Strona główna » Pani Dorota straciła w pożarze mieszkanie. Jej świat się zawalił

Pani Dorota straciła w pożarze mieszkanie. Jej świat się zawalił

przez imperia

– Waliłam pięściami w drzwi. Z góry spadały już różne płonące przedmioty, jakieś szmaty, koce. W końcu sąsiadka otworzyła. „Palimy się, uciekamy!” krzyknęłam. I wyciągnęłam sąsiadkę z mieszkania – mówi Dorota Rogala.
Pożar w kamienicy w Nowym Miasteczku wybuchł 14.05. To, czego nie zniszczył ogień, zniszczyła woda użyta do jego gaszenia. Ucierpiały trzy rodziny, które same, bez wsparcia, nie staną na nogi. Bo straciły wszystko i muszą na nowo ułożyć sobie życie.

Dla pani Doroty i pana Mieczysława:
https://zrzutka.pl/5zczzx

 
Dorota Rogala nie potrafi sobie znaleźć miejsca. Źle sypia. Gdy myśli o pożarze, płacze.
– Siedziałam z książką w pokoju – wspomina. – Było przed dziesiątą rano, jak usłyszałam nad głową trzask. Później stukanie, jakby ktoś piętro wyżej biegał. Pies na górze szczekał. Mój też zaczął. Za oknem zobaczyłam dym. Ktoś krzyczał. Wyszłam na klatkę. Na górze był już tylko ogień. Poręcze zaczynały się palić.
Uratowała sąsiadkę
Pani Dorota pobiegła z powrotem do mieszkania. Chwyciła za torbę z dokumentami i telefon. Krzyknęła do psa „Gabi, uciekaj!”. I wtedy pomyślała „Boże! Sąsiadka jest na dole!”. Pani Alicja mieszkała na parterze sama. Ma 84 lata, problemy ze słuchem i bardzo chore nogi.
– Pobiegłam tam – kontynuuje pani Dorota. – Waliłam pięściami w drzwi. Z góry spadały już różne płonące przedmioty, jakieś szmaty, koce. W końcu sąsiadka otworzyła. „Palimy się, uciekamy!” krzyknęłam. I wyciągnęłam ją z mieszkania. Zasłaniałyśmy się rękami, bo spadał na nas ogień. Pod nogami też już się paliło. Wyszłyśmy przed budynek i wtedy zaczęły strzelać dachówki. Zadzwoniłam pod 112 i krzyknęłam do telefonu „Pali się!”. Ale straż już jechała. Stanęłyśmy z sąsiadką na chodniku i patrzyłyśmy, jak ten ogień się rozprzestrzenia i niszczy nasz dom. To nie były nawet minuty. To były sekundy. Straciliśmy wszystko.
Pustka w środku
Pani Dorota stała prze kamienicą i krzyczała: „Co z sąsiadami z góry!?” Ktoś w końcu ją uspokoił. Powiedział, że zostali uratowani. 
– Ja miałam takie uczucie, jakby to się nie działo naprawdę, jakby to nie mnie dotyczyło – mówi. – Byłam taka pusta w środku. To nie docierało do mnie i chyba dalej nie dociera. Cały czas myślę, że muszę iść do domu. Pies mnie tam codziennie prowadzi. Kiedy to mnie puści? Kiedy sobie uzmysłowię, że już tam nie wrócę?
Dziadkowie pani Doroty przyjechali do Nowego Miasteczka po wojnie, spod Sieradza, bo tam też spalił się im dom.
– Niemcy spalili w czasie wojny – wyjaśnia. – Babcia z tamtego pożaru uratowała tylko krzyżyk i dwa lichtarzyki. Owinęła w chustkę i przez całą wojnę to przy sobie nosiła, nawet jak ją wywieźli na przymusowe roboty do Niemiec. Poprosiłam męża, żeby poszedł do mieszkania i odnalazł. Żadne srebro, ale to nasza pamiątka rodzinna.
Gdyby ściany mogły mówić…
Dziadkowie pani Doroty w domu przy ulicy Słowackiego zamieszkali w 1950 roku.
– Wtedy to była ruina, brakowało nawet okien i drzwi – wspomina. – Mój dziadziuś, pomału, własnymi rękami, wszystko odbudował. Gdyby ściany tego domu mogły mówić… Ja się urodziłam w tym domu, w tym ostatnim pokoju, bo mama nie zdążyła dojechać do szpitala. Miałam trzynaście lat, jak w nim zamieszkałam, bo babcia potrzebowała opieki. To był taki dom, gdzie przychodzili wszyscy, bo babcia garnęła do siebie ludzi. Dziadziuś miał w korytarzu ławkę. Wynosił w niedzielę przed dom i schodzili się sąsiedzi. Śmiali się, opowiadali historie. W tym domu zmarli moi dziadkowie. Tu wychowały się moje dzieci. Urodziłam troje. Mijały lata, a dom wciąż tętnił życiem. Do dzieci przychodzili koledzy. Nieraz dwanaście osób siedziało u nich w pokoju. Dzieci dorosły i wyfrunęły. Wyuczyły się. Ja przeszłam na emeryturę. Miałam wreszcie czas na książki, które zawsze kochałam czytać. Dwa tygodnie temu skończyliśmy z mężem remont. Wnieśliśmy ostatnie meble. Zostało nam jeszcze tylko założyć rolety na okna. Tak spełniliśmy swoje marzenie. Pomyślałam, że nareszcie mam wszystko, mam ukochany dom i czas dla siebie. W środę, 14 maja, ten mój poukładany świat się zawalił – mówi pani Dorota i płacze.
 
Zbiórka dla pani Doroty i pana Mieczysława dostępna jest pod linkiem:
https://zrzutka.pl/5zczzx
 
 
 
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz