– Kiepsko u nas z lekarzami, pora umierać – wzdycha pani Maria, emerytka z Uścia. – Żeby dostać receptę na leki, musi jechać rowerem prawie 15 kilometrów. – Przyjeżdżał tu ginekolog, była rehabilitacja. Teraz tego już nie ma – ubolewa Jolanta Sekuła, mieszkanka Kolska. Na wsi brakuje lekarzy.
W gminie Kolsko sytuacja nie zmienia się od kilku lat. Czyli ludzie jak skarżyli się na słabą dostępność do lekarza rodzinnego po zmianach, które tam wtedy zaszły, tak skarżą nadal. Przypomnijmy, że lekarka, która wtedy przyjmowała w Kolsku, zaczęła narzekać na zmęczenie i przepracowanie, bo z powodu pandemii wzrosła liczba pacjentów. Zrezygnowała z prowadzenia praktyki w Kolsku, bo władze gminne, z ówczesnym wójtem Henrykiem Matysikiem na czele, nie wyciągnęły do niej pomocnej dłoni. To wtedy Matysik sprowadził do Kolska spółkę z Sulechowa. I do dziś jest tak, że w praktyce lekarskiej w Kolsku, prowadzonej przez spółkę, lekarz przyjmuje dwa razy w tygodniu, a bywało, że przyjmował tylko raz.
Za mało
– To za mało – komentuje Kamila Florczak, przewodnicząca rady gminy Kolsko. Uważa, że obecność [paywall] lekarza na miejscu trzy razy w tygodniu jest minimum. – Niestety, nikt nie zmusi spółki, żeby lekarz przyjmował częściej – ubolewa. – Z jednej strony mamy interes publiczny, czyli mieszkańców, którzy chcą częstej dostępności nie tylko do lekarza rodzinnego, ale też do specjalistów, a z drugiej mamy interes prywatny, czyli spółkę, która przede wszystkim chce zarabiać. Poprzednia pani doktor była u nas od lat, znała pacjentów, mogła być poniekąd na zawołanie. Spółka działa zupełnie inaczej. Władze spółki mówią nam, że nie opłaca się im częściej przyjeżdżać do Kolska, bo mają za mało pacjentów. W razie nieopłacalności, mogą nas po prostu zostawić – zauważa Florczak.
Owszem, mieszkańcy Kolska i okolic, którzy są zapisani w przychodni prowadzonej przez spółkę, w razie konieczności mogą szukać specjalisty w jej głównej siedzibie w Sulechowie.
– To nie jest takie proste – kontynuuje Florczak. – Mieszkańcy naszej gminy mają wszędzie daleko, a z komunikacją publiczną nie jest u nas najlepiej. Dla osób starszych, często schorowanych, dojazd do Sulechowa jest trudny, a niekiedy niemożliwy.
Pora umierać?
Henryk Korczak mieszka pod Kolskiem, we wsi Lipka. Jest emerytem. Kiedyś był radnym gminy Kolsko. – Jak była u nas poprzednia pani doktor, to wszystko było super, no ale poprzedni wójt nie potrafił się z nią dogadać – mówi Korczak. – Teraz jest kiepsko, lekarz rodzinny co chwila inny i nie ma specjalisty na miejscu. Rehabilitację zamknęli. – skarży się H. Korczak.
– Kiepsko u nas z lekarzami, pora umierać – wzdycha pani Maria, emerytka z Uścia. – Żeby dostać receptę na leki, muszę jechać rowerem prawie 15 kilometrów w jedną stronę, do Kargowej. Jak wracam, to jest wieczór. A mam już 72 lata. – pani Maria znowu ciężko wzdycha.
Motor, rower – to ratunek dla tych, którzy nie mają samochodu. Niektórzy korzystają z podwózek sąsiedzkich. Bo, owszem, autobusy z gminy Kolsko do Nowej Soli jeżdżą, ale do Kargowej, do Sulechowa, do Wolsztyna autobusów brakuje.
– Przykładowo jadę autobusem do Nowej Soli o godzinie 9 i przed 12 muszę już wracać – skarży się Jolanta Sekuła, która mieszka w Kolsku od 33 lat. Sięga pamięcią kilkanaście, a nawet kilka lat w przeszłość. – Wtedy przyjeżdżał tu ginekolog, była rehabilitacja – wspomina. – Teraz tego już nie ma. Nowa wójt, Iwona Brzozowska, w kampanii wyborczej obiecała nam, że coś z tym zrobi. Trzymamy za słowo – zastrzega J. Sekuła.
– Podjęła już pierwsze rozmowy w sprawie utworzenia w gminie Kolsko gabinetu rehabilitacyjnego – mówi przewodnicząca Florczak. – Pani wójt rozmawiała już między innymi z Sanepidem – nadmienia. I dodaje, że w gminie bardzo dużo osób potrzebuje dostępu właśnie do rehabilitacji.
Jak zwabić?
W trudnej sytuacji, jeśli chodzi o dostęp do lekarza, jest też gmina Siedlisko. W samym Siedlisku lekarz, owszem, przyjmuje. Ale już w Bielawach, które liczą 900 mieszkańców, nie ma lekarza rodzinnego.
Władze gminy wpadły na pomysł, żeby spróbować zwabić lekarza mieszkaniem.
– Teraz przyjeżdża do Polski sporo lekarzy z Ukrainy i Białorusi. Może dla nich nasza oferta będzie interesująca? – zastanawiał się wójt Daniel Kołtun tydzień temu na naszych łamach. – Nasza pani doktor, która przyjmuje w Siedlisku, nie będzie mogła pracować wiecznie. Musimy już myśleć o następcy – przestrzegał wtedy.
Nie chcą na wsi
Żeby zatrzymywać lekarzy w województwie lubuskim, tych, którzy kończą u nas studia medyczne, województwo wypłaca stypendia 2 tys. zł miesięcznie. Studenci medycyny, którzy z nich korzystają, zobowiązują się do pozostania w Lubuskiem po studiach przynajmniej na kilka lat. Tacy studenci nie marzą jednak o pracy w małych przychodniach wiejskich. Wybierają miasta i szpitale.
Skąd wziąć pieniądze?
Gmina Siedlisko planuje wyremontować budynek po przychodni w Bielawach i przerobić go na mieszkanie dla lekarza. Skąd na to wziąć pieniądze?
W NFZ nie potrafią wskazać konkretnego programu, w ramach którego ubogie gminy wiejskie mogłyby pozyskać pieniądze na poprawę dostępności do lekarza pierwszego kontaktu, choćby poprzez budowę lub remontowanie mieszkań z przeznaczeniem właśnie dla lekarzy.
– Może warto, żeby ktoś zawalczył o zmiany w tym zakresie w programie regionalnym? – taką sugestię usłyszeliśmy od jednego z pracowników urzędu marszałkowskiego. Zawalczyć powinni radni, przede wszystkim ci wojewódzcy, ale też wójtowie. Od kolejnego pracownika tego urzędu usłyszeliśmy: – Niech gminy działają za swoje. Budżet województwa tego nie finansuje.
Poszukaliśmy sami. I znaleźliśmy program rządowy (Programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko na lata 2021-2027). Opiewa na 1,25 mld zł (w 80 proc. to pieniądze unijne). Zakłada wsparcie inwestycyjne POZ-ów. Mowa o tworzeniu nowych placówek, szczególnie na obszarach słabiej rozwiniętych, w tym wiejskich, gdzie dostęp do lekarza jest zagrożony.
Rolnik się nie położy
Tymczasem wieś się starzeje, a efektem w polskich realiach jest choroba.
– Te choroby często są wynikiem ciężkiej pracy fizycznej, bo to jest pokolenie, które pracowało w niezmechanizowanym rolnictwie – zauważa Kamila Florczak, przewodnicząca rady gminy Kolsko.
– Ktoś z miasta pracuje osiem godzin w urzędzie i po pracy, gdy wróci do domu, to mówi, że jest zmęczony i musi się położyć – mówi pani Katarzyna, emerytka z Kolska. – My nie zawsze mamy tak dobrze. Bo rolnik się nie położy. On nie pracuje osiem godzin – przypomina.
Z danych udostępnionych przez ministerstwo zdrowia wynika, że liczba pacjentów, którzy uzyskali przynajmniej jedno świadczenie w 2023 r., była o 17 procent niższa na wsiach niż w miastach.
Z rehabilitacji leczniczej mieszkańcy wsi korzystali w ubiegłym roku w zakresie średnio o 36 procent mniejszym niż mieszkańcy miast.
23