innymi Messi i Mbappé.
„Uniosłem się na ramionach…”
Marcin w poniedziałek [paywall] odebrał nagrodę, a już we wtorek wrócił samolotem do Polski. Wylądował w Warszawie. Tam czekał tłum dziennikarzy. Na konferencji prasowej w siedzibie PZU Marcinowi wręczono czek na 100 tysięcy złotych.
– Myślę, że pomogło moje zaangażowanie na treningu i na boisku – mówił w trakcie konferencji w stolicy, opisując drogę do sukcesu. – Chłopaki mi zaufali, zauważyli, że mi zależy na tym, żeby rozwinąć amp futbol. Nie przyszedłem tu dla zabawy, przyszedłem zrobić wielkie rzeczy i dzisiaj jesteśmy tego świadkami.
Marcin, budowlaniec, kiedyś piłkarz Korony Kożuchów, mówił w Warszawie o wypadku. To było ponad dziesięć lat temu. Pojechał do pracy. Nadjechał maluch… – Byłem świadomy tego, co się stało. Jak uniosłem się na ramionach, to widziałem, co się stało z nogami…
Był już wtedy związany z Eweliną, swoją partnerką. – Zadzwoniłem do niej (…). Zacząłem ją przepraszać. Wiedziałem, że jest w ciąży. Przez chwilę przeszła mi myśl, że ją zawiodłem. Ale była przy mnie, dążyła do tego, żebym się nie załamywał. To była osoba, dzięki której tutaj siedzę i mogę cieszyć się z tej nagrody.
„Żeby żyć dalej”
Kamil Oleksy, młodszy brat Marcina, też jest piłkarzem. Opiekował się dziećmi Marcina i Eweliny w czasie ich wyjazdu. – Zasiedliśmy na kanapie, żeby oglądać galę – opowiadał nam we wtorek, relacjonując poniedziałkową noc. – Przed galą rozmawiałem z bratem przez chwilę na Messengerze. Powiedziałem, żeby się tak nie stresował, żeby sobie wszystko poukładał w głowie i wyszedł na spokojnie. Na 99 procent przeczuwałem, że to się wydarzy, że Marcin wygra. Przecież ta bramka była niesamowita. Trzymałem z dzieciakami kciuki. Gdy powiedzieli „Marcin Oleksy”, to wybuchłem. Zaczęliśmy krzyczeć i skakać z radości. Łezka w oku też się zakręciła.
Kamil jest dumny z Marcina. Podziwia brata między innymi za determinację, z jaką podnosił się po wypadku. – To się stało dzień przed moimi urodzinami. Marcin był spóźniony do pracy. Ewelina powiedziała „skoro jesteś spóźniony, to nie idź”. Odpowiedział, że komuś obiecał. I poszedł… Kilka miesięcy później urodził się Tomek, syn Marcina. Myślę, że to była dla niego mobilizacja, żeby znowu normalnie funkcjonować, żeby żyć dalej.
„Widzisz, ile trzeba mieć siły?”
Marcin mieszka w Ługach po sąsiedzku z teściową – Elżbietą Rózik.
– Pochodzi z Nowej Soli, ale przed laty związał się z moją córką i zadomowił się u nas, a kilka lat temu z Eweliną zbudowali dom – opowiadała nam pani Elżbieta we wtorek. Pamięta doskonale to, co działo się z zięciem po wypadku. Pamięta trud, jaki Marcin włożył w to, żeby być tu, gdzie jest dzisiaj.
Gdy w poniedziałek odbierał w Paryżu nagrodę, to ze sceny zadedykował ją dzieciom (Tomkowi i Tosi) oraz Ewelinie. – Ona po wypadku robiła mu masaże, dawała zastrzyki przeciwzakrzepowe, przemywała rany, zmieniała opatrunki… – opowiadała nam pani Elżbieta. – Marcin nieraz płakał, pytał „dlaczego mnie to spotkało?”, rzucał protezą. Podnosił się z tej tragedii powoli. Droga do dzisiejszego sukcesu była ciężka. Przecież on wstał z wózka po to, żeby grać z Tomkiem, swoim synkiem, żeby tego syna trenować. On to zrobił dla niego…
Gdy Marcin odbierał nagrodę, pani Elżbieta obudziła wnuczkę. I oglądały razem. – Widzisz, ile trzeba mieć siły, ile samozaparcia – mówiła do wnuczki i płakała ze wzruszenia.
Biskup, książę, piłkarz
– Gratulacje! – krzyczeli kolejni sąsiedzi zza płotów, gdy we wtorek towarzyszyliśmy pani Elżbiecie w drodze do domu z kościoła, z wieczornej mszy. – Dziękuję, dziękuję – pozdrawiała sąsiadów. – Wszyscy mi gratulują zięcia – cieszyła się.
– Pani jest w telewizji! – krzyknęła jedna z sąsiadek.
– Ja? W telewizji!?
– Ależ oczywiście, w TVN!
Kilka godzin wcześniej pani Elżbieta udzieliła krótkiego wywiadu tej stacji, która przyjechała z kamerą do wsi Ługi (pierwszy raz w historii).
– Z naszej miejscowości pochodzi biskup ordynariusz zielonogórsko-gorzowski – podkreślali kolejni mieszkańcy Ługów, gdy pytaliśmy ich o sukces Marcina. – Był u nas książę Portugalii – mówili. – A teraz mamy Marcina – dodawali z dumą.
Wszyscy się teraz cieszą
Stefania Guz mieszka niedaleko, bo w sąsiedniej wsi Czasław, do której z Ługów jest rzut beretem. – Boże, tak płakałam – opowiadała nam we wtorek. – Oglądaliśmy całą rodziną – podkreśliła i wskazała na wnuków.
Wiktor ma dziewięć lat. Trenuje piłkę nożną. Lubi stać na bramce. Jego starszy brat Aleksander ma 14 lat. Też trenuje, gra na obronie, na Orliku. Marcin jest teraz idolem tych chłopaków. Gdy odbierał nagrodę, Alek aż skakał z radości. – Ale super! – skomentował nam sukces słynnego sąsiada.
– Byłam akurat w kuchni, jak starszy wnuk i mąż zaczęli krzyczeć z radości – opowiadała pani Stefania. – Mąż krzyczał najgłośniej. I ja też z tej radości zaczęłam wtedy krzyczeć. Dzisiaj znowu patrzyłam w telewizor, bo cały dzień, we wszystkich stacjach, mówili o Marcinie.
Renata Sabadach również płakała i krzyczała. – Chyba każdy, kto ma jakieś uczucia, płakał – skomentowała nam. – Wszyscy jesteśmy dumni, ogromne przeżycie. Marcin jest inspiracją dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla młodzieży z małych wiosek.
„Chwała i gloria dla niego!”
Violetta Domin, sołtyska Ługów, pamięta, że w trakcie transmisji we wsi nie było żywej duszy. – Ludzie siedzieli w domach i oglądali – opowiadała nam we wtorek. – Czułam, że wygra. On na to zasłużył. On ma taką determinację w sobie… Powinniśmy brać przykład!
Pani Violetta chciała skrzyknąć ludzi, żeby zorganizować Marcinowi i Ewelinie spontaniczne powitanie. Ale okazało się, że z powodu licznych wywiadów i wizyt w telewizjach, na ich powrót trzeba będzie poczekać przynajmniej do środy, dlatego sołtyska porzuciła te plany. – W kwietniu, gdy będzie już ciepło, zorganizujemy na cześć Marcina turniej – zapowiedziała. – Marcin jest w wieku moich synów, więc kibicuję mu, jakby był moim synem. Znałam kiedyś jego ojca i kuzynów, bo mieszkaliśmy w sąsiednich wioskach. Chwała i gloria dla niego!
21
Poprzedni artykuł