Mieszkańcy gminy Nowe Miasteczko protestują przeciwko wiatrakom. Mają mieć 250 metrów i być najwyższymi w Polsce. – Przyjedźcie i wysłuchajcie nas – poprosili. Więc pojechaliśmy.
W poniedziałek, 26.05., grupka mieszkańców odwiedziła Urząd Gminy w Nowym Miasteczku. Zanim spotkali się z burmistrzem, powiedzieli nam o swoich obawach. Wcześniej zebrali 270 podpisów pod swoją petycją wśród mieszkańców Borowa Wielkiego, w której sprzeciwiają się budowie farmy wiatrowej. Pod urząd przybyli w imieniu tych wszystkich osób, które złożyły podpisy. Kolejna taka petycja krąży w Gołaszynie, Niecieczy, Popęszycach, Koninie, Szybie, Żukowie i Nowym Miasteczku.
Czego się boicie?
– Nie uważamy [paywall] wiatraków za coś złego – powiedziała nam Katarzyna Majewska, mieszkanka Borowa Wielkiego. – Ale uważamy, że 700-800 metrów to za mało, a właśnie w takiej odległości od naszych domów mają stanąć wiatraki. One mają mieć 250 metrów wysokości – zastrzegła.
– Pierwsze zainteresowanie ze strony firm było już w 2021 roku, o czym my, mieszkańcy, dowiedzieliśmy się dopiero miesiąc temu – dodał Rafał Załęcki. – Pomyślałem sobie, że nas oszukują. Że zadecydują za nas. Boję się hałasu z tych wiatraków, zacienienia. Niech to postawią, ale trzy labo cztery kilometry od nas, a nie 800 metrów. Ja nie wierzę, że nie ma takich regionów – zaznaczył.
– Czego jeszcze się obawiacie? – dopytaliśmy
– Najbardziej dyskomfortu w codziennym życiu. Te wiatraki będą tam stały, a my będziemy je widzieli. One będą nam szumiały, wydawały różne dźwięki – wyliczyła Majewska. – W okolicach elektrowni wiatrowych mocno spada wartość nieruchomości. Tego też się obawiamy, bo w życiu bywa różnie. Może ktoś z nas będzie musiał sprzedać nieruchomość, a ona już nie będzie tyle warta. Pytanie, czy nasza gmina jest na to przygotowana, żeby wycenić nasze nieruchomość, zanim te wiatraki staną – zaznaczyła.
– Inwestor mówił nam, że przecież przy torach kolejowych też jest głośno. Tyle tylko, że jeżeli ktoś decyduje się zamieszkać przy torach, to wie, czym to będzie skutkować, że będzie miał hałas – dodała Katarzyna Błaszczyk, która też przyszła w poniedziałek pod urząd. – Gdy tu zamieszkaliśmy, nie mieliśmy wiatraków. Wybraliśmy to miejsce ze względu na ciszę i spokój, a teraz chcą nam to odebrać – wyjaśniła.
– Mam dziecko niepełnosprawne – powiedziała nam Żaneta Zawisłowska. – Nie wyobrażam sobie, jak to przetrwa, ponieważ jest nadwrażliwe słuchowo. Takich dzieci jest w okolicy więcej. Są dzieci autystyczne. Nie wyobrażam sobie życia i funkcjonowania z tym dzieckiem, jeśli staną wiatraki i będą hałasować. Słuchawki mam dziecku cały czas zakładać na uszy? – zapytała.
– Usiadłam z moją 14-letnią córką i mówię „Ewa, a jak ty się zapatrujesz?”. Odpowiedziała „Mamo, dla mnie to jest przerażające. To jest jak potwór” – dodała Błaszczyk.
– Wiemy od mieszkańców Stypułowa, Mycielina i wsi Długie, gdzie też stoją wiatraki, tylko mniejsze, że w nocy z powodu hałasu nie mogą otwierać okien w swoich domach – podkreśliła Majewska.
Jeden się skarży, drugi siedzi cicho
Skontaktowaliśmy się z Leszkiem Stańczakiem, byłym sołtysem wsi Stypułów w gminie Kożuchów.
– Czy wiatraki są u was problemem? – zapytaliśmy.
– To zależy od punktu siedzenia – odpowiedział. – Ja akurat mam daleko, więc mi nie przeszkadzają. Są ludzie, którzy mieszkają bliżej. Wiatraki były stawiane dawno. Są tacy, którym nie przeszkadzają, a są też tacy, którzy się uskarżają na hałas. Ci, którzy mają z tego korzyści, siedzą cicho. Możliwe, że niektórzy im zazdroszczą – skwitował były sołtys.
Sołtyska Beata Idczak zgadza się ze Stańczakiem.
– Stypułów, to duża miejscowość, ja mieszkam pięć kilometrów od wiatraków, więc mi nie przeszkadzają – powiedziała nam. – Ale słyszałam skargi od mieszkańców, którzy mieszkają bliżej, przede wszystkim na wibracje i hałas. I tych ludzi też trzeba zrozumieć – podkreśliła.
Może się nie interesowali?
– Gmina Nowe Miasteczko zorganizowała konsultacje społeczne z inwestorem, ale do wielu mieszkańców informacja o tych konsultacjach nie dotarła – poskarżyła się K. Błaszczyk w poniedziałek pod urzędem.
– Wasz burmistrz mówił, że przecież były ogłoszenia na gminnym Facebooku i w biuletynie informacji publicznej – wtrąciliśmy.
– Ale na przykład starsi mieszkańcy na Facebooka nie zaglądają. Większość z nas nie zagląda też na BIP. W efekcie przyszło może 40 osób, czyli garstka – odpowiedziała Błaszczyk. – Gdy chodzimy po domach z naszą petycją, to bardzo dużo osób dopiero od nas się dowiaduje, że taka inwestycja w ogóle jest planowana – podkreśliła.
– Gdy zbierałam podpisy, dużo ludzi było zaskoczonych, że mają stanąć wiatraki – potwierdziła Anita Załęcka.
– Może się nie interesowali? – wtrąciliśmy.
– W Borowie Wielkim jest 600 mieszkańców. Ponad 400 jest uprawnionych do głosowania. A na konsultacje społeczne przyszło może 40 osób. To jest garstka. Ludzie po prostu nie wiedzieli – odpowiedziała stanowczo Załęcka. – Poza tym nikt nas wcześniej nawet nie zapytał, czy my w ogóle chcemy tych wiatraków – dodała.
– Mamy wrażenie, że ci inwestorzy napadli na biedne gminy, że jesteśmy dla nich fajnym kąskiem, łatwymi pieniędzmi. Ale trzeba też pomyśleć o nas, mieszkańcach – podkreśliła Majewska.
Mieszkańcy, którzy przyszli pod urząd, mają żal do radnych i sołtysów, że wcześniej nic im nie powiedzieli.
– Zawiedli nas. Na co oni czekali?- komentowali.
Pożyczyli banner
Mieszkańcy przybyli w poniedziałek pod ratusz z wielkim banerem. Pożyczyli go od mieszkańców Dzikowic.
– To nasi sąsiedzi zza między, z gminy Szprotawa – wyjaśnili. – Też walczyli z wiatrakami. I wygrali. Tam radni ich posłuchali. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli wydawać pieniędzy, żeby drukować takie bannery i iść z nimi na protesty – skwitowali nasi rozmówcy.
Przypomnijmy, że burmistrz Paweł Kozłowski zapewniał, że nic nie zostanie zrobione wbrew woli mieszkańców, a także z pogwałceniem przepisów. Podkreślałw trakcie spotkań z mieszkańcami, a także na naszych łamach, że ustawa, którą ponad miesiąc temu przyjęli radni z Nowego Miasteczka, nie przesądza o tym, że staną wiatraki. Otworzyła natomiast drzwi do prowadzenia pomiarów i badań.
Kozłowski wyliczał też korzyści z wiatraków dla gminy. To przede wszystkim pieniądze, które wpadną do budżetu. Mowa nawet o ponad 2 mln zł rocznie.
Poprosiliśmy burmistrza o odniesienie się do wizyty mieszkańców w ratuszu i ich petycji. Jego stanowisko znajdziecie w relacji z sesji, którą również zamieściliśmy w bieżącym numerze.
50
Poprzedni artykuł