Do wolontariuszki działającej w nowosolskiej organizacji zgłosiła się kobieta. Powiedziała, że chce oddać dwuletniego Barona. Organizacja Barona przyjęła, by poszukać mu nowego domu.
– Był zachipowany, dzięki czemu szybko zorientowaliśmy się, że w przeszłości to my go oddaliśmy do adopcji – komentuje Katarzyna Rydzak, przedstawicielka organizacji.
Wolontariuszki tej organizacji odkryły też smutny los, jaki spotkał Barona.
Tułaczy los
– Pierwsza właścicielka, która [paywall] wzięła od nas Barona, miała go przez jakiś czas – kontynuuje Rydzak.
Przy każdej adopcji wolontariuszki przedkładają dokument do podpisu. Pierwszy zapis w tym dokumencie brzmi, że nie wolno bez wiedzy wolontariuszek przekazać adoptowanego stworzenia w kolejne ręce.
– Ta kobieta oddała jednak Barona bez naszej wiedzy – zauważą Rydzak. – Wtedy Baron zaczął wędrować z rąk do rąk. Nie wiemy, ilu ostatecznie miał właścicieli po drodze, zanim trafił do ostatniej właścicielki, która przekazała go do nas. Na pewno przynajmniej trzech. Nie wiemy też, czy był oddawany, czy też może sprzedawany. A przecież w Polsce obowiązuje zakaz takiego handlu. Handlować mogą tylko zarejestrowane hodowle.
Jak wychowała, tak miała
Wolontariuszki, gdy dotarły do pierwszej właścicielki, od której rozpoczął się tułaczy los Barona, zapytały, dlaczego to zrobiła.
– Kobieta powiedziała nam, że zmieniło jej się życie, że musiała pracować osiem godzin dziennie, w tym czasie Baron siedział sam w mieszkaniu i sąsiedzi się skarżyli na hałas.
Rydzak jest oburzona takim tłumaczeniem.
– Przecież ta kobieta wzięła Barona, jak był malutki. Więc to ona wychowała Barona tak, a nie inaczej.
Dwie refleksje
Ta historia zrodziła w Rydzak dwie refleksje. Pierwsza?
– Psy adoptowane ze schronisk lub takich organizacji jak nasza są przez nowych właścicieli traktowane często gorzej od psów zakupionych z hodowli. Jestem przekonana, że ta kobieta, gdyby kupiła psa z hodowli, gdyby za niego zapłaciła, to nie oddałaby go tak lekką ręką – Rydzak dzieli się spostrzeżeniami.
Druga refleksja?
Rydzak: – Baron jest yorkiem, to bardzo popularna i pożądana rasa. Gdy niedawno wrzuciliśmy zdjęcie Barona na Facebooka i opisaliśmy jego tułaczy los, to pojawiły się komentarze od kilkudziesięciu osób, że chętnie go adoptują. Gdy przyszło do podpisywania ankiety, zostały już tyko trzy osoby. Ludzie boją się zobowiązań.
Happy end?
Koniec końców, w środę Baron miał trafić w ręce kobiety, która w przeszłości wzięła już jednego psiaka z nowosolskiej organizacji i psiak ma się dobrze. Chciała wziąć kolejnego.
26
Poprzedni artykuł