Strona główna » Świąteczne i noworoczne marzenie Ukraińców: Żeby skończyła się wojna

Świąteczne i noworoczne marzenie Ukraińców: Żeby skończyła się wojna

przez imperia

Ukraińców, którzy mieszkają w Polsce, pytamy o przygotowania do świąt, o świąteczne i noworoczne marzenia, o przyszłość.
Tekst przygotowały studentki drugiego roku dziennikarstwa UZ: Klaudia Mazurek, Julia Lepak, Beata Roszak, Oliwia Białota, Paulina Prusinowska. Powstał w ramach programu mentorskiego Uczeń – Mistrz, w którym wzięliśmy udział. Realizowało go Stowarzyszenie Dziennikarzy Lubuskich ze studentami dziennikarstwa. Temat projektu: „Święta Bożego Narodzenia 2022: zwyczaje, alternatywy, nowości”.
 
Uniwersytet Zielonogórski. Sala wykładowa do nauki języków obcych. Doktor Magdalena Idzikowska uczy tu Ukraińców języka polskiego.
Dr Idzikowska: – Studenci mają zajęcia dwa razy w tygodniu, w weekend, po trzy godziny w sobotę i w niedzielę. Za nami dopiero dziesięć spotkań. Część osób jest po jednym kursie, część dołączyła do drugiego. Pisanie jest najtrudniejsze.
Kursanci:
Olga ma 25 lat. Do Polski przyjechała w marcu, z bombardowanego Charkowa. Tam pracowała jako doradczyni kredytowa i ubezpieczeniowa w salonie samochodowym. Tu pracuje na produkcji w Formuła Nova.
Olga: – Ciężko tutaj o pracę, bo trzeba znać język polski. W pracy zawsze o coś pytam, rozmawiamy o tym, co robili w weekend, co będą robić. To praktyka polskiego. Chodziłam do kina, ale są tylko napisy po polsku, a mówią po angielsku, więc jest ciężko. Ale czytam po polsku normalnie.
Rodion ma 31 lat. Przyjechał z Doniecka. Pracuje w Świebodzinie w Amazonie. Dojeżdża tam autobusem. W Ukrainie pracował jako inżynier technolog.
Rodion: – Wcześniej słabo znałem polski. Myślę, że chciałbym tutaj zostać na stałe i to bardzo ważne, żeby znać polski. Staram się. Zaczynałem od różnych sklepów, podchodziłem do kasy, mówiłem dzień dobry i prosiłem o reklamówkę. Później po trochę rozmawiałem z różnymi ludźmi, Polakami, i tak uczę się polskiego. Coraz więcej trzeba pisać i czytać książek, a jest tam dużo ciężkich słów. Ja lubię fantasy i nie wiadomo, o co chodzi. Zaczynam od komiksów z obrazkiem.
Denis ma 17 lat. Przyjechał z Bukowiny. Tam uczył się w liceum ukraińskim. Tu uczy się w zielonogórskim liceum nr 5, w klasie o profilu biologicznym.
Denis: – Ja uczę się polskiego, żeby pójść na studia, niekoniecznie w Zielonej Górze, ale gdzieś indziej. Na kierunek związany z językami, głównie angielskim.
Galina ma 31 lat. Przyjechała z Pawłohradu w obwodzie dniepropietrowskim. Tam miała swój gabinet stomatologiczny. Tu do niedawna pracowała w gabinecie w Aldemedzie. Straciła pracę, bo za słabo zna język polski.
Galina: – Język potrzebny jest w pracy, żeby mówić po polsku i dobrze obsługiwać pacjentów. Kto przyjdzie do lekarza, który nie rozumie? Nikt. Pracowałam w Aldemedzie. Teraz nie pracuję. Jest mi trochę przykro. Szukam pracy w swoim zawodzie. Lepiej mi zapamiętać słowa i wyrazy w pracy. Teraz przyjaciółkę proszę, żeby do mnie dzwoniła, rozmawiamy jak minął dzień, jak zjeżdżałam na urlop do Ukrainy, o przygotowaniu obiadu, o poszukiwaniach mojej pracy.
*
Pytamy: Jak tu dojechaliście?
Galina: – Jechałam samochodem do kordonu (wojskowego – red.), a potem autobusem do Krakowa, a z Krakowa do Zielonej Góry.
Olga: – Jechałam samochodem do Tarnopola, potem autobusem do Krakowa i Zielonej Góry.
Denis: – Jechałem busem do polskiej granicy i od razu do Zielonej Góry.
Rodion: – Jestem tutaj w sumie trzeci lub czwarty rok.
Z kim lub do kogo przyjechaliście do Polski?
Olga: – Do siostry. Mieszka tutaj siedem lat.
Galina: – Przyjechałam do Polski razem z dziećmi. Jest tutaj siostra z mężem.
Denis: – Przyjechałem z siostrą i jej koleżanką.
Rodion: – Przyjechałem razem z dziewczyną do pracy i zostałem tutaj. Podoba mi się mieszkanie tutaj.
Zbliżają się święta. Z kim usiądziecie do stołu?
Olga: – Z siostrą, jej mężem i siostrzeńcem. Będzie przygotowany stół z jedzeniem. I też może we Wrocławiu, żeby pooglądać rynek i centrum.
Rodion: – Planujemy w Boże Narodzenie razem z dziewczyną pojechać do Wrocławia na jarmark. Nowy Rok spędzimy razem z kolegami, przyjaciółmi, na pewno w Zielonej Górze.
Denis: – Siostra jest w Anglii. Mieszkam z mamą. Koleżanka, z którą przyjechaliśmy, nie wiem gdzie jest, a ojciec mieszka niedaleko od nas. Myślę, że się uda spotkać w święta.
Galina: – Przyjaciółka zaprasza mnie na święta. Mówi, żebym zabrała dwójkę swoich dzieci  i przyjechała do niej. Syn ma sześć lat, a drugi trzy. Starszy to Kyrylo, a młodszy Tymofil.
Macie tu znajomych?
Olga: – W pracy mam, ale żeby po pracy spotykać się z polskimi znajomymi, to nie. Trochę to trudne, bo Polakom łatwiej jest spotykać się z polskimi znajomymi, niż z Ukrainką. Bo nie umiem rozmawiać bardzo dobrze. Trochę jest bariera.
Rodion: – Mam znajomych Polaków. Spotykamy się często w pracy, w weekendy jest ciężej, bo są z różnych miast.
Jak możecie spędzić święta w Polsce?
Denis: – Zwiedzać miasto. Razem z moją klasą mamy jechać do Wrocławia na Jarmark Bożonarodzeniowy. Będziemy jechać 17 grudnia.
Jak spędzaliście święta i Nowy Rok w Ukrainie?
Rodion: – U nas Boże Narodzenie jest 7 stycznia. Najgłówniejsze święto to Nowy Rok.
Olga: – Imprezy z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi.
Galina: – Dużo jedzenia.
Rodion: – Przebywamy z rodziną do dwunastej w nocy, a potem spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi.
Denis: – U nas na świętach jest bardzo dużo gości, nie wiem jak u was, ale u nas bardzo dużo.
Olga: – Zjeżdżamy się do babci, do rodziny. U nas zawsze wszystkiego dużo, duży stół, dużo jedzenia i dużo rodziny.
Galina: – Każdy przynosi coś od siebie.
Rodion: – Zawsze są różne sałatki.
Denis: – Na Boże Narodzenie zawsze jest dwanaście potraw, zawsze to samo.
Rodion: – Ryba, mięso, sałatki, kanapki z kawiorem. Tutaj jest za drogo, a u nas kawior jest tani. Najpopularniejsza sałatka jest z marchewką, groszkiem, ziemniakami, kiełbasą, majonezem i sałatka z paluszkami krabowymi, ryżem, jajkiem, majonezem, kukurydzą, ogórkiem.
Jakie są zwyczaje świąteczne i noworoczne w Ukrainie?
Rodion: – Fajerwerki.
Olga: – 6 stycznia dziewczynki przebierają się i śpiewają kolędy, przychodzą do domu. Chodzimy do babci, do dziadka, wujków, kuzynów, znajomych, Kolędnicy odwiedzają ludzi, mają kolorowe przebrania.
Rodion: – 14 stycznia mężczyźni chodzą po domach i śpiewają, składają życzenia i sypią kaszę na szczęście.
Galina: – Dobrymi oznakami jest to, gdy mężczyzna pierwszy przekroczy próg domu. Dzieciom daje się cukierki, coś słodkiego, pieniądze.
Denis: – Na Bukowinie wszyscy są świąteczni, lubią tam obchodzić święta.
Galina: – Na Ukrainie jest pasterka, śpiewa chór.
Czekaliście zawsze na święta w Ukrainie?
Galina: – Dwa, trzy dni przed Nowym Rokiem szykowałam szybko prezenty. Wszystko na szybko.
Olga: – Tutaj trzeba zrobić zakupy wcześniej, a na Ukrainie sklepy otwarte w weekendy. Zawsze robiło się to przed świętami, trzy dni przed do sklepu.
A teraz? Myślicie o świętach, czy na ostatnią chwilę się zrobi?
Olga: – Przed samymi świętami. Nie ma czasu na to. Codziennie pracuję osiem godzin, a po pracy robię zakupy, gotuję, uczę się po polsku. Na weekend idę do kawiarni, czy do kina, czy pospacerować, chodzę na kursy.
Da się stworzyć teraz atmosferę świąt?
Olga: – Przed świętami trzeba zrobić i choinkę i zakupy, ale teraz jeszcze nie.
To, że idziecie na zakupy i możecie ubrać choinkę… Czy to pomaga?
Olga: – Pomaga, żeby był nastrój.
Denis: – Mniej więcej pomaga.
Co was najbardziej cieszy w okresie świąt?
Denis: – Rodzina. Uważam, że jest ważna dla każdego. W obwodzie został dziadek i babcia. Dzwonimy do siebie każdego dnia.
Galina: – Prezenty, nie tylko dostawanie, ale dawanie prezentów, gdy widzę, że ktoś jest uśmiechnięty i szczęśliwy, że coś dostanie.
Olga: – Dla mnie ważna jest rodzina, ale niestety mama i tato zostali na Ukrainie. Dzwonię do nich, w święta też będę dzwonić. Podoba mi się zima, śnieg, choinka, światełka.
Rodion: – Spotkanie się ze znajomymi i przyjaciółmi, prezenty, choinka, ozdoby i światełka, śnieg na dworze.
Macie świąteczne marzenia?
Olga: – Żeby wojna się skończyła. Żeby mówić po polsku.
Galina: – Dobrze płatna praca. Żeby rodzice przyjechali do Polski. Oni zostali w okupowanym mieście, Berdiańsku, nie mogą stamtąd wyjechać. W marcu mogli wyjechać, ale nie chcieli zostawiać mieszkania. Mama jest lekarzem stomatologiem, tato jest na emeryturze. Mój brat jest wojskowym, jest stomatologiem, ale poszedł walczyć na froncie. Mój mąż też przebywa na Ukrainie, jest wojskowym i opiekuje się naszym krajem.
Denis: – Chciałbym chociaż raz wrócić na Ukrainę i zobaczyć kogoś znajomego, albo żeby rodzice wrócili.
Olga: – Rodzice nie chcą wyjechać z domu, bo jak tutaj rozmawiać po polsku i znaleźć pracę? Tęsknię też za przyjaciółmi. Jeśli skończyłaby się wojna, to pojechałabym do przyjaciół.
Czego wam brakuje najbardziej? Za czym tęsknicie?
Olga: – Rodzina.
Rodion: – Za domem, za tym, co tam zostawiliśmy, rodzinę, przyjaciół.
Denis: – Wygodny dom.
Czym jest dla was dom?
Olga: – Dobra i fajna atmosfera, ciepło, dobra energia, pozytywna, miejsce, w którym chcesz zostawać w czasie wolnym.
Denis: – Twoje miejsce i obywatelstwo, do którego jesteś przyzwyczajony.
Co jest najtrudniejsze w Polsce?
Galina: – Znalezienie pracy, mieszkania.
Olga: – Teraz znalezienie mieszkania jest trudne, jest dużo ludzi, Ukraińców, wszyscy szukają mieszkania.
Galina: – Można sobie poradzić, jak się ma dobrą pracę. Jak ma się przyjaciół z Polski – to może pomóc w znalezieniu mieszkania. Ja tak znalazłam.
Denis: – Nie ma większych trudności oprócz nauki języka i ogólnej wiedzy. Na początku w szkole było ciężko, bo nie było tej ogólnej wiedzy. Teraz więcej się komunikuję, więcej rozumiem, uczę się i jest łatwiej.
Co myślicie o przyszłości?
Galina: – Żeby znaleźć dobrą pracę.
Olga: – Że znajdę tutaj pracę, będę mówić dobrze po polsku i znajdę mieszkanie.
Myślicie o powrocie?
Olga: – Na początku tak, ale teraz nie, bo ciężko myśleć o przyszłości i powrocie. Tylko myślę, żeby ułożyć sobie tutaj życie. Myślę teraz, co mogę robić z życiem.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz