– Nie daj Boże, żeby to drzewo spadło na przechodnia, na przykład na jakieś dziecko – martwi się mieszkanka Siedliska.
W ubiegłym roku przez Siedlisko przeszłą wichura. Złamała spróchniałe drzewo przy ulicy Klasztornej. I połowa spadła na pobliski płot. Od tej pory mieszkańcy zaczęli zabiegać w Samorządowym Zakładzie Budżetowym o wycinkę drugiej połowy drzewa, która została w ziemi. Mieli otrzymać deklarację, że reszta drzewa zostanie wycięta. Nie została. [paywall]
Sprawą zainteresowała się Danuta Wojciechowska, mieszkanka Siedliska. 1 kwietnia wysłała do Alana Drozdowskiego, kierownika SZB, wiadomość o następującej treści: „Zgłaszam, że przy ul. Klasztornej przy pierwszym bloku mieszkalnym po lewej stronie jest drzewo w znacznej części spróchniałe. Stanowi ono niebezpieczeństwo dla przechodniów i przejeżdżających samochodów. Proszę o niezwłoczne zainteresowanie się sprawą”. Minęły ponad trzy tygodnie. Wojciechowska odpowiedzi nie dostała do dziś. A drzewo jak stało, tak stoi. – Nie daj Boże, żeby to drzewo spadło na przechodnia, na przykład na jakieś dziecko – martwi się D. Wojciechowska.
„Co jest powodem, że drzewo rosnące przy ulicy Klasztornej, które w ubiegłym roku zostało uszkodzone przez wichurę, nie zostało usunięte? Czy są plany wycinki, ewentualnie jakiegoś zabezpieczenia tego drzewa?” – o to zapytaliśmy Drozdowskiego. Jeszcze nie odpowiedział.
19