Marzec to czas przedwiosennych porządków. Dlatego Stanisław Rembowiecki, mieszkaniec Nowej Soli, zabrał nas na wycieczkę. I pokazał, gdzie takie porządki trzeba zrobić.
Stanisław Rembowiecki, emerytowany meliorant, od lat na naszych łamach wytyka lokalnym władzom różne niedociągnięcia i wskazuje na problemy, którymi powinni się zająć. Tym razem wybraliśmy się z panem Stanisławem na wycieczkę szlakiem nowosolskich chodników. Wskazał miejsca, w których można się łatwo potknąć, bo tyle tam dziur, wystających kostek i płyt chodnikowych.
Bariery dla chorych i starszych
– W styczniu w tym miejscu jedna kobieta się potknęła, upadła [paywall] na twarz, zdarła sobie skórę – wskazuje pan Stanisław. Podkreśla, że nie było wtedy ani śniegu, ani lodu. Po czym stawia kilka większych kroków. – Chodnik jest zniszczony na odcinku długości ośmiu metrów – szacuje, wskazując na nierówności. A chodzi o chodnik przy ul. 1 Maja, biegnący wzdłuż bloku nr 15, który należy do os. Konstytucji.
– Coraz więcej ludzi chodzi z balkonikami, o kulach, z kijkami. A chodniki są pełne kolein – złości się pan Stanisław. I prowadzi nas w kolejne miejsca przy 1 Maja.
– To jedna z głównych ulic w mieście – podkreśla. I wskazuje na następną przeszkodę. Przypomina spowalniacz.
– Kostkę wypchał korzeń akacji – zauważa. – To miejsce bardzo niebezpieczne, zwłaszcza po zmroku. Można się potknąć i wywrócić – przestrzega. I prowadzi dalej.
– Pan chyba już na pamięć zna te miejsca – wtrącamy po drodze.
– Po prostu chodzę, to widzę – odpowiada pan Stanisław.
Robi się betonoza
– Taki stan mamy tu od wielu miesięcy – mówi pan Stanisław, gdy idziemy chodnikiem wzdłuż ul. Stefana Żeromskiego. Wskazuje na rozwalone płyty.
– Nie zazdroszczę ludziom, którzy tędy chodzą – mówi, gdy przemierzamy chodnik wzdłuż ul. Lucjana Rydla i kolejny – wzdłuż ul. Kossaka. Przy Starostawskiej i Wieniawskiego zdeformowane są nie tylko chodniki, ale też ścieżki rowerowe.
W trakcie spaceru, pan Stanisław jak zwykle zwraca uwagę na miejską zieleń. Przy Żeromskiego komentuje, że przez lata wycięto tam w pień sporo drzew.
– Owszem, mogły być chore – przyznaje. – Ale dlaczego w ich miejsce nie posadzono nowych? – pyta. Po chwili potwierdza, że w wielu miejscach miejskie władze robią nowe nasadzenia. – Ale później nikt o to nie dba, więc i tak wysychają – wzdycha.
– Przez takie podejście, w mieście robi się betonoza i tworzą się wyspy ciepła – kwituje zdenerwowany.
Na „dese” pan Stanisław pokazał nam chodnik, który się zapada.
– Napisałem do administracji spółdzielni, to odpowiedzieli, żebym się kontaktował z urzędem miasta. Tam odesłali mnie do starostwa, a w starostwie znowu do miasta… Koniec końców, stanęło na tym, że chodnik jest powiatowy. Ustaliłem to ponad dwa miesiące temu i do dziś nie naprawili – pomstuje pan Stanisław. A mowa o chodniku obok bloku 104 przy u. Wojska Polskiego.
16
Poprzedni artykuł