Gdyby nie upór Ryszarda Guza, zmarłego niedawno sołtysa, to mostku łączącego Ługi ze światem być może by nie było. Z wielką determinacją zabiegał o jego remont.Dopiął swego. Mieszkańcy gminy Otyń w poniedziałek, 14.04., obchodzili wyjątkowe święto. Mostek nazwali imieniem pana Ryszarda.
Stary mostek łączący Czasław ze światem, przez lata nieremontowany, popadał w coraz większą ruinę. Aż zaczął grozić zawaleniem.
– Nie chcieli puszczać tym mostkiem do naszej wsi beczkowozu na mleko. Wprowadzili [paywall] ograniczenie tonażu. A przecież myśmy mieli krowy – powiedziała nam podczas uroczystości Stefania Guz, wdowa po zmarłym sołtysie.
– Każda wioska szła do przodu, a nasza przestała się rozwijać. Młodzi się wyprowadzali, bo byliśmy odcięci od świata – dodała Anna Maliszewska, jedna z córek.
– To spędzało mężowi sen z powiek. Długo walczył o remont tego mostku. Wydreptał to, wyszarpał. Pani burmistrz bardzo pomogła – podkreśliła pani Stefania.
– Po remoncie, w okolicach Czasławia powstało kilka firm. Wybudowało się kilka nowych domów. Pojawili się nowi mieszkańcy, którzy przybyli do nas z miasta – wyliczała Anna.
Śmierć była ciosem
Dzięki tej inwestycji do Czasławia wróciło życie, więc nadanie mostkowi imienia Ryszarda Guza nie było dla nikogo zaskoczeniem. W poniedziałek odsłonięto dwie pamiątkowe tablice.
– Plany, że mostek otrzyma imię taty były już wcześniej. Nie spodziewaliśmy się jednak, że tata nie dożyje tej uroczystości – przyznała ze smutkiem Joanna Czekałowska, kolejna córka.
Pan Ryszard sołtysem wsi Czasław był przez 47 lat, do śmierci. Odszedł 30 stycznia 2025 roku.
– Śmierć dziadka była dla nas wszystkich wielkim ciosem. Odszedł od nas zdecydowanie za wcześnie – powiedział nam Damian Maliszewski, wnuk pana Ryszarda, który w imieniu rodziny przemawiał w poniedziałek do zebranych. – Dziadek dbał o rozwój wsi. Ludzie to doceniali. Dowodem jest ten tłum, który tu dziś przyszedł.
Był przyjazny dla ludzi
Na poniedziałkowe uroczystości przybyli mieszkańcy Czasławia i sąsiednich Ługów, radni gminy, burmistrzyni Otynia, urzędnicy, proboszcz, wiceprezydent Nowej Soli, wicewojewoda, posłanka…
Burmistrzyni Barbara Wróblewska przypomniała, że 47 lat temu pan Ryszard przejął funkcję sołtysa po swoim ojcu.
– Jednał ludzi, symbolicznie łączył ich niczym ten most – powiedziała. I przypomniała o odznaczeniach pana Ryszarda, między innymi o Brązowym Krzyżu Zasługi przyznanym przez prezydenta RP.
– On połączył dwie rady sołeckie, Czasławia i Ługów, te rady chcą współpracować – powiedziała Violetta Domin, sołtyska Ługów.
– Znałam Rysia, to był bardzo dobry człowiek – powiedziała Jolanta Zon, mieszkanka Lasocina, która w przeszłości mieszkała w Ługach. – Był przyjazny, uczynny, nigdy nie usłyszałam o nim nic złego. Dlatego tu dziś przyjechałam – podkreśliła.
– Myśmy przybyli, żeby uczcić pamięć Ryszarda, bo był kimś wyjątkowym – przyznała Anna Pietrzak, mieszkanka Czasławia, emerytka, która na uroczystości przyjechała z sąsiadkami na rowerach. – Przecież to był najukochańszy sąsiad – zaznaczyła. – Myśmy się razem wychowali, mieszkaliśmy przez bramkę. Z jego żoną Stefanią jesteśmy jeden rocznik. Jak mieliśmy gospodarkę, to mieliśmy miedzę przy sobie. Jeden drugiemu pomagał. Czy to ziemniaki wyzbierać, czy przy zbożu. Byliśmy bardzo związani.
Schedę po sołtysie Guzie przejął Marek Pietrzak. Ma świadomość, jak wysoko zawiesił poprzeczkę pan Ryszard.
– To dla nas wielka duma, że pan Ryszard, człowiek, który mieszkał w Czasławiu, osiągnął tak wiele – przyznał nowy sołtys. – Największym osiągnięciem pana Ryszarda, obok remontu świetlicy wiejskiej i budowy drogi łączącej Czasław z Zieloną Górą, jest właśnie ten mostek. Pan Ryszard będzie mi się kojarzył ze zdaniem, które najczęściej od niego słyszeliśmy. Brzmiało: „Zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty”.
Dla pokoleń
Pani Stefania, wdowa po panu Ryszardzie, była bardzo poruszona poniedziałkową uroczystością.
– Liczę dni, tygodnie od odejścia męża i ciężko mi – powiedziała nam z żalem. – Byliśmy razem przez 51 lat. Mąż był sołtysem 47 lat, czyli przez niemal całe nasze wspólne życie. Prowadziliśmy gospodarstwo, więc byliśmy razem 24 godziny na dobę. Dnie i noce razem, całe życie. Ale rzadko żeśmy się kłócili, bo myśmy się bardzo, bardzo kochali. Wstawaliśmy rano. Padało pytanie „Co robimy dzisiaj?” I szliśmy pracować w gospodarstwie. Każdą decyzję, tak w sprawach wsi, jak i rodziny czy gospodarstwa, podejmowaliśmy wspólnie. Mieliśmy 13 krów, 70 świń, do tego kury, łąki, pastwiska, 25 hektarów do obrobienia. Wychowaliśmy czworo dzieci. Doczekaliśmy się ośmiorga wnuków, z których mąż był bardzo dumny. Ten mostek to będzie pamięć po nim dla pokoleń.
27
Poprzedni artykuł