Policjanci są naciskani przez przełożonych, bo liczy się statystyka. „Zamiast skupiać się na służbie skupiamy się na tym, aby było co wpisać do tabeli, żeby pani komendant była zadowolona” – piszą policjanci. Nową komendant nazywają „królową mobbingu”.
Po tym jak opisaliśmy, że zielonogórska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie mobbingu w nowosolskiej komendzie do naszej redakcji przyszedł list. „(…) opisany przypadek, to przypadek jednostkowy tego, co dzieje się w komendzie Powiatowej Policji w Nowej Soli praktycznie codziennie” – napisali anonimowo „Policjanci i policjantki z KPP Nowa Sól”.
Forma kar dla funkcjonariuszy
W liście czytamy, że po zmianie kierownictwa w komendzie nasiliło się zjawisko „mobbingu”. Przypomnijmy, w marcu ub. roku na emeryturę odszedł komendant Grzegorz Karpiński. Jego miejsce zajęła Izabela Cul, którą do Nowej Soli przeniesiono z komendy w Goleniowie (woj. zachodniopomorskie), gdzie była zastępcą. Przypominają, że w tej jednostce, kilka miesięcy przez awansem I. Cul, doszło do tajemniczej śmierci policjanta, który strzelił sobie w głowę ze służbowej broni. Piszą, że sprawę zatuszowano tłumacząc jego zachowanie „problemami rodzinnymi”.
Z listu można się dowiedzieć, jaka atmosfera panuje w nowosolskiej komendzie. O I. Cul piszą, że jest „koleżanką” komendanta Jarosława Pasterskiego, szefa wojewódzkiej komendy i dzięki temu dostała awans. Autorzy listu stwierdzają, że za jej rządów doszło do „upodlenia” policjantów. Na czym miałoby ono polegać? Relacjonują, że w jednostce wprowadzono „formę kar dla funkcjonariuszy”.
„Nowa komendant postanowiła wszcząć postępowania dyscyplinarne dla policjantów wydziału dochodzeniowo-śledczego za przekroczenie terminów prowadzonych spraw. (…) na jednego policjanta przypada ponad 40 teczek akt i niemożliwością jest dla jednego człowieka rzetelnie i terminowo przeprowadzać wszystkie postępowania”. To postępowanie podobno nie ominęło naczelnik wydziału i jego zastępcy, którym za brak nadzoru potrącono 20 proc. dodatku służbowego. Podobno obaj z końcem lutego mają przejść na emeryturę. Ta sytuacja podobno przetrzebiła szeregi dochodzeniówki. Sygnaliści piszą, że jest tam w tej chwili najwięcej wakatów.
„Sytuacja nie ma się inaczej w wydziale kryminalnym, gdzie sprzymierzeniec pani komendant, naczelnik, z uwagi na jej ataki zaczął dokręcać śrubę swoim policjantom, którzy zgłosili sprawę o mobbing do prokuratury, ale pani komendant szybko rozwiązała problem powołując policyjnego psychologa, który zbadał atmosferę pracy i nie stwierdził żadnych nieprawidłowości. Kilku policjantów tego wydziału również napisało raporty o przeniesienie jak i o zwolnienie ze służby” – piszą autorzy.
Atmosfera strachu
W liście czytamy też, że „policjantom prewencji zarzucono małą ilość legitymowań, ujawniania sprawców na gorącym uczynku i nakazano dokonywać kontroli osobistej każdego napotkanego obywatela, aby ujawnić środki zabronione”, co miało na celu podniesienie statystyk. „Z powodu, że policjantom na służbie na drodze się po prostu nudzi i są nierobami”. Autorzy twierdzą, że w komendzie wprowadzono kartę rozliczenia ze służby, którą oni nazywają „kartą mobingową”. Do listu dołączyli wzór tej karty. Funkcjonariusze schodzący ze służby mają obowiązek ją wypełnić. Spowiadają się m.in. z tego, ile wykonali interwencji, ile osób wylegitymowali, ile wykonali kontroli drogowych, ile nałożyli mandatów, na jaką kwotę, ilu ukaranych zapłaciło terminalem. 
Policjanci tłumaczą, że to doskonały materiał porównawczy dla przełożonych, bo w przyszłości może posłużyć do wyciągnięcia konsekwencji wobec najmniej aktywnych. „Karta ma na celu wprowadzenie atmosfery strachu policjanci zamiast skupić się na służbie skupiają się na tym, aby było co wpisać do tabeli, aby pani komendant była zadowolona. Pani Izabela na takich kartach dokonuje wpisów „żenada”, „nieróbstwo”, „żal” oraz tym sposobem typuje policjantów, którym należy zrobić postępowanie dyscyplinarne, aby jeszcze bardziej zmobilizować ich do pracy” – czytamy.
Wydział za karę
Autorzy piszą dalej, że naczelnicy wydziałów prewencji i ruchu drogowego są „zobligowani do nakazania zwiększenia liczby legitymowań”.
Wydział dochodzeniowo-śledczy nazywają „wydziałem za karę”. Opisują, że trafił tam policjant ruchu drogowego, który składał wniosek o przeniesienie. „(…) pani komendant stwierdziła, że jak tak bardzo chce uciekać z jednostki, to przeniesie go po złości do wydziału dochodzeniowo-śledczego, żeby nabrał pokory”. Piszą, że do tego wydziału trafił też technik kryminalistyki, „(…) który był wyzywany przez komendant od niepotrzebnych nierobów”.
Autorzy listu opisują, że komendant lubi także zejść do wydziału wykroczeń i powyzywać tam pracujących tam policjantów od nierobów, którzy guzdrają się z prowadzeniem spraw jak „małe dzieci”.
Policjanci tłumaczą, że obywatele nie mają pojęcia jak mocno „naciskany” jest „liniowy” funkcjonariusz. Te naciski kładą przełożeni „dla których liczy się tylko statystyka”.
„Jest to tylko mała kropelka sytuacji, które dzieją się na co dzień i doprowadzają do rozpadu organizacji pracy i ogólnego samopoczucia policjantów, którzy podsumowują działania pani komendant porównując je do nazistowskich metod podporządkowania ludzi w III rzeszy”.
Komendę poprosiliśmy o ustosunkowanie się do listu. Justyna Sęczkowska-Sobol, rzeczniczka nowosolskiej policji poinformowała nas, że otrzymamy odpowiedź w przyszłym tygodniu. Wrócimy do tematu.