Zuzanna Topór, 18-latka ze wsi Wierzbnica w gminie Bytom Odrzański, zdobywała mistrzostwa Europy i świata w kolejnych kategoriach juniorskich w kickboxingu. W miniony weekend stoczyła pierwszą walkę seniorską, w trakcie gali w Nowym Miasteczku. Znowu wygrała! Z Zuzą rozmawialiśmy przed walką i po jej zwycięstwie.
„Regionalna”: Dlaczego zaczęłaś walczyć?
Zuzanna Topór: Mój tata, odkąd pamiętam, trenował kickboxing. Inspirował mnie. Jak miałam cztery lata, poprosiłam o worek i rękawice.
Byłaś łobuzicą?
Zdecydowanie nie należałam do grzecznych dzieci. Nie byłam też dzieckiem, które siedzi w domu i gra w gry. Ja byłam cały czas na dworze. Skakałam po drzewach. Dużo czasu spędzałam u babci, na wsi. Zawsze coś musiałam narozrabiać. Tata zabierał mnie ze sobą na treningi, na początku do Bytomia Odrzańskiego. Z czasem zmieniliśmy klub i tak trafiłam do Nowego Miasteczka, w ręce trenera Tomka Makowskiego. Miałam wtedy 13 lat.
Dziś jesteś utytułowaną zawodniczką. Zdarza się, że ktoś cię zaczepi, pogratuluje sukcesów?
Czasami ktoś podchodzi i mówi „to ty, wiedziałem od początku, że to ty”. Od znajomych w szkole słyszę, że ich rodzice często o mnie rozmawiają w domu. Przeważnie ludzie wstydzą się mnie zaczepić, ale jak już złapiemy kontakt, to okazuje się, że wiedzą, kim jestem.
Myślisz, że jesteś autorytetem dla dzieciaków z Wierzbnicy?
Chciałabym być. Uważam, że [paywall] warto, żeby dzieci od najmłodszych lat poznawały tę stronę życia niezwiązaną z grami komputerowymi czy social mediami, tylko żeby uciekały w stronę sportu i od małego uczyły się, że kluczem do sukcesu jest ciężka praca.
A nie żal ci trochę, że sporo musisz poświęcić dla sportu, że nie możesz chodzić na przykład tak często na imprezy, jak rówieśnicy, że nie możesz sobie pozwolić na wiele rzeczy?
Moje walki to zazwyczaj drugi koniec Polski albo zagranica. Dzięki treningom poznałam dużo miejsc. Nie dość, że się realizuję w tym, co kocham, to jeszcze poznaję świat. Uwielbiam podróżować. Środowisko treningowe stało się moim życiem prywatnym. Na treningach i na zgrupowaniach kadry spotykam swoich znajomych i przyjaciół, z którymi cały czas utrzymuję kontakt.
Co jeszcze dał ci kickboxing?
Ten sport mnie zdyscyplinował. Codziennie idę na trening. Jasne, są ciężkie chwile i wtedy odechciewa się trenować, ale później trafia się fajny sparing albo walka i satysfakcja wraca. Kickboxing jest lekcją życia. Uczy mnie ciężkiej pracy, samozaparcia, szacunku, ambicji.
Przekłada się to na życie?
Oczywiście. To się przekłada chociażby na naukę, na to, co chciałabym robić w życiu. Kickboxing to przede wszystkim moja pasja. Chciałabym to robić jeszcze przez wiele lat, ale jest to kontuzyjny sport. Muszę mieć plan B, dlatego idę w sport i w naukę. Staram się to łączyć.
Jakie masz plany na przyszłość? Kim chciałabyś być?
Teraz uczę się w Elektryku w Nowej Soli i marzę o studiach prawniczych. Chciałabym zostać adwokatem, ale wszystko zależy od wyniku matury. Teraz matura jest dla mnie najważniejsza.
Kickboxing może mieć przełożenie na zawód adwokata?
Ten sport nauczył mnie pewności siebie i dążenia do celu. Myślę, że to ważne cechy w tym zawodzie.
Co powiedziałabyś młodym dziewczynom, które nie mają pewności, czy warto trenować kickboxing?
Uważa się, że to jest sport dla mężczyzn, bo jest przez nich zdominowany, ale to zaczyna się zmieniać. U nas w klubie jest już chyba sześć zawodniczek. Coraz więcej kobiet podejmuje się treningów. Myślę, że kobiety w ten sposób chcą uwolnić swoją pewność siebie i pokazać kobiecą siłę. Uważam, że kobiety mają większe samozaparcie od mężczyzn i większą siłę dążenia do celu. Coraz częściej, w różnych dziedzinach, zauważa się, że to kobiety przejmują inicjatywę, biorą w garść mężczyzn. W kickboxingu też to widać. Dlatego zachęcam kobiety do treningów. Na pewno się w tym odnajdą.
Co czujesz, gdy stoisz w ringu, naprzeciwko rywalki?
Niektórych ponoszą emocje, a ja staram się jak najbardziej skupić, żeby przemyśleć każdy swój krok i podejść do walki z chłodną głową.
Stresujesz się wtedy?
Na początku stres aż mnie paraliżował, ale już się do tego stresu przyzwyczaiłam, oswoiłam go w sobie. Przyzwyczaiłam się, że po prostu co jakiś czas jest u mnie takie wydarzenie jak walka, że mam do wykonania robotę i muszę dać z siebie wtedy jak najwięcej.
Jak wyglądają twoje przygotowania do walk?
Kibice widzą tylko walkę, ale to jest złożony proces, to ciężka praca. Trzeba trzymać wagę, ważna jest odpowiednia suplementacja i dieta, wysypianie się. Treningi są bardzo ciężkie. Trener układa plan, a ja muszę się podporządkować, wszystko wykonać. Nie ukrywam, że teraz mam w szkole mnóstwo zaliczeń w związku z przygotowaniami do mojej pierwszej walki seniorskiej. Po prostu nie miałam często siły siedzieć w szkole przez osiem godzin, na wszystkich zajęciach, tak bardzo byłam zmęczona.
Co dla ciebie znaczy możliwość stoczenia walki już w gronie seniorów, profesjonalistów?
To dla mnie duża szansa i krok w moją przyszłość. Pierwsze walki zawodowe, to coraz wyższy poziom i fajna możliwość rozwoju.
A co to znaczy dla ciebie, że w seniorskiej walce zadebiutujesz w Nowym Miasteczku, więc poniekąd u siebie, a nie gdzieś daleko?
– Przede wszystkim dziadkowie będą na mojej walce. Dziadek już trzyma za mnie kciuki, babcia już się za mnie modli. Na pewno będą ze mnie dumni. Od zawsze mi kibicują, ale na żywo nie mieli jeszcze okazji.
O czym marzysz?
Mam cichą nadzieję, że w przyszłości zdobędę jedną czwartą tego, co osiągnął mój trener Tomek Makowski. Jest dla mnie autorytetem.
PO WALCE
Jak się czujesz po debiutanckiej walce seniorskiej?
Jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna, że mogłam tu walczyć. Spełniłam jedno ze swoich marzeń, aż głos mi się łamie.
A jak się czułaś w ringu?
Troszeczkę stres mnie złapał, jak zobaczyłam tyle znajomych twarzy wkoło, na trybunach. Ale po chwili skupiłam się tylko na tym, żeby wygrać. I to się udało.
Puchar ciężki? Dużo waży?
To moja krew, pot i łzy, moje szczęście, wszystko naraz.
Dzięki i gratulacje!
17
Poprzedni artykuł