Strona główna » Dziołchy pierwsza klasa

Dziołchy pierwsza klasa

przez imperia

Koło Gospodyń Wiejskich ze Studzieńca czeka na ostateczne wyniki konkursu pod patronatem Agaty Dudy. Jeśli wygrają, wieś odwiedzi Pierwsza Dama. O „dziołchach”, które nakarmiły prezydentową, rozmawiamy z Marleną Janicką, założycielką koła „Na obcasach” i sołtyską Studzieńca.
Jak było u Pierwszej Damy?
Bardzo przyjemnie. Sympatyczna i bardzo ciepła osoba, z którą miło się rozmawiało. Pytała o naszą miejscowość. Co mamy, czego nie mamy, co potrzebujemy… Zaproponowała nawet, że jak będziemy przeprowadzać jakąś akcję charytatywną, to nas wesprze. Mamy też otwarte drzwi do pałacu prezydenckiego.
Co zjadła z waszego menu?
Sińce pod białą pierzynką.
Co to takiego?
Ludzie mówią, że to szare kluski. Podaliśmy je z boczkiem i kiełbaską. Prezydentowa zjadła aż dwie sztuki. Powiedziała, że bardzo dobre.
A w jakich potrawach wybierała?
Każde koło, które zakwalifikowało się na konkurs musiało przygotować cztery potrawy z ziemniaka. Zaserwowałyśmy kotlet ziemniaczany z sosem grzybowym, oczywiście z grzybów z naszych lasów. Druga potrawa to było flagowe danie naszego koła czyli „Babka w leśnych smakach”. To babka ziemniaczana z sosem z dzika. Też naszego, bo koleżanka ma męża myśliwego.
I na to się nie skusiła?
Tam było 16 kół. Każde przywiozło po cztery dania, a ona w każdym musiała coś spróbować. Więc nie ma się co dziwić, że tylko skubnęła kawałek potrawy. Z tymi ziemniakami to było trochę zamieszania, bo potrawy trzeba było przygotować tu na miejscu i zawieźć do Warszawy. Namęczyłyśmy się, żeby były zjadliwe. Wzięłyśmy ze sobą mini piekarnik i masę podgrzewaczy. Chociaż o wiele większym wyzwaniem i tak było wymyślenie inscenizacji słowno-ruchowej. 
Trzeba było występować przed prezydentową? 
Na szczęście tylko przed jury, chociaż zaśpiewałyśmy jej fragment piosenki. Nie mamy doświadczenia w dożynkowych obrzędach, więc same taki wymyśliłyśmy. Rozsypałyśmy zboże wokół wieńca i zaprezentowałyśmy przyśpiewki, które same ułożyłyśmy. Opowiedziałyśmy naszą historię. „Koło ze Studzieńca wisi na obcasach, każdy w gminie powie dziołchy pierwsza klasa. Śpiewać nie umiemy, bo głosu nie mamy, poczuciem humoru za to nadrabiamy”.  Było osiem zwrotek i oczywiście nie zabrakło „oj dana, oj dana”. Całość dopełniła scena zbioru kłosów zboża i dzielenia chleba.
Nie było żadnej wpadki?
Na próbach wypadałyśmy lepiej. Tchu trochę brakowało, ale nie ma się co dziwić, bo noc była nieprzespana. O północy wyjeżdżałyśmy ze Studzieńca, a konkurs był następnego dnia rano. Ciężko było się przespać w autobusie. A od 6.30 było ustawianie stanowiska.
Widziałyście rywalki z innych województw?
Na występ przyjechałyśmy z koszem zboża, wieńcem i wysokim krzesłem nakrytym obrusem, więc trochę się przeraziłyśmy jak grupa, która występowała przed nami przez kilka minut wynosiła elementy scenografii. Jak ich zapytałam, czy długo jeszcze to odpowiedzieli, że to dopiero jedna trzecia. Jedno koło przywiozło płot i ściany z oknami obwieszone obrazami. Zrobiłam nawet zdjęcie. (Marlena pokazuje zdjęcie)
Widzę dwie babcie. Byłyście tam najmłodsze?
Chyba tak, bo nawet były takie komentarze, że przyjechały młode siksy wymalowały się, założyły szpilki i wygrały. Większość z nas to babki po 40-stce, więc jak nazywano nas młodymi siksami, to można sobie wyobrazić, kto reprezentował tamte koła. 
To stąd nazwa na „Na obcasach”? 
Była propozycja „Mamuśki”, ale powiedziałam, jakie „Mamuśki”, my jesteśmy młode i energiczne. I zostały te obcasy jako nasz znak rozpoznawczy. Nawet w logo mamy czerwoną szpilkę.   
I wy zawsze w czerwonych szpilkach?
Tylko jak warunki na to pozwalają. Jak jest festyn w terenie, to w obcasach byłoby kiepsko. Ale może te szpilki właśnie nas wyróżniły, przełamały stereotyp koła, w którym zasiadają babcie. 
Zostałyście laureatkami, ale co to znaczy? 
Jesteśmy na podium, ale nie wiemy jeszcze, które mamy miejsce. Tego dowiemy się na dożynkach prezydenckich, które odbędą się we wrześniu. Za pierwsze miejsce jest 10 tys. zł, ale jest też wizyta Pierwszej Damy we wsi, z którego pochodzi koło.
To dopiero byłoby wydarzenie w Studzieńcu…
Raczej problem.
Jaki?
Gdzie ją ugościć. Działamy w świetlicy po byłej szkole. Tam zmieści się maksymalnie 30-40 osób. Nie ma tam kuchni z prawdziwego zdarzenia, więc jak gotujemy na festyn czy konkurs, to spotykamy się w domach. To pokazuje naszą zaradność, ale z drugiej strony byłoby pewnie trochę wstydu. Burmistrz obiecał nam nową siedzibę i mam nadzieję, że dotrzyma słowa, bo w pobliżu świetlicy jest odpowiednie miejsce. Nie ma wyboru, bo jesteśmy teraz słynne i być może odwiedzi nas Pierwsza Dama. 
Jesteście młodym kołem, bez świetlicy, porządnej kuchni i babć, które mogłyby was nauczyć dożynkowych obrzędów, a mimo to świetnie sobie radzicie.
Ta siła chyba tkwi w naszej naturalności. Zawsze bije z nas energia. Gdzie byśmy nie pojechały, to ludzie mówią nam, że jesteśmy pełne życia, uśmiechnięte i wesołe. Jesteśmy też mistrzyniami robienia czegoś w 5 minut. Zaprzyjaźniłyśmy się, jedna drugą wspiera, a koło stało się naszą odskocznią od codziennego życia. Cieszymy się, że możemy coś razem stworzyć dla ludzi i to jest doceniane. Na dożynkach prezydenckich też wszystkich zaskoczymy i dołożymy pazur.
Dziękuję za rozmowę.

Marlena Janicka (w środku) cztery lata temu założyła Koło Gospodyń Wiejskich „Na obcasach” w Studzieńcu. Od czterech lata jest też sołtyską wsi.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz